wtorek, 8 września 2015

Czy gra jest warta świeczki?

Monotonia czai się w każdym kącie życia. Zastanawiam się, czy jako dziecko byłam świadoma codzienności i czy próbowałam z nią walczyć, jak teraz. W pamięci zostają tylko nikłe ślady, które znikają jakby zasypywane śnieżnym puchem. Wspomnienia tracą kształt i przestają się ze sobą łączyć, są wyrwanymi z kontekstu kawałkami taśmy filmowej. Wstaję, ubieram się, wychodzę, zostaję, wracam, istnieję. W skrócie tak można opisać całe tygodnie, jakby ktoś zapętlił życie w odtwarzaczu. Gdyby to była moja ulubiona scena, nie miałabym na pewno nic przeciwko. Jest to jednak najmniej porywający fragment widowiska. Monotonia każe człowiekowi zachować się tak, jak zachowywać się musi: bez sprzeciwu, bez walki. Po prostu nie wypada i nie opłaca się być buntownikiem, a ponoć przez bunt każdy musi przejść. W każdym uśmiechu i każdej chwili radości jest coś, co wychodzi poza ramy. W każdej chwili z drugim człowiekiem jest coś, co warto by puszczać w kółko. Dlaczego więc ktoś woli oglądać rzeczy nienacechowane emocjami, puste, bezbarwne i bezwonne? Z poczucia braku wrażeń sięgnęłam po książkę, która jest kolejną na liście moich Ulubionych: Gra Anioła... Mogłam zmienić światy i zapętlić to, co mnie się podobało, nie komuś kierującemu codziennością - którego w tym wpisie nie pozdrawiam.

Czy Waszym zdaniem warto buntować się przeciw codzienności? Czy to coś daje?


Kolejny post z serii pozycje, które naznaczyłam mianem "moich ulubionych". 
Kolejna z nich to "Gra anioła" - Carlos Ruiz Zafón. 
Nadal jestem pod wrażeniem języka, jakim książka jest napisana. Och, jak ten Zafón prowadzi pióro, jak on potrafi pięknie ubrać pomysł w słowa! Nie chciałam się powtarzać, ale przepłynęłam przez nią w kilka godzin... Gdybym mogła, podziękowałabym autorowi osobiście za tę serię książek, gdyż pozwoliła mi na chwilę wyjść z szarej codzienności. Miło było ponownie udać się w podróż upiornymi ulicami Barcelony, zawitać na "Cmentarz Zapomnianych Książek" i cofnąć się w czasie, nadal odwiedzając rodzinę Sempre. Jednak ta część pozwala nam towarzyszyć Davidowi Martinowi - początkującemu pisarzowi, któremu talent przysporzył wielu problemów i komplikacji. Wychowywany przez ojca - analfabetę, ukrywa książki i czyta po kryjomu. Od dziecka wymyśla historie i... gości w księgarni dziadka Daniela Sempre! W miarę upływu czasu zmienia się nie tylko David, ale także poziom jego twórczości. Wielu ludzi zazdrości mu talentu i odwraca się plecami, gdy osiąga sukces. David spełnia swoje marzenia: kupuje dom z wieżyczką, który jest naznaczony opinią "nawiedzonego", wydaje książkę, która z niewiadomych względów się nie sprzedaje... Nagle dostaje propozycję napisania Czegoś Wielkiego od tajemniczego "żywego trupa" - Andreasa Corelliego, a historia zaczyna się dopiero rozkręcać. Koniecznie musicie sprawdzić, jakie tajemnice kryją się w domu z wieżyczką i kim jest tajemniczy D. M., którego książkę młody pisarz znajduje na Cmentarzu Zapomnianych Książek. Z poprzedniej części wiemy, że egzemplarz znaleziony przez Daniela Sempre spowodował nagły wysyp emocjonujących i skomplikowanych wydarzeń, a jak jest w tym przypadku?
Książkę "Cień wiatru" i "Gra anioła" łączą bohaterowie i klimatyczna Barcelona, ale można je czytać jak niezależne powieści. Jedna wciąga bardziej od drugiej - nie pytajcie która, wolę nie wybierać. Wiem tylko, że ta gra była warta świeczki - nie zapomnę nigdy przygody, jaką zgotował mi Carlos Ruiz Zafón i dziękuję za nią z całego serca. 


3 komentarze:

  1. ja też uwielbiam Zafona i jego dzieła. Czytałaś ''Więzień Nieba''? Też powiązany z ''Cień Wiatru'' i ''Gra Anioła''. Wspaniałe książki :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że czytałam! Wszystkie jednym tchem i czekam z niecierpliwością na czwartą część. :)
      Pozdrawiam.

      Usuń
  2. Zafona mam nadzieję w najbliższym czasie kupić, po Twojej recenzji jeszcze bardziej umocniłam się w tym, że warto :-) Tym bardziej, że w pewnym sensie wydaje mi się, że mamy podobny gust :p

    OdpowiedzUsuń