czwartek, 3 września 2015

"Weź książkę do łóżka" - opowiadanie z konkursu

Dziś przedstawiam Wam opowiadanie, które nie doczekało się miejsca w konkursie, ale podoba mi się. Może Was również zaciekawi? Zapraszam na historię moich namiętnych wieczorów z książką w wygodnym i klimatycznym łóżku, gdzie tylko pościel zna niektóre tajemnice.

źródło: instagram / booknaticos10

Od dziecka nie cierpię letnich wieczorów. Pod pierzyną spać nie potrafię, bo za gorąco. Bez kołdry zaś za zimno. Pod kocem może być, jednak coś mi nie pasuje. Pod samym prześcieradłem jest niemal dobrze, ale muszę wystawić nogi za łóżko. Ten problem pozwala mi całymi wieczorami siedzieć oparta o chłodną ścianę i czytać. Kładę się do łóżka, przykrywam się i przykrywam jego. Obejmuje mnie swoimi silnym i ciepłymi ramionami, kładę głowę na jego klatce piersiowej i oplatam go nogą wokół biodra. Unoszę się równo z rytmem jego oddechu i zaczynam wieczorną zabawę. Z bicia jego serca wyczytuję, że jest mu dobrze. Być może dlatego, że kocha mnie nad życie. Zamykam oczy i ukazuje mi się obraz jego miłości. Opisuje ją barwnie, bujnie i żywo. Zupełnie jakby była elementem świata, jakby była całym jego światem. Zupełnie, jakby była bohaterem! Żyje, oddycha, chodzi, rozwija się… i rośnie! Ona rośnie z dnia na dzień i tę historię ukazują mi kartki jego serca. Nie mogę uwierzyć w jej realność, gdyż jest zbyt piękna. Nie mogę pojąć jej ogromu, gdyż jest nadludzka. 

Jego siła ściska mi serce i uświadamiam sobie, że odwzajemniam to uczucie. On mówi mi, że pragnie być kochany, a ja z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że kocham. Ludzie pragną być kochani. Zapomniani mogą wyblaknąć i stracić uczucia, gdyż nie budzą ich w innych. Pokazuję mu więc, że nie jest sam. Przewracam karty jego historii opuszkami palców i dotykam jego ust, które tak pięknie potrafią mówić. Dobiera słowa dokładnie, by skrupulatnie opisać uczucia i emocje nim targające. Dobiera słowa czasami paradoksalnie, by ukazać chaos w nim panujący, niewypowiedziane nigdy wprost pragnienia. Dotykam kącików ust, w których odkłada się uśmiech, bo ktoś sięgnął po jego takiego – w całej istocie. Niewielkie zmarszczki szczęścia prostuję pocałunkiem, w który wkładam całą czułość i miłość. Przechodzę na dolną wargę spękaną od gryzienia, gdy jeszcze sądził, że jest sam i że nikt tych ran nie zagoi pocałunkiem. Gryzł wargi ze stresu i ze zmęczenia, być może i z zapomnienia przez innych ludzi, przemijające znajomości i historie raz przeżyte i niezwrócone. Moim zadaniem jest dotykiem ukoić całe zmieszanie i składam kolejny pocałunek, wpisując się na karty jego życiorysu. Tam nikt jeszcze nie dotarł. Ma na sobie ślady jakiejś własności, jednak nie są to ślady ingerencji twórczej, a po prostu ślady bycia czyimś i przez kogoś stworzonym. Mi do odstąpienia. Mi do przeżycia. Widzę to przerzucając kartkę na jego oczy błękitne jak najpiękniejszy ocean i głębokie tak samo. Widzę jak patrzy na moje poczynania i chce być chłonięty, chce być zapamiętany. Jest jak książka. Sięgam po niego i rodzi się od nowa jako dzieło i jego autor. Wierci we mnie wzrokiem i chce więcej. Chce dać mi się poznać, chce pozwolić mi się odkrywać strona po stronie, kartka po kartce, rozdział po rozdziale, część po części… Spełniam jego pragnienia, gdyż stają się moimi.

Zamknęłam oczy w milczeniu, robiąc sobie chwilę przerwy na relaks. Czasami muszę odpocząć od nadmiaru emocji. Wyciszyć się. Zwłaszcza gdy zaczynam żyć nie w swoim świecie, a w świecie przedstawionym. Wtuliłam się w niego najmocniej, jak mogłam na pięć minutek. Niespodziewanie poczułam, jakbym spadała. Przepaść, w jaką leciałam zdawała się nie mieć końca. Nagle pogrążyłam się w ciemności i spadanie ustało. Otworzyłam oczy, wstałam i ujrzałam siebie śpiącą słodko na dywanie ułożonym na betonowej podłodze. Odeszłam kawałek w poszukiwaniu przynajmniej ledwo żywego ducha. Jakaś nitka rozwijała się z każdym krokiem oddalającym mnie od ciała. Usłyszałam szelest kilka metrów dalej i na palcach podeszłam do leżącej w cieniu postaci. Gdy moje oczy przywykły do ciemności ujrzałam barwne  pomieszczenie z regałem koloru bzu wypełnionym masą książek o takich samych okładkach. Pod regałem leżał On. Najdziwniejsze było to, że był książką. Książką niepasującą do pozostałych. On składał się ze stron, które mogłam wziąć między palce i kartkować. Z każdą przewróconą kartką uśmiech na jego twarzy robił się coraz szerszy i szczerszy. Pochłonął mnie do granic możliwości i już po chwili znalazłam się przy ostatniej stronie. Ostatnia była niezapisana, a poprzednia urywała się w połowie zdania. Jednak gdy trzasnęłam okładką on ożył! Wszystkie jego strony oddychały, poruszały się wraz z nim. Gdy chciałam wylać wszystkie pytania z głowy nitka zaczęła się zwijać, ja znalazłam się przy swoim ciele i niespodziewanie się obudziłam. Nade mną paliła się lampka, dając niewiele światła. Przymkniętymi drzwiami bawił się przeciąg, tworząc hałas na całe pomieszczenie. Obok mnie nikogo nie było. Nie było już jego, więc nie mogłam poprosić, by zamknął drzwi. Nie miałam jak się do niego przytulić i tylko książka na poduszce, przykryta kawałkiem prześcieradła, wpatrywała się we mnie wielkimi oczami. Ona, mój jedyny towarzysz, nigdy jeszcze nie zniknęła. 

6 komentarzy:

  1. Łaał! Masz talent dziewczyno, nie myślałaś żeby pisać jakieś opowiadanie w internecie? Chętnie bym poczytała :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli o opowiadania chodzi, nie potrafię wyrobić w sobie systematyczności. Piszę tylko wtedy, gdy mam pomysł i wenę. Boję się, że po czasie bym się "wypaliła" i opowiadanie przeszłoby w fazę powolnego umierania. Jednak staram się co jakiś czas coś napisać, więc na pewno będzie się pojawiało coś na tym blogu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow masz talent podziwiam :D i tak wgl super opowiadanie

    OdpowiedzUsuń
  4. Wspaniałe opowiadanie ;) Podziwiam za pomysł ;)
    http://geogrunt.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń