poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Daniel Sempre – konkurs u Michała

Na blogu Kultura według Michała niedawno był organizowany konkurs z okazji trzech lat pisania w sieci, w którym postanowiłam wziąć udział. Dziś przyszła do mnie fantastyczna nagroda, za którą serdecznie dziękuję!



Polecenie konkursowe brzmiało:
Wyobraź sobie, że możesz spędzić tydzień z wybranym książkowym bohaterem. Napisz kogo wybierasz i dlaczego, oraz co byś wtedy robił/a.


Wybrałam bohatera książki, którą jestem oczarowana i która zostanie w mojej pamięci na bardzo długo. Czuję też w kościach, że jeszcze do niej wrócę. 
Nie przedłużając - zapraszam Was do zapoznania się z moim wyobrażeniem czasu spędzonego z Danielem Sempre:

Barcelona, 1945 rok.
Siedziałam w fotelu przy niewielkim stoliku, na którym mężczyzna niechętnie postawił filiżankę z kawą. Zastanawiałam się, co robię tu o piątej nad ranem i jak się tu dostałam. Moją uwagę przyciągały zawsze tylko te ulice Barcelony, które były oświetlone i zaludnione. Natomiast to Cmentarzysko znajdowało się w małej, ciasnej uliczce, rzadko uczęszczanej przez żywe dusze wraz z ciałem. Z drogi tutaj pamiętałam jedynie przepływające przez moje żyły emocje. Wyczuwałam obecność zagubionych, oddech pewnych siebie skraplający się na moim karku, dotyk tych tchórzliwych za życia. Słyszałam dudnienie serca wystraszonych, niemiarowe bicie podnieconych… I długo by tak wymieniać. Zapukałam do pierwszych drzwi, jakie rzuciły mi się w oczy. Uchyliły się nieznacznie, a w szparze dostrzegłam parę ciemnych oczu i potargane włosy. Nie pamiętałam, co powiedział. Nie pamiętałam, co zrobił. Nagle znalazłam się w środku, na tym fotelu, wśród masy dusz bez ciał. Siedziałam i podziwiałam ogrom piętrzących się półek, od podłogi po sam sufit. Widziałam, jak oddychają. Widziałam, jak załamują się pod ciężarem słów i części, a może nawet całości osobowości tych, którzy tworzyli poszczególne książki i w nich pieczętowali swoje dusze. Ja bałam się umrzeć w całości. Być może oni również bali się umrzeć do końca. Dlatego pisali. Ja bym tak zrobiła, pisałabym, by żyć w pamięci ludzi sięgających po „mnie”.
Sięgnęłam po książkę leżącą na stoliku obok filiżanki. Nosiła tytuł „Wierszem po Barcelonie”.

Gdzie gwiazdy nie docierają,
gdzie słońce w ślepej uliczce tonie,
Ciebie głosy tajemnic wołają,
Ciebie chcą dziś podarować Barcelonie.

W bezkresie wiadomych przyczyn
szukać nieistniejących skutków,
by dowiedzieć się, że coś jest niczym,
a rozwiązanie przyniesie stosy trupów.

Upiłam łyk kawy. Miałam wrażenie, że to sen. Zaraz obudzę się w swoim łóżku, obok swojego pluszaka z dziecięcych lat, spojrzę na zegarek i ujrzę jeszcze młodą godzinę, która każe mi iść z powrotem spokojnie spać. Zamrugałam dziesięć razy, przetarłam oczy, przeciągnęłam się… Nadal nic. Nadal jestem tutaj pośród zapełnionych książkami półek, z kawą na stoliku i książką z tym wierszem na kolanach. Mężczyzna, który otworzył mi drzwi, usiadł w fotelu po drugiej stronie pomieszczenia i pochrapywał nieregularnie. Przyglądałam się mu z zaciekawieniem, by wyłonić rysy twarzy, jednak panował półmrok. Niespodziewanie poczułam chłodny powiew wiatru. Nie wiedziałam, skąd się on wziął, skoro nie było tutaj okien, a drzwi po wpuszczeniu mnie do środka zostały zamknięte na siedem spustów. Zaraz po tym usłyszałam pukanie do drzwi. Mężczyzna otworzył powoli oczy i leniwie powlókł nogami w stronę kolejnego przybysza. Gdy przechodził obok mnie dostrzegłam twarz o rysach drapieżnego ptaka i posrebrzone włosy zagubione w każdej stronie świata po krótkiej drzemce. Skierował się w stronę korytarzyka, ja ciekawa poszłam za nim. Na ścianach ledwo widoczne były freski zapełnione aniołami i baśniowymi stworami. Mężczyzna zszedł po marmurowych schodach, otworzył wrota do Cmentarzyska takim ruchem, jak chwilę temu otwierał je dla mnie i skinieniem głowy zaprosił przybysza do środka. 
-Witaj Izaaku. Oto mój syn, Daniel. Niebawem skończy jedenaście lat, a w przyszłości przejmie po mnie księgarnie. Już dostatecznie dorósł, by poznać to miejsce – rzekł mężczyzna, którego twarzy również nie mogłam dostrzec w panującym tutaj półmroku. – Danielu, witamy na Cmentarzu Zapomnianych Książek.
Znowu poczułam powiew wiatru, przeszedł mnie dreszcz niepokoju. Wróciłam na fotel i czytając książkę obserwowałam chłopca. Ojciec poinformował go właśnie, że osoba, która po raz pierwszy odwiedza to miejsce, musi wybrać sobie dowolną książkę i przyjąć pod swoją opiekę, zaadoptować ją, tak by nigdy nie dotknęło jej zapomnienie. 
-Czy ja również mogę wybrać książkę? – poderwałam się i podekscytowana zadałam pytanie Izaakowi. Zgodził się bez wahania. Około pół godziny błądziłam z chłopcem po zakamarkach labiryntu, wdychałam woń starego papieru, kichałam od kurzu drażniącego nozdrza i chłonęłam magię tego miejsca. Chłopiec okazał się błyskotliwy i nadzwyczaj inteligentny, jak na swój wiek. Zauważyłam, że podobnie wędrujemy dłońmi po rzędach wystających grzbietów, zerkamy na spłowiałe tytuły… Wtedy trafił na tę książkę. Na „Cień wiatru” Juliana Caraxa.
To była nasza pierwsza przygoda, a czekało nas ich więcej i więcej… Wtedy nie mieliśmy pojęcia, jakie ten dzień przyniesie konsekwencje.

*** 

Myślałam o tym chłopcu przez lata. Dzień, w którym trafiłam na Cmentarz Zapomnianych Książek prześladował mnie każdej nocy. Później już go nie spotkałam. Sądziłam, że nie spotkam. Aż tu nagle w dniu moich siedemnastych urodzin…
Postanowiłam wybrać się na spacer szlakiem Barcelony. Miłość do książek została mi w żyłach i postanowiłam zawitać do księgarni „Sempre i synowie”. Przyglądałam się książkom jak tamtego pamiętnego dnia. Podszedł do mnie mężczyzna o kruchej budowie ciała i ostrymi rysami twarzy, jednak w jego oczach dostrzegłam mądrość i doświadczenie.
- Fermin Romero de Torres kłania się szanownej panience, w czym mogę pomóc? – zwrócił się do mnie przyodziewając na twarz pogodny uśmiech. Powiedziałam, że szukam książki, która mnie zaczaruje. Natychmiast zniknął między półkami, a moja uwaga zwróciła się w stronę chłopaka około rok starszego ode mnie, stojącego za kontuarem. Od razu wiedziałam, skąd znam tę twarz. 
-Daniel?
Chłopak uniósł głowę, przyjrzał mi się i uśmiechnął delikatnie.
-Nie sądziłem, że kiedyś Cię zobaczę. Nic się nie zmieniłaś. – zaśmiał się.
-Ty również, tylko wzrostu i zarostu ci przybyło.

Wypiliśmy razem kawę i zjedliśmy ciastko, umilając sobie czas rozmową. Opowiedział mi całą historię związaną z Julianem Caraxem. Zafascynowana i przerażona zarazem żałowałam, że nie mogłam mu towarzyszyć we wszystkich sytuacjach, rozmowach i przeżyciach. Żałowałam, że nie spotkałam z nim Fermina na ulicy, że nie mogłam pocieszyć go po zawodzie, jaki sprawiła mu Klara. Wiem, że gdybym z nim wtedy była, sprawy potoczyłyby się inaczej. Na pewno łatwiej. Przeznaczenie jednak dało nam tydzień, który musieliśmy wykorzystać najlepiej, jak tylko potrafiliśmy.
Uparłam się, by wziął mnie do domu Aldayów w Tibidabo. Wkradliśmy się razem do pustej rezydencji. Ujrzałam piękne anioły, których twarze były poplamione krwią. Fontanna w moich oczach tryskała wodą na wszystkie strony, a jej zagubione stróżki chłodziły moją twarz. 

Nad białą trumną stanę z grzechem
w łamliwych ramionach,
ubrudzę się tajemnicą uprzedzeń
i odkopanej rozpaczy.
Tu czas po labiryntach prowadzi
i nigdy nie pozwala godzinę po godzinie
łapać faktów w oczy.
Szukać tego, co niewidoczne.
Dotykać tego, co bezkształtne.
Widzieć to, co zapomniane.
Odkopywać to, co żywe.
Z duchem przeszłości stanę twarzą
w twarz i z przerażenia zamknę powieki.
Będę chcieć uciekać, a uciec można tylko raz
i w biały dzień ujrzę tuzin śmierci.

Zeszliśmy po schodach do piwnicy starego domu, przekonani o nieprawdziwości pogłosek o nim krążących. Ciemny korytarz oddychał nam w twarz zapachem mokrej ziemi i stęchlizny, do naszych uszu docierały raniące piski szczurów i myszy. Oboje przestraszeni przylegliśmy do siebie, by dodać sobie otuchy. Nalegałam, by wyjść na zewnątrz, obejrzeć ogród i ewentualnie parter. Daniel jednak dostrzegł coś jasnego na końcu korytarza i ciągnął mnie za sobą. Dotarliśmy do pomieszczenia z białymi trumnami, na których wyryte było imię i krzyż. Dotknął opuszkiem jednego z nich: Penelope Aldaya.
-Precz stąd – usłyszeliśmy głos z ciemności i rzuciliśmy się do ucieczki. 

-Znam ten głos – powiedział blady i zdyszany przed bramą posiadłości. – Lain Coubert. Głos diabła.
Przerażona postanowiłam złagodzić atmosferę i zaproponować wizytę u don Bacelo. Chciałam poznać tę Klarę, Bernardę… Szliśmy całą drogę w milczeniu. Czułam, że Danielowi za dużo myśli zaprząta głowę, by mógł się odezwać. Próbowałam poruszyć luźny temat, jednak nie był już tak błyskotliwy, jak tego pamiętnego dnia. Widocznie człowiek z każdym dniem wie coraz mniej. Dzieci mają łatwość mówienia i porozumiewania się. Zadają zaskakujące pytania i udzielają nieprawdopodobnych odpowiedzi. Gdy ludzie stają się dorośli popadają w błędne przekonania, że wiedzą już wszystko. Tymczasem wiedzą coraz mniej, bo nie zadają pytań jak dzieci ciekawe świata. 
-Chciałem ocalić duszę Caraxa biorąc tę książkę pod swoje skrzydła. Tato mi mówił, że na Cmentarzu Zapomnianych Książek są egzemplarze, którymi trzeba się zaopiekować… Które mieszczą w sobie duszę nie tylko autora, ale także tych osób, które zostawiły w nich jej część podczas czytania z zapartym z fascynacji tchem. Tymczasem dziś określam to, że przeze mnie Julian odżył. Odżył we wspomnieniach ludzi, którym musiałem je rozdrapać. I gdy Julian odżył, przysporzyłem cierpienia i śmierci…

Cały ten tydzień był najlepszym, co mnie spotkało. Odwiedzałam z Danielem wszystkie miejsca, jakie znam z książki „Cień wiatru”. Poznawałam ludzi, którzy tak mnie zafascynowali podczas lektury… Był jednak bohater, którego spotkać nie chciałam za żadne skarby.

Wracaliśmy wraz z Ferminem do księgarni, by pomóc ojcu Daniela. Rozmawialiśmy o naszej sprawie, w którą w końcu i ja zostałam wciągnięta. Całymi dniami szukaliśmy dostępu do osób, adresów i zdarzeń. Krążyliśmy między umysłami, w których krążył niegdyś Julian. I właśnie tego dnia, gdy to w naszych umysłach krążył on jak burza, spotkaliśmy jego. Pojawił się przed nami znikąd, jakby z opadającą mgłą. U swego boku miał dwóch mężczyzn zdolnych do zrobienia wszystkiego, co im rozkaże. Jeden złapał i unieruchomił mnie, drugi Daniela. Inspektor Fumero zaczął ostrzegać nas, byśmy przestali grzebać w starych sprawach zupełnie obcych ludzi. Kopał i bił Fermina. Groził, że nie ma problemu, by znowu dać go pod palnik. I zniknął równie szybko, jak się pojawił. Kolejna rzecz, jaką zrobiłam wspólnie z Danielem, to pojechałam do domu don Barcelo, jednak nie z przemiłą wizytą, a zakrwawionym i połamanym Ferminem, by prosić o pomoc. Poznałam Klarę w dość nieprzyjemnych warunkach Jednak jestem zadowolona, że mogłam posłuchać jej rzępolenia na pianinie, ujrzeć jej niewidzący wzrok i dowiedzieć się, dlaczego młody Daniel był nią tak zauroczony. 

Barcelono, prosta i przejrzysta,
uciec chcę od ciebie i od monotonii.
Barcelono, której zakurzona tajemnica
odciągnie mnie od Paryża.

Barcelona, niby bezkształtna i niczyja
rozgałęzia się na boczne drogi.
strach zaciska na szyjach
i fascynację rzuca pod nogi.

*** 
Tak spędziłam cały tydzień z Danielem Sempre. Przeżywając historię, która zauroczyła mnie do szpiku kości. Dlaczego wybrałam akurat tę postać? Książka „Cień wiatru” Carlosa Ruiz Zafóna była pierwszą, która obudziła we mnie wszystkie te emocje, które władały jej bohaterami. Zżyłam się z każdym z nich. Nawet z Fumero. Bez niego książka byłaby pusta i bezkształtna. Czułam każdą obawę, każdy zawód. Rozpracowywałam podczas czytania intencje, jakie kierowały każdym z osobna. Próbowałam rozgryźć sposób funkcjonowania ich psychiki. Żyłam tą książką. Żyłam w tej książce. Gdyby dano mi tydzień spędzić z Danielem Sempre bez wahania przeżyłabym całą historię z nim.

13 komentarzy:

  1. Świetne nagrody! I całkowicie zasłużone!

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetna praca, nie dziwię się, że z nią przegrałam(byłam trzecia). ;) Gratuluję. :)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzecie miejsce to nie przegrana! A na Twoją pracę nadal nie natrafiłam, a byłam ciekawa Percy'ego :)

      Usuń
    2. Bo przeczytaniu Twojej teraz boję publikować. ;)

      Pozdrawiam.

      Usuń
    3. Nie ma co się bać, skoro również jesteś laureatką!

      Usuń
  3. Fantastyczne nagrody :D zaraz zajrzę do tego Pana :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam w jego i swoim imieniu, warto! :)

      Usuń
  4. Świetna praca, nagroda jak najbardziej się należy :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak, zdecydowanie popieram poprzedników, nagroda się należała :) Gratuluję

    OdpowiedzUsuń
  6. fantastycznie wywiązałaś się z zadania

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam Zafóna ! I wszystkie jego powieści :) Chociaż wiem, że niektóry za nimi nie przepadają i nadziwić się im nie mogę.

    OdpowiedzUsuń