poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Dziesięć pytań czyli Liebster Blog Award


Dziś mam zaszczyt przekazać Wam informację, że zostałam nominowana przez Recenzje Wojtka do odpowiedzenia na kilka jego pytań (jestem z siebie taka dumna!). Zapraszam do krótkiej lektury, w której przedstawiam Wam kawałek "mojego książkowego świata". Mam nadzieję, że Was nie zawiodę :)

1.Do jakiej książki najchętniej byś się przeniosła? Dlaczego?

W moim przypadku to jest - tak myślę - oczywiste. Jestem zauroczona książką "Cień wiatru" oraz całą serią "Cmentarz Zapomnianych Książek" i zafascynowana jej bohaterami, klimatem, historią. Daniel Sempre wraz z ojcem prowadzą małą księgarnię, w którą inwestują dużo swojego czasu i pasji do książek. Och, jak ja bym chciała móc im pomagać! Ponadto intrygują mnie ludzie o złożonych osobowościach, lubię rozmyślać nad ich intencjami czy priorytetami. Lubię tajemnice, które żyją: rozgałęziają się, odkrywają jakieś cechy dotąd nieznane. Myślę, że codzienność w cudownej Barcelonie Zafóna byłaby dla mnie wręcz stworzona!
Tu mogę zaprosić do zapoznania się z moim opowiadaniem.

2. Podaj swoją własną listę paru książek, które powinny stać się lekturami dla licealistów.

"Milion małych kawałków" Jamesa Freya - nie ukrywajmy, licealiści potrzebują lektur kontrowersyjnych i dających do myślenia. Nie przeszkadzałyby mi nawet sporadyczne wulgaryzmy używane przez autora.
"Fabula rasa" Edwarda Stachury, by pobudzić myślenie "na poziomie" i jego kreatywność.
"Zawsze przy mnie stój" Carolyn Jess-Cooke, by nauczyć się patrzeć na swoje życie z innej perspektywy.
"Na brzegu rzeki Piedry usiadłam i płakałam..." Paula Coelho - kto czytał, ten zna powód. Książka, na którą brak mi słów i mam zamiar niedługo do niej wrócić.

3. Jakie jest Twoje największe rozczarowanie książkowe?

Książka, co do której miałam duże oczekiwania. Książka wychwalana w wielu środowiskach, która mnie po prostu nudziła i nie dotarłam do jej końca. Książka, która ma przebłyski bycia interesującą - w końcu nazwisko autora zobowiązuje (bardzo lubię autora). A tytuł jej brzmi "Jedenaście minut" Paula Coelho. Może kiedyś do niej wrócę. Może muszę dorosnąć, przeżyć trochę więcej, ale jeszcze nie teraz.

4. Gdzie najchętniej lubisz czytać książki?



Latem uwielbiam wyjść na balkon, gdzie przeważnie zawsze jest cień w godzinach porannych i wieczornych. Rozkładam sobie plażowy leżaczek i wyciągam nogi na barierki, obok przestawiam krzesło, na którym mogę położyć ulubioną wodę i kawę mrożoną, ewentualnie jakieś owocki lub coś słodkiego, po czym rozkładam książkę na kolanach i znikam. Jestem niewidzialna, nieobecna, niedostępna.
Lubię też czytać poza domem: w lesie, nad jeziorem, nad morzem, w górach... Wszędzie tam, gdzie czuję klimacik.
W chłodniejsze dni czytam po prostu leżąc na kanapie w swoim pokoju, który staram się wypełnić literackim duchem. Gdy szukam inspiracji siadam z książką przy biurku, na którym stoi maszyna do pisania - kto wie, może coś przyjdzie mi do głowy?

5. Jaki rodzaj literatury lubisz najbardziej? Dlaczego?

Najgorsze jest to, że ja nigdy nie potrafię się zdecydować. W mojej biblioteczce jest wszystko od romansów po horrory. Wszystko zależy od tego, co właśnie dzieje się w moim życiu i mojej głowie, jakie uczucia i emocje mną targają oraz od atmosfery panującej w koło. Wiem jedno - nie lubię kryminałów. Kiedyś je uwielbiałam, dziś mnie nudzą. Nie lubię też czytać biografii. Kurczę, dlaczego łatwiej jest powiedzieć czego nie lubię? Książka musi mieć "to coś". Uwielbiam, gdy ma w sobie nutkę tajemnicy, romansu, przygody... Uwielbiam rozbudowane postaci, w których psychikę mogę zajrzeć. I uwielbiam książki, w których są obecne przemyślenia na temat egzystencji, sensu świata, istoty człowieczeństwa itp. Sama siebie nie mogę rozpracować, w którym rodzaju literatury czuję się "jak ryba w wodzie".

6. Jakiego bohatera książkowego lubisz najbardziej, a którego być uśmierciła?

Uwielbiam Fermina Romero de Torresa z serii "Cmentarz Zapomnianych Książek" - wspominam o niej już któryś raz, przepraszam, ale na dzień dzisiejszy to moja ulubiona lektura. Jego styl bycia, żarciki, przemyślenia, doświadczenie... Po prostu uwielbiam gościa.
Nie mam jednak bohatera, którego bym uśmierciła. Próbowałam sobie często wyobrażać książki bez jakiejś postaci, ale wychodziło wtedy coś niesmacznego. Uważam, że każdy charakter w danej historii jest istotnym elementem układanki. Nie chciałabym żadnej książki pozbawiać jakiejś strony, więc i bohaterów nie będę odbierać.

7. Najgrubsza i najcieńsza przeczytana przez Ciebie książka to...? 

Gdybym tylko pamiętała... Wiele książek czytałam wypożyczonych z biblioteki, nie zapisywałam sobie niestety liczby stron. Od dziś zacznę, więc możesz zapytać za rok!

8. Co rozprasza Cię w czytaniu książek?

Zapach papierosów, gdy czasami ktoś z rodziny wyjdzie na zewnątrz zapalić. Urywki rozmów dochodzących zza drzwi. Mucha bzycząca nad uchem. Czasami rozprasza mnie po prostu książka - bawię się okładką, stronami... A czasami własne myśli - próbuję skupić się na czytaniu, jednak moją głowę zaprzątają jacyś nieproszeni goście, których nie potrafię często wygonić.

9. Masz ulubioną lekturę szkolną? Dlaczego przypadła ci do gustu?

Nie mam ulubionej lektury szkolnej - wstyd, wiem. Problem w tym, że mam swój charakterek. Jak większość czytelników nie lubię, gdy ktoś narzuca mi tytuły, do których jeszcze "nie dojrzałam" bądź na które nie mam humoru, ochoty czy dnia. Po przewałkowaniu książki na kilkunastu lekcjach po czasie po prostu zapominam o swoich emocjach i przeżyciach związanych samym jej czytaniem. Jednak bardzo spodobały mi się "Dziady" Mickiewicza ze względu na styl i samą obecność tego obrzędu oraz moje zainteresowanie życiem i kulturą przedchrześcijańską.

10. Jakie pytanie zadałabyś swojemu ulubionemu bohaterowi książkowemu, gdybyś go spotkała?

"Jaka jest Twoja ulubiona książka?" - ciekawe co odpowiedziałby bohater jakiejkolwiek książki.

Moje pytania kieruję do:

Kto czyta - nie pyta
Kultura według Michała
Książki + VAT
Słowa z kartek
Imperium książkomaniaczki
Subiektywne recenzje
Zaczytany

Oto one!

1. Gdybyś mógł/a zebrać wszystkich bohaterów czytanych przez Ciebie książek, jakie miejsce byś wybrał/a i dlaczego?
2. Jaki tytuł nosiła pierwsza czytana przez Ciebie książka? Czujesz do niej jakiś sentyment czy raczej wspominasz ją źle bądź neutralnie?
3. W jakim wieku zacząłeś/ęłaś czytać i co (lub kto) było tego powodem?
4. Zwracasz uwagę na to, w jakim otoczeniu czytasz książkę? A może nie ma to dla Ciebie znaczenia?
5. Co jest Twoim ulubionym "towarzyszem książki" (ulubiona filiżanka, zakładka, zwierzak)?
6. (Pytanie z jednego postu zamieszczonego na moim blogu) Co takiego jest w tych książkach?
7. Masz jakiś rytuał związany z książkami albo czytaniem - jakiś "kod" w ich układaniu na półkach, jakieś przyzwyczajenie przed (podczas) lekturą?
8. Gdybyś mógł/a być bohaterem jednej z przeczytanych książek, którą byś wybrał/a i dlaczego?
9. Podaj listę 5 książek znajdujących się na Twojej liście "muszę to mieć".
10. Jak reagujesz, gdy ktoś mówi "nie czytam, bo czytanie jest głupie, nudne, dla osób bez życia towarzyskiego"?

piątek, 28 sierpnia 2015

O tym, że miło być docenionym

Pewnie już wyczytaliście w notce "O mnie", że jedną z moich pasji są wiersze. Ciekawa jestem, co jest Waszą pasją? Lubicie się nią chwalić czy raczej zostawiacie dla siebie?
Przez wiele lat pisałam "do szuflady" - ot tak, by pisać. Nie przyszło mi do głowy, że mogę mieć talent i możliwości. Myślałam sobie, że pisać potrafi każdy i nie jest to coś wyjątkowego. Dopiero z czasem - gdy rodzina zaczęła wyciągać moje twory na wierzch, mama zaczęła się chwalić znajomym, znajomi płakali przy jednym, fascynowali się przy drugim - zaczęłam dostrzegać, że ma to głębszy sens. Strona na facebooku, konkursy lokalne i ogólnopolskie... I w końcu zaproszenie na rozdanie nagród, kolejna nagroda i kolejne zaproszenie.


Uczucie towarzyszące tym przeżyciom jest nie do opisania i za każdym razem było podobne. Byłam w pewnym sensie dumna z siebie. Dumna, że potrafię przezwyciężyć strach i "wyjść do ludzi" ze swoją twórczością. Dumna, że pokonuję bariery własnego Ja. Spotkanie z twórcami, warsztaty i (o zgrozo!) odczytanie swoich utworów przed większą publicznością były stresujące, ale i pouczające. W tamtej chwili poczułam, że coś się zmienia, że moje pisanie przechodzi na wyższy poziom.
Tak było we Wrocławiu, jednak dzisiaj chcę pokazać Wam pierwszy druk, w którym mam "swoją stronę" - z konkursu lokalnego "Małe formy literackie".





Gdy zaczęłam docierać do szerszej publiczności zaczęły pojawiać się pytania typu "dlaczego piszesz?" (odpowiedź również tu) i.... "co się stało?" jako reakcja na wiersz przepełniony negatywnym emocjami. Najczęstszy błąd, jaki zauważyłam przy czytaniu moich tekstów (nie mam nikomu tego za złe, bo skąd można o tym wiedzieć?) to przekonanie, że wszystkie są o mnie, moim życiu i stosunku do najbliższych. Otóż nie. Mam w głowie mini świat. Są tam ludzie tworzeni przez moją wyobraźnię, z których perspektywy piszę wierze. Rzadko piszę. Mam tam ludzi od kobiety z depresją po starszego pana w fotelu. Ja jestem tylko narratorem-kreatorem.

RÓŻNICE


Niezłomne przysięgi bycia aż do śmierci,
więc chyba nie dane będzie nam umierać.
Chciałabym wierzyć w miłość do poety,
bez codziennego mijania się w celach.

Niezwyciężone przypadłości niedotarcia,
chyba nie jesteśmy wpasowani w codzienność,
coś nas do siebie ciągnie i coś wywraca,
gdy chcemy z miłości wyleczyć się w bezsenność.


KONKURS #1 ZAKOŃCZONY

Ogłaszam konkurs z okazji powstania bloga - każda okazja jest dobra!



Zasady:
1. Konkurs składa się z dwóch podkonkursów. Możecie zgłaszać się w obu.
2. Konkurs trwa od 28. 08. 2015 do 25.09.2015 do godziny 15:00.
3. Udział mogą brać tylko osoby posiadające adres korespondencyjny na terenie Polski - nie wysyłam nagród za granicę.
4. Musicie być obserwatorami bloga (napisać czy przez g+ czy przez bloggera) i lubić stronę As Kier na facebooku.
5. Zwycięzców będzie dwóch: po jednym w każdym podkonkursie.
6. Wyniki ukażą się w poniedziałek 28. 09
7. Podkonkursy:

I: "Godzina śmierci" Paul Cleave KREATYWNY - FOTO
Na adres bloga: askier.kontakt@wp.pl wysyłajcie zdjęcia, których temat brzmi:

PROJEKCJA CISZY

Liczę na różne interpretacje, gdyż pole do popisu macie ogromne. Zdjęcie można - ale nie trzeba - opisać w maksymalnie 4 zdaniach. W temacie maila wpiszcie #1 Projekcja ciszy.
Do tego dodajcie notkę:

Zgłaszam się!
Obserwuję bloga jako (g+ czy blogger?):
Lubię facebooka jako:
Opis zdjęcia (opcjonalny):
Wyrażam zgodę na opublikowanie zdjęcia w razie wygranej.

*Mogą być kolaże.

II: "Rycerz ciemności" Sherrilyn Kenyon KONKURS-LOSOWANIE
*Warunkiem uczestnictwa jest dodanie co najmniej 3 komentarzy na blogu.

Wzór zgłoszenia:
Zgłaszam się!
Obserwuję bloga jako (g+ czy blogger?):
Lubię facebooka jako:

Zgłaszacie się pod tym postem.

Dużym plusem i radością dla mnie byłoby, gdybyście byli aktywni zarówno na blogu jak i facebooku :)

czwartek, 27 sierpnia 2015

Co takiego jest w tych książkach?

W upalne dni często uciekałam na balkon w poszukiwaniu odrobiny cienia, wiatru i relaksu. Chciałam odpocząć od bólu głowy wywołanego skwarem i uczucia podpiekanej skóry. Moje ciemne włosy kłóciły się ze słońcem i toczyły walkę, wykręcając się we wszystkie strony - zupełnie jakby chciały odeprzeć od siebie promienie. Postanowiłam rozłożyć sobie leżak plażowy na tarasie, by mieć chociaż wrażenie cudownych wakacji nad morzem i wyobrażenie chłodnego wiatru zmierzającego do mnie od strony wody. Na kolanach kładłam książkę i rzeczywiście przenosiłam się do innego świata, w którym zapominałam o wszystkim dookoła. Zapach druku pieścił delikatnie moje nozdrza, a słowa brały pod ramiona i prowadziły między półkami księgarni "Sempre i Synowie". Zupełnie niespodziewanie wyrwał mnie z cudownej przygody nieprzyjemny zapach papierosów i czyjś głos, zupełnie nie pasujący mi do tonu jakiejkolwiek z postaci w mojej głowie.
-Ej, mówię coś do ciebie. Słuchaj mnie. Czy ty mnie ignorujesz?
-Musisz przeszkadzać mi akurat teraz? 
-Co takiego jest w tych książkach, że siedzisz godzinami i czytasz? Wyszłabyś gdzieś ze znajomymi, rozerwała się, naczynia pomyła...

No właśnie, co takiego jest w tych książkach? - to również pytanie do Was
Dlaczego podczas jazdy autobusem wielu ludzi tak bardzo się dziwi na widok osoby z książką, albo - co gorsza - (nie)zwyczajnie się z niej śmieje?


"Książki są lustrem: widzisz w nich tylko to co, już masz w sobie." 
(Carlos Ruiz Zafón "Cień wiatru") 

W kilku postach chcę pokazać Wam pozycje, które naznaczyłam mianem "moich ulubionych"
Dziś pierwsza z nich - "Cień wiatru" Carlos Ruiz Zafón. Książka, o której ostatnio słyszę dużo pozytywnego głównie od licealistów i studentów, jednak mogę polecić ją osobie w każdym wieku. Myślę, że autor maluje Barcelonę słowami - zwiedzanie jej i chodzenie ścieżkami wraz z Danielem Sempre sprawiło mi nie lada przyjemność i zajęło kilka godzin. Nawet opisy, które w wielu książkach są nie do przeczytania, chłonęłam całą sobą z szeroko otwartymi oczami z fascynacji, a moja artystyczna dusza dostała w prezencie niemal metafizyczną przygodę z nutką tajemnicy i kapką miłości - nie tylko między kobietą a mężczyzną.
Oprócz znakomitego, lekkiego języka autor funduje czytelnikowi niebanalną historię bohaterów, którzy w żaden sposób nie są przerysowani ani niedopracowani. Ci, którzy mieli wzbudzić moją sympatię - wzbudzili ją. Ci, których miałam znielubić - byli przeze mnie nielubieni. Rządziły nimi różne uczucia i emocje: miłość, chęć zemsty i strzeżenia tajemnic, adrenalina płynąca w żyłach, spokój, troska... Wszystko to znakomicie się dopełniało i z postaci przechodziło na mnie, jakbym była elementem powieści. To chyba urzekło mnie najbardziej: czułam się uczestnikiem, nie tylko czytelnikiem.
Nie pozostaje mi nic innego, jak zaprosić Was do lektury z nadzieją, iż książka porwie kolejne osoby i kolejne dusze.

As Kier

wtorek, 25 sierpnia 2015

"Złamane pióro" Małgorzata Borochowska

Jakiś czas temu zalogowałam się na lubimyczytac. Książkę "Złamane pióro" dodałam na półkę Chcę w prezencie, gdyż byłam zauroczona niesamowitą i klimatyczną okładką. Fortepian spowity mrokiem, dłoń sztywna i jakby zestresowana i do tego desperacko trzymany nóż na nadgarstku postawiły przed moimi oczami wyobrażenie tajemnicy oraz ciekawej, nieoklepanej historii. Wiadomość, którą otrzymałam pewnego dnia, była dla mnie miłym zaskoczeniem i powodem niemałej radości. 


Tytuł:Złamane pióro
Autor: Małgorzata Maria Borochowska
Wydawnictwo: Poligraf
Liczba stron: 360

Gdzie kupić?


Autorka książki – Małgorzata Maria Borochowska – jest szczecińską pisarką, która w III Edycji Wyborów Literackich zajęła 1 miejsce w województwach: zachodniopomorskim i pomorskiem oraz 6 miejsce w Polsce (ex aequo z Dorotą Masłowską). 

"Proste i piękne historie o miłości są już z założenia oceniane jako banalne i kiczowate, a przecież miłość jako uczucie jest towarem pożądanym przez każdego. Miłość nie jest banałem. Odbioru sztuki trzeba się nauczyć i wypracować w sobie tę wrażliwość na piękno. Patrzeć i zobaczyć to wielka sztuka."

~Jacob do Emily, str. 121 (fragment powieści Złamane pióro MM Borochowska)


Książka zaczyna się w dość popularny sposób: przystojny mężczyzna przepływa przez akademicki korytarz, świeżo upieczona absolwentka pochłania go wzrokiem i podpytuje koleżankę kimże jest ten wspaniały okaz. Pomyślałam, że dostanę historię o "trudnej" miłości między cudownym, boskim, genialnym i wybitnym architektem a młodą, głupiutką, niedoświadczoną i mało znaczącą szarą myszką. Jak wielkie było moje zaskoczenie – chociaż w głębi duszy wiedziałam, po prostu wiedziałam – gdy zamiast błahego romansidła dostałam wspaniałą historię o pasji, dążeniu do celu, wytrwałości, bólu, pragnieniu, poświęceniu i wszystko to doprawione nutką miłości. Prawdziwej miłości, nie dzikiej fascynacji i pożądaniu. 
"Pamięć zawsze pokazuje nam minione obrazy w korzystnym świetle, nieomal bez skazy"

str.12 (fragment powieści Złamane pióro MM Borochowska)
W głąb historii brniemy patrząc na świat oczami Emily – dwudziestopięcioletniej dziewczyny, która ma za sobą pewne doświadczenia i bagaż przeżyć, uwierające jej istnienie. Towarzyszymy jej w życiu codziennym, jesteśmy świadkami walki ze światem i samą sobą. Siedzimy obok jak duchy, gdy ucieka we wspomnienia czy robi notatki do swojej książki. Nie raz podczas czytania myślałam sobie "głupia, nie traktuj tak tych ludzi, oni chcą tylko ci pomóc!' albo "no no, nieźle się wpakowałaś" i w końcu "brawo, jestem z ciebie dumna". 
Po zakończeniu lektury byłam już pewna, że wrażenie zrobione na mnie przez okładkę było nieprzypadkowe. Okazało się, że książka jest jeszcze bardziej oszałamiająca i wpadła w odpowiednie ręce – to nie może być przypadek! 

(fragment powieści Złamane pióro MM Borochowska)
"Każdy człowiek potrzebuje marzeń i buntu. Tylko marzyciele i buntownicy popychają świat do przodu. Tylko z marzeń i buntu rodzą się rzeczy wielkie..."

str. 76 (fragment powieści Złamane pióro MM Borochowska)
Autorka umiejętnie buduje więź między czytelnikiem a główną bohaterką, pozwala zajrzeć do jej umysłu i ciała oraz razem z Emily przeżyć przemianę. W wielu momentach czuć chaos panujący w jej myślach oraz niepewność co do skuteczności obranej przez nią terapii. Jeśli będziecie mieli ochotę przekartkować jakąś część, bo wyda Wam się nużąca, niepotrzebna, nudna, jedna rada – nie róbcie tego. Dla mnie był to sposób pewnego odstresowania się, chwili odpoczynku w przypadku czasami dziwnych, drętwych i banalnych notatek z pisanej przez główną bohaterkę książki. Miejmy jednak świadomość, że powieść nie powstaje od razu w formie wydawniczej, a pierwsze zapiski są raczej sposobem ubierania myśli w słowa, nie tworzeniem ostatecznej historii.
Jest to jedna z niewielu książek, w których znalazłam siebie – a lubię mieć z kim się utożsamić. Myślę, że każda osoba bez względu na płeć, która wchodzi w dorosłe życie powinna postawić tę pozycję na półce lektury obowiązkowe. Polecam także przeczytanie młodym rodzicom, którzy mają przed sobą wyzwanie wychowania człowieka, który kiedyś będzie żył samodzielnie. Książka trafiając w odpowiednie ręce powinna podziałać jak lek bądź wskazówka. Mnie dała ona do myślenia i pokazała, że pasja ma moc uzdrawiającą i nie można z niej rezygnować. Nie można pozwolić melodii granej w sercu ucichnąć.
"Nowa tożsamość uwierała niewygodnym krojem. Nie stałam się przecież kimś innym, chociaż czułam, że pierwszy raz nie odwracam się do tyłu..."

str. 253 (fragment powieści Złamane pióro MM Borochowska)
Najważniejsze jednak, że powieść kończy się w sposób, który zapowiada nadejście kolejnej części i czekam na nią z niecierpliwością i nadzieją, że porwie mnie tak samo. Nie raz w oku zakręciła mi się łza. Musiałam się schować przed światem, bo po prostu wybuchnęłam płaczem. Nie raz śmiałam się wraz z bohaterami, uczestnicząc w ich rozmowie i realizacji ciekawych pomysłów. Książka, która leczy, uczy, rozbawia i pokazuje życie takie, jakim jest. Czego chcieć więcej od dobrej lektury?

Moja ocena: 8/10
+ do sentymentu za bohatera, z którym się utożsamiam.


Za wiadomość i za możliwość przeczytania książki dziękuję autorce – Małgorzacie Borochowskiej.

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Daniel Sempre – konkurs u Michała

Na blogu Kultura według Michała niedawno był organizowany konkurs z okazji trzech lat pisania w sieci, w którym postanowiłam wziąć udział. Dziś przyszła do mnie fantastyczna nagroda, za którą serdecznie dziękuję!



Polecenie konkursowe brzmiało:
Wyobraź sobie, że możesz spędzić tydzień z wybranym książkowym bohaterem. Napisz kogo wybierasz i dlaczego, oraz co byś wtedy robił/a.


Wybrałam bohatera książki, którą jestem oczarowana i która zostanie w mojej pamięci na bardzo długo. Czuję też w kościach, że jeszcze do niej wrócę. 
Nie przedłużając - zapraszam Was do zapoznania się z moim wyobrażeniem czasu spędzonego z Danielem Sempre:

Barcelona, 1945 rok.
Siedziałam w fotelu przy niewielkim stoliku, na którym mężczyzna niechętnie postawił filiżankę z kawą. Zastanawiałam się, co robię tu o piątej nad ranem i jak się tu dostałam. Moją uwagę przyciągały zawsze tylko te ulice Barcelony, które były oświetlone i zaludnione. Natomiast to Cmentarzysko znajdowało się w małej, ciasnej uliczce, rzadko uczęszczanej przez żywe dusze wraz z ciałem. Z drogi tutaj pamiętałam jedynie przepływające przez moje żyły emocje. Wyczuwałam obecność zagubionych, oddech pewnych siebie skraplający się na moim karku, dotyk tych tchórzliwych za życia. Słyszałam dudnienie serca wystraszonych, niemiarowe bicie podnieconych… I długo by tak wymieniać. Zapukałam do pierwszych drzwi, jakie rzuciły mi się w oczy. Uchyliły się nieznacznie, a w szparze dostrzegłam parę ciemnych oczu i potargane włosy. Nie pamiętałam, co powiedział. Nie pamiętałam, co zrobił. Nagle znalazłam się w środku, na tym fotelu, wśród masy dusz bez ciał. Siedziałam i podziwiałam ogrom piętrzących się półek, od podłogi po sam sufit. Widziałam, jak oddychają. Widziałam, jak załamują się pod ciężarem słów i części, a może nawet całości osobowości tych, którzy tworzyli poszczególne książki i w nich pieczętowali swoje dusze. Ja bałam się umrzeć w całości. Być może oni również bali się umrzeć do końca. Dlatego pisali. Ja bym tak zrobiła, pisałabym, by żyć w pamięci ludzi sięgających po „mnie”.
Sięgnęłam po książkę leżącą na stoliku obok filiżanki. Nosiła tytuł „Wierszem po Barcelonie”.

Gdzie gwiazdy nie docierają,
gdzie słońce w ślepej uliczce tonie,
Ciebie głosy tajemnic wołają,
Ciebie chcą dziś podarować Barcelonie.

W bezkresie wiadomych przyczyn
szukać nieistniejących skutków,
by dowiedzieć się, że coś jest niczym,
a rozwiązanie przyniesie stosy trupów.

Upiłam łyk kawy. Miałam wrażenie, że to sen. Zaraz obudzę się w swoim łóżku, obok swojego pluszaka z dziecięcych lat, spojrzę na zegarek i ujrzę jeszcze młodą godzinę, która każe mi iść z powrotem spokojnie spać. Zamrugałam dziesięć razy, przetarłam oczy, przeciągnęłam się… Nadal nic. Nadal jestem tutaj pośród zapełnionych książkami półek, z kawą na stoliku i książką z tym wierszem na kolanach. Mężczyzna, który otworzył mi drzwi, usiadł w fotelu po drugiej stronie pomieszczenia i pochrapywał nieregularnie. Przyglądałam się mu z zaciekawieniem, by wyłonić rysy twarzy, jednak panował półmrok. Niespodziewanie poczułam chłodny powiew wiatru. Nie wiedziałam, skąd się on wziął, skoro nie było tutaj okien, a drzwi po wpuszczeniu mnie do środka zostały zamknięte na siedem spustów. Zaraz po tym usłyszałam pukanie do drzwi. Mężczyzna otworzył powoli oczy i leniwie powlókł nogami w stronę kolejnego przybysza. Gdy przechodził obok mnie dostrzegłam twarz o rysach drapieżnego ptaka i posrebrzone włosy zagubione w każdej stronie świata po krótkiej drzemce. Skierował się w stronę korytarzyka, ja ciekawa poszłam za nim. Na ścianach ledwo widoczne były freski zapełnione aniołami i baśniowymi stworami. Mężczyzna zszedł po marmurowych schodach, otworzył wrota do Cmentarzyska takim ruchem, jak chwilę temu otwierał je dla mnie i skinieniem głowy zaprosił przybysza do środka. 
-Witaj Izaaku. Oto mój syn, Daniel. Niebawem skończy jedenaście lat, a w przyszłości przejmie po mnie księgarnie. Już dostatecznie dorósł, by poznać to miejsce – rzekł mężczyzna, którego twarzy również nie mogłam dostrzec w panującym tutaj półmroku. – Danielu, witamy na Cmentarzu Zapomnianych Książek.
Znowu poczułam powiew wiatru, przeszedł mnie dreszcz niepokoju. Wróciłam na fotel i czytając książkę obserwowałam chłopca. Ojciec poinformował go właśnie, że osoba, która po raz pierwszy odwiedza to miejsce, musi wybrać sobie dowolną książkę i przyjąć pod swoją opiekę, zaadoptować ją, tak by nigdy nie dotknęło jej zapomnienie. 
-Czy ja również mogę wybrać książkę? – poderwałam się i podekscytowana zadałam pytanie Izaakowi. Zgodził się bez wahania. Około pół godziny błądziłam z chłopcem po zakamarkach labiryntu, wdychałam woń starego papieru, kichałam od kurzu drażniącego nozdrza i chłonęłam magię tego miejsca. Chłopiec okazał się błyskotliwy i nadzwyczaj inteligentny, jak na swój wiek. Zauważyłam, że podobnie wędrujemy dłońmi po rzędach wystających grzbietów, zerkamy na spłowiałe tytuły… Wtedy trafił na tę książkę. Na „Cień wiatru” Juliana Caraxa.
To była nasza pierwsza przygoda, a czekało nas ich więcej i więcej… Wtedy nie mieliśmy pojęcia, jakie ten dzień przyniesie konsekwencje.

*** 

Myślałam o tym chłopcu przez lata. Dzień, w którym trafiłam na Cmentarz Zapomnianych Książek prześladował mnie każdej nocy. Później już go nie spotkałam. Sądziłam, że nie spotkam. Aż tu nagle w dniu moich siedemnastych urodzin…
Postanowiłam wybrać się na spacer szlakiem Barcelony. Miłość do książek została mi w żyłach i postanowiłam zawitać do księgarni „Sempre i synowie”. Przyglądałam się książkom jak tamtego pamiętnego dnia. Podszedł do mnie mężczyzna o kruchej budowie ciała i ostrymi rysami twarzy, jednak w jego oczach dostrzegłam mądrość i doświadczenie.
- Fermin Romero de Torres kłania się szanownej panience, w czym mogę pomóc? – zwrócił się do mnie przyodziewając na twarz pogodny uśmiech. Powiedziałam, że szukam książki, która mnie zaczaruje. Natychmiast zniknął między półkami, a moja uwaga zwróciła się w stronę chłopaka około rok starszego ode mnie, stojącego za kontuarem. Od razu wiedziałam, skąd znam tę twarz. 
-Daniel?
Chłopak uniósł głowę, przyjrzał mi się i uśmiechnął delikatnie.
-Nie sądziłem, że kiedyś Cię zobaczę. Nic się nie zmieniłaś. – zaśmiał się.
-Ty również, tylko wzrostu i zarostu ci przybyło.

Wypiliśmy razem kawę i zjedliśmy ciastko, umilając sobie czas rozmową. Opowiedział mi całą historię związaną z Julianem Caraxem. Zafascynowana i przerażona zarazem żałowałam, że nie mogłam mu towarzyszyć we wszystkich sytuacjach, rozmowach i przeżyciach. Żałowałam, że nie spotkałam z nim Fermina na ulicy, że nie mogłam pocieszyć go po zawodzie, jaki sprawiła mu Klara. Wiem, że gdybym z nim wtedy była, sprawy potoczyłyby się inaczej. Na pewno łatwiej. Przeznaczenie jednak dało nam tydzień, który musieliśmy wykorzystać najlepiej, jak tylko potrafiliśmy.
Uparłam się, by wziął mnie do domu Aldayów w Tibidabo. Wkradliśmy się razem do pustej rezydencji. Ujrzałam piękne anioły, których twarze były poplamione krwią. Fontanna w moich oczach tryskała wodą na wszystkie strony, a jej zagubione stróżki chłodziły moją twarz. 

Nad białą trumną stanę z grzechem
w łamliwych ramionach,
ubrudzę się tajemnicą uprzedzeń
i odkopanej rozpaczy.
Tu czas po labiryntach prowadzi
i nigdy nie pozwala godzinę po godzinie
łapać faktów w oczy.
Szukać tego, co niewidoczne.
Dotykać tego, co bezkształtne.
Widzieć to, co zapomniane.
Odkopywać to, co żywe.
Z duchem przeszłości stanę twarzą
w twarz i z przerażenia zamknę powieki.
Będę chcieć uciekać, a uciec można tylko raz
i w biały dzień ujrzę tuzin śmierci.

Zeszliśmy po schodach do piwnicy starego domu, przekonani o nieprawdziwości pogłosek o nim krążących. Ciemny korytarz oddychał nam w twarz zapachem mokrej ziemi i stęchlizny, do naszych uszu docierały raniące piski szczurów i myszy. Oboje przestraszeni przylegliśmy do siebie, by dodać sobie otuchy. Nalegałam, by wyjść na zewnątrz, obejrzeć ogród i ewentualnie parter. Daniel jednak dostrzegł coś jasnego na końcu korytarza i ciągnął mnie za sobą. Dotarliśmy do pomieszczenia z białymi trumnami, na których wyryte było imię i krzyż. Dotknął opuszkiem jednego z nich: Penelope Aldaya.
-Precz stąd – usłyszeliśmy głos z ciemności i rzuciliśmy się do ucieczki. 

-Znam ten głos – powiedział blady i zdyszany przed bramą posiadłości. – Lain Coubert. Głos diabła.
Przerażona postanowiłam złagodzić atmosferę i zaproponować wizytę u don Bacelo. Chciałam poznać tę Klarę, Bernardę… Szliśmy całą drogę w milczeniu. Czułam, że Danielowi za dużo myśli zaprząta głowę, by mógł się odezwać. Próbowałam poruszyć luźny temat, jednak nie był już tak błyskotliwy, jak tego pamiętnego dnia. Widocznie człowiek z każdym dniem wie coraz mniej. Dzieci mają łatwość mówienia i porozumiewania się. Zadają zaskakujące pytania i udzielają nieprawdopodobnych odpowiedzi. Gdy ludzie stają się dorośli popadają w błędne przekonania, że wiedzą już wszystko. Tymczasem wiedzą coraz mniej, bo nie zadają pytań jak dzieci ciekawe świata. 
-Chciałem ocalić duszę Caraxa biorąc tę książkę pod swoje skrzydła. Tato mi mówił, że na Cmentarzu Zapomnianych Książek są egzemplarze, którymi trzeba się zaopiekować… Które mieszczą w sobie duszę nie tylko autora, ale także tych osób, które zostawiły w nich jej część podczas czytania z zapartym z fascynacji tchem. Tymczasem dziś określam to, że przeze mnie Julian odżył. Odżył we wspomnieniach ludzi, którym musiałem je rozdrapać. I gdy Julian odżył, przysporzyłem cierpienia i śmierci…

Cały ten tydzień był najlepszym, co mnie spotkało. Odwiedzałam z Danielem wszystkie miejsca, jakie znam z książki „Cień wiatru”. Poznawałam ludzi, którzy tak mnie zafascynowali podczas lektury… Był jednak bohater, którego spotkać nie chciałam za żadne skarby.

Wracaliśmy wraz z Ferminem do księgarni, by pomóc ojcu Daniela. Rozmawialiśmy o naszej sprawie, w którą w końcu i ja zostałam wciągnięta. Całymi dniami szukaliśmy dostępu do osób, adresów i zdarzeń. Krążyliśmy między umysłami, w których krążył niegdyś Julian. I właśnie tego dnia, gdy to w naszych umysłach krążył on jak burza, spotkaliśmy jego. Pojawił się przed nami znikąd, jakby z opadającą mgłą. U swego boku miał dwóch mężczyzn zdolnych do zrobienia wszystkiego, co im rozkaże. Jeden złapał i unieruchomił mnie, drugi Daniela. Inspektor Fumero zaczął ostrzegać nas, byśmy przestali grzebać w starych sprawach zupełnie obcych ludzi. Kopał i bił Fermina. Groził, że nie ma problemu, by znowu dać go pod palnik. I zniknął równie szybko, jak się pojawił. Kolejna rzecz, jaką zrobiłam wspólnie z Danielem, to pojechałam do domu don Barcelo, jednak nie z przemiłą wizytą, a zakrwawionym i połamanym Ferminem, by prosić o pomoc. Poznałam Klarę w dość nieprzyjemnych warunkach Jednak jestem zadowolona, że mogłam posłuchać jej rzępolenia na pianinie, ujrzeć jej niewidzący wzrok i dowiedzieć się, dlaczego młody Daniel był nią tak zauroczony. 

Barcelono, prosta i przejrzysta,
uciec chcę od ciebie i od monotonii.
Barcelono, której zakurzona tajemnica
odciągnie mnie od Paryża.

Barcelona, niby bezkształtna i niczyja
rozgałęzia się na boczne drogi.
strach zaciska na szyjach
i fascynację rzuca pod nogi.

*** 
Tak spędziłam cały tydzień z Danielem Sempre. Przeżywając historię, która zauroczyła mnie do szpiku kości. Dlaczego wybrałam akurat tę postać? Książka „Cień wiatru” Carlosa Ruiz Zafóna była pierwszą, która obudziła we mnie wszystkie te emocje, które władały jej bohaterami. Zżyłam się z każdym z nich. Nawet z Fumero. Bez niego książka byłaby pusta i bezkształtna. Czułam każdą obawę, każdy zawód. Rozpracowywałam podczas czytania intencje, jakie kierowały każdym z osobna. Próbowałam rozgryźć sposób funkcjonowania ich psychiki. Żyłam tą książką. Żyłam w tej książce. Gdyby dano mi tydzień spędzić z Danielem Sempre bez wahania przeżyłabym całą historię z nim.

niedziela, 23 sierpnia 2015

As o sobie

"(...) to mój największy sukces – nauczyłam się być dumna z siebie, bo kto, jak nie ja? (...)"

Pierwszy raz urodziłam się osiemnaście lat temu, jesienną porą, przy ulicy Cichej w Dzierżoniowie. Od tego czasu co roku jedenastego października dostaję masę życzeń i drobnych upominków. Nie pamiętam pierwszego oddechu, ale po swoim charakterze sądzę, że byłam zachwycona – jak wszystkim, co nowe. Mieszkam od lat w tej samej miejscowości, w tych samych murach i tym samym otoczeniu. Jednak nadal lubię czasami chodzić ulicami miasta i wspominać. Wtedy widzę, że wydarzyło się tutaj zbyt wiele, by kiedykolwiek móc wyrzec się przynależności do Piławy. 

Piszę już od podstawówki. Pierwszą rymowankę nadal trzymam w albumie i wracam do niej, gdy chcę się pośmiać. Nie pamiętam już jak to się stało, że usiadłam, wzięłam długopis do ręki i coś stworzyłam. Teraz piszę, bo stało się to częścią mojej codzienności i myślę, że nie byłabym tą samą osobą, gdyby nie wiersze. 
Powiedzieć można: jesteś młoda, żyjesz w czasach, w jakich żyjesz, a piszesz… Dlaczego? Przecież dzisiaj poezja nie jest modna, nie jest atrakcyjna. Kilka osób zadało mi takie pytanie. I ciężko odpowiedzieć, a najsensowniejsze co przychodzi mi do głowy to „bo tak”. Dla mnie abstrakcją byłoby niepisanie. Pytając kilku osób „co mają przed oczami, gdy wspomni się przy nich moje imię” odpowiadają: wiersze, książki, uśmiech, przyjaźń, rozważania egzystencjalne. Tak więc piszę, bo to część mnie. Brzmi to pewnie patetycznie, ale poezja jest jak oddech. Z czasem staje się naturalna, z czasem przestałam sobie wyobrażać dzień bez przeczytania kilku utworów ulubionych poetów i pisarzy. 

Mam nadzieję, że za pięć lat będzie tak samo… albo chociaż podobnie. Zmieni się wiele: pójdę na studia psychologiczne w mieście nadmorskim, powiększę swoją biblioteczkę, dorosnę. Mam również nadzieję, że ze zmianami w życiu nadejdą zmiany w mojej pasji. Mam nadzieję, że z każdym rokiem będę pisać nie tyle więcej, co lepiej. Nie lubię monotonii. Nie lubię stać w miejscu i się nie rozwijać, bo trochę racji mają mówiący „kto stoi w miejscu, ten się cofa”. Nie lubię niezręcznej ciszy zapadającej, gdy wyczerpią się tematy. Nie lubię nudy. Nie lubię też fasoli i zupy ogórkowej. I chłodnika.

Marzeń mam na pęczki, jedno rodzi się z drugiego. Marzę o byciu czytaną, by nie zostać zapomnianą. Marzę o podróżach, by nie stracić pomysłów. Marzę o bogatej biblioteczce w domu, by zawsze mieć co czytać. Marzę o domu, by mieć gdzie te książki trzymać, gdzie pisać i gdzie wyrażać uczucia. Marzę o fotelu bujanym i kominku, by mieć gdzie zbierać siły. Marzę, by nigdy nie przestać marzyć, bo to jest jedną z moich inspiracji. O marzeniach czasami łatwiej jest pisać, niż je spełniać. Oczywiście na każde z nich przyjdzie kiedyś czas – chociaż jak byłam młodsza pragnęłam mieć skrzydła… Inspiruje mnie sztuka, literatura, Internet, muzyka. Siadam z słuchawkami na uszach i wsłuchuję się w dźwięki najczęściej pozbawione słów. Jeśli już słowa są, to muszą być dobrane umiejętnie. 

Inspirują mnie wspomnienia, miejsca, podsłuchane rozmowy. Ponadto lekcje matematyki, na których zawsze mam najwięcej do napisania. Sytuacje codzienne, rodzina, przemyślenia i labirynty ludzkich umysłów – dlatego też uwielbiam rozmawiać i słuchać o problemach czy uczuciach oraz emocjach rządzących nawet obcymi mi osobami. I jestem z siebie dumna. Jestem dumna ze swoich osiągnięć,
z tego, kim się stałam i kim chcę być. Myślę, że jest to mój największy sukces – nauczyłam się być dumna z siebie, bo kto, jak nie ja?

Drugą moją pasją – tuż po poezji – są książki. Czytanie od dziecka jest dla mnie ważne i odprężające. Uwielbiam czasami zatopić się w piwnicy między pudełkami i wyciągać z nich tomiki bajek, które z każdą stroną przynoszą wspomnienia sielankowego dzieciństwa. Już w szkole podstawowej najlepiej czułam się w bibliotece, gdzie ginęłam otoczona książkami na całe przerwy. W gimnazjum i liceum z miłości do nich postanowiłam odbyć wolontariat w bibliotece, zafascynowana dostępem do tylu różnorodnych książek poczułam, że "tu jest moje miejsce". Tak zostało do teraz - tam gdzie są książki, tam jestem ja - więc zawsze noszę przy sobie niewielki egzemplarz. Jednak nadal szukam swojego kawałka nieba, pod którym będę szczęśliwa i pełna życia. Nadal szukam swojego kawałka ziemi, na którym będę mogła płakać i śmiać się. Jestem młoda i dopiero zaczynam podróż. Niedawno zaczęłam "nowy etap w życiu", dlatego też zaplanowałam powstanie bloga. Chcę, by książki również teraz mi towarzyszyły, ale chcę się nimi zacząć dzielić. Chcę podzielić się kawałkiem siebie.


Książki, które zostaną w mojej pamięci:
Carlos Ruiz Zafón - Cmentarz Zapomnianych Książek:
"Cień wiatru"
"Gra anioła"
"Więzień nieba"
James Frey:
"Milion małych kawałków"
"Ostatni testament"
Edward Stachura:
"Fabula rasa"
Nina George
"Lawendowy pokój"
Carolyn Jess-Cooke:
"Zawsze przy mnie stój"
Kristin Gier - Trylogia Czasu
Małgorzata Maria Borochowska
"Złamane pióro"
Jennifer Niven
"Wszystkie jasne miejsca"

askier.kontakt@wp.pl