poniedziałek, 29 lutego 2016

"Silmarillion", czyli Ziemia kołem się toczy







Tytuł: Silmarillion
Autor: J.R.R Tolkien
Wydawnictwo: Amber







Jestem fanem fantasy. Myślę, że warto od tego zacząć. Wątki fantastyczne płyną w mojej krwi wartko jak rzeka, nieprzerwanym nurtem od wielu, wielu lat. Nie mógłbym jednak nazwać się fanem fantastyki jeśli nie przeczytałbym pewnych kanonicznych książek, który każdy, właśnie taki jak ja, fan powinien przeczytać. Mój wybór padł na Silmarillion, czyli dzieło J.R.R. Tolkiena, autora, którego prawdopodobnie nikomu nie muszę przedstawiać, gdyż jest to postać tak znana i tak wybitna w środowisku nie tylko pisarskim, że nie dopuszczam myśli, że ktoś może go nie kojarzyć.
Otóż autor ten pisywał w swoim czasie różne opowiadania o zagadnieniach swojego "literackiego dziecka", których jednak nigdy nie przekuł w jedną książkę. Dopiero po jego śmierci, syn Tolkiena odnalazł te opowiadania i po delikatnej renowacji postanowił je wydać w postaci jednego Silmarillionu by przybliżyć czytelnikom nieco szersze spectrum swojego świata, konkretnie jego powstanie, poprzednie ery i rzeczy, które rozgrywały się w tychże erach. Święta okazały się idealnym dla mnie momentem do przeczytania tego dzieła, gdyż dostałem go od dziewczyny pod choinkę. Odłóżmy więc wszystkie nasze pierścienie na stolik i zaczynajmy!
Na początku był Eru, Jedyny, którego na obszarze Ardy nazywają Ilúvatarem; On to powołał do życia Ainurów, Istoty Święte, zrodzone z Jego myśli. Ci byli z Nim wcześniej, niż powstało wszystko inne. Rozmawiał z nimi i poddawał im tematy muzyczne. Ainurowie zaś śpiewali dla Niego i On radował się tą muzyką.
A o czym ta książka o dziwnym tytule jest i czym tak właściwie ona powinna być dla fana Śródziemia? Otóż powinna być ona swego rodzaju Biblią. Zabrzmiało to jak gadanie heretyka, ale chodziło mi o coś innego. W tej książce znajdują się informacje o całym panteonie bóstw Śródziemia, o pierwszych tchnieniach tego świata, stworzeniu pierwszych ras, roślin, wód, zwierząt i wszystkiego, co później będzie kręciło się po znanym nam już czy to z ekranów telewizorów czy też z kart Władcy Pierścieni świecie. Ciężko jest mi streścić fabułę tej książki, gdyż rozciąga się ona tak naprawdę na kilka tysięcy lat, wybaczcie mi, że nie mam tak giętkiego pióra by to wszystko opisać. Mogę to jednak w jakiś sposób wyjaśnić. Dzieło przedstawia nam początki świata i zrodzenie się zazdrości w sercu Melkora, nazywanego dalej Morgothem, który chciał posiąść władzę nad Ardą, czyli Ziemią i przejąć kontrolę nad Pieśnią (w tej "Biblii" świat został stworzony śpiewem) i dodawać do niej wątki spoza tematu narzuconego przez Illuvatara, głównego Boga. Od chwili poczęcia świata Melkor naprzykrzał się Bogom pomniejszym, czyli Valarom, i niszczył owoce ich ciężkiej pracy, by w końcu doprowadzić do rozłamu nawet pomiędzy ludem Valinoru, raju. Skłócił między sobą elfy, z których część przeniosła się na wschód, do Śródziemia, a raczej Beleriandu, którego kształt nie przypominał jeszcze tego przedstawionego we Władcy Pierścieni. Melkor zbiegł z Valinoru również na wschód by tam prowadzić trwające całe wieki wojny o władze, o tytułowe Silmarile, kryształy w które zaklęto boskie światło Valinoru, czystsze niż jakiekolwiek inne, a niezwykle cenne i wyjątkowe, które Melkor podstępem wykradł i zachował w swojej koronie. Książka opowiada więc o początkach świata, etapach jego tworzenia wraz z wojnami, wielkimi bitwami, paktami i tak dalej i tak dalej, ale również robi coś, co jest moim zdaniem niezwykle potrzebne w tego typu książkach. Daje czas, by odsapnąć od wydarzeń wielkich i ukazuje nam poszczególne opowieści o postaciach ważnych dla tego świata, a każda z nich w moim odczuciu koncentrowała się na innej ważnej i uniwersalnej wartości, dlatego znajdziemy w tym dziele zdradę i pożądanie, gniew oraz rozpacz a także honor, miłość, przyjaźń czy odwagę - zanikające już uczucia i cechy charakteru, a tak bardzo potrzebne do moralnej egzystencji. Jest bardzo dobrze ułożona, przez co nie mamy wrażenia pośpiechu, szczegółowa, i akurat tu jest to zarówno wada jak i zaleta. Autor zręcznie posługuje się opisami, rozpływając się w nich, moim zdaniem czasami aż zanadto. Często męczył mnie fakt rzadko stosowanych dialogów, które cenię w książkach, ale zrozumiałem, że miał być to opis bardziej zdarzeń niż konkretnych wypowiedzi. Tu właśnie zrodziło się w mojej głowie nawiązanie do Biblii, prowadzonej na podobnej zasadzie. Bardzo możliwe, że właśnie taki był zamiar Tolkiena. Jeśli tak, to jeszcze niższe ukłony dla spoczywającego już w spokoju autora. Momentami miałem problemy z nadążeniem co się dzieje, a także z zapamiętaniem ogromu nazw własnych rzek, miast, bogów, zwierząt i innych ważnych, ale niezwykle trudnych do zapamiętania rzeczy. Może to przytłaczać i irytować, szczególnie kogoś takiego jak ja, kto podszedł do tego bardzo poważnie, chcąc zapamiętać jak najwięcej, by mieć o tym świecie pojęcie. 

Tak to już bywa, że kiedy człowiek ucieka przed swoim strachem, może się przekonać, że zdąża jedynie skrótem na jego spotkanie.

Miałem do czynienia z egzemplarzem wydawnictwa Amber, które niezwykle mnie urzekło bardzo dobrze wykonaną i świetnie prezentującą się okładką (sztywna, solidna) i bogatymi dodatkami w środku. Znajdują się tu mapy, drzewa genealogiczne, ilustracje ważniejszych wydarzeń, spis nazw własnych, bardzo przydatny w przypadku tejże książki, a nawet przekłady z języka elfickiego na nasz, by móc przetłumaczyć niektóre z tych nazw. Ilustracje świetnie dopełniają całość, pozwalają odpocząć oczom i rozpoznać poszczególne elementy o których przed chwilą czytaliśmy (tak, ilustracje następują zazwyczaj po danym wydarzeniu, a nie na stronie obok). Drzewa genealogiczne są zrealizowane naprawdę solidnie i dzięki nim dowiedziałem się dużo na temat tego świata oraz pewnych ciekawych koniugacji pomiędzy bohaterami, których bym o pokrewieństwo czy takie więzy nie podejrzewał. Czcionka nie męczy wzroku, ze strony na stronę czyta się bardzo płynnie i przyjemnie, kartki nie sklejają się i są w dobrym stanie, o ile dba się o książkę. Otwierając ją, czułem się potraktowany profesjonalnie, a oglądając mapy i czytając przypisy poczułem się jak Gandalf siedzący w starych archiwach i czytający o zamierzchłych czasach, nazwach o których ten świat już dawno zapomniał. Takie podejście do klienta mi się podoba, diabeł tkwi w szczegółach, jak to mówią.

Żegnaj, dwakroć ukochany! A Túrin Turambar turun abartanen! Panie losu przez los pokonany! Szczęśliwy jesteś, że umarłeś!

Tego roku świąteczne drzewko było naprawdę hojne i obdarowało mnie dziełem wybitnym, przez które całkowicie inaczej patrzę na Śródziemie, jego bohaterów oraz na świat stworzony przez Tolkiena jako całość. Nie żałuję ani chwili spędzonej przy Silmarillionie i z pewnością wrócę do niego nieraz, gdyż zawiera ukryte pod warstwą opisów i monologów uniwersalne przesłania, morały, które nie nudzą i nie „umoralniają” na siłę, a zręcznie wsuwają nam pewne myśli czy też powody do kontemplacji w nasze głowy. Nigdy wcześniej nie spotkałem się z książką tak inteligentnie zaplanowaną jak właśnie Silmarillion, więc jeśli kiedykolwiek znajdziecie okazje, aby po nią sięgnąć – nie wahajcie się.

8 komentarzy:

  1. Nie jestem miłośniczką tego typu książek, ale nie ukrywam, że recenzja bardzo mnie zaciekawiła. Jeżeli kiedykolwiek będę miała okazję przeczytać tą książkę napewno to zrobię. :)

    kasia-kate1.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam dawno temu, ale ciężko, oj ciężko. U Tolkiena zawsze jest taki ogrom szczegółów, który czas mnie po prostu drażni - każdy kwiatek musi być dokładnie opisany. Nie skojarzyłam tej książki z Biblią, ale tak po dłuższym zastanowieniu, mogę przyznać Ci rację - coś w tym jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ma ona pewien wydźwięk biblijny :) Co chwile rzucało mi się to w oczy. Ciężko nazwać ją czymś innym, gdyż opisuje wydarzenia kilku tysięcy lat :D Szczegóły to coś za co pokochałem Tolkiena.

      Usuń
  3. Lektura tej książki przede mną, ale mam ją w planach. Od roku stoi mniej więcej na półce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bierz się za nią czym prędzej, jeśli się nad nią zastanowić, to jest to coś więcej niż to co widzimy na pierwszy rzut oka :)

      Usuń
  4. Sprawię tą książkę mojemu chłopakowi na urodziny. Słyszałam już jego zachwyty nad nią (a jeszcze nie czytał), więc boję się co będzie po przeczytaniu :D Twoja recenzja jest baaaardzo zachęcająca i utwierdziła mnie w przekonaniu, że to będzie idealny prezent ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pewnością chłopak spędzi bardzo przyjemne chwile przy tej lekturze. Można podumać, można po prostu dobrze się bawić, ta książka jest absolutnie na każdy panujący w nas nastrój :)

      Usuń
  5. Wygląda na to, że zabrałam się za tą książkę w zły momencie mojego życia :/ Bo pamiętam historię powstania świata ze śpiewu i zakłócanie melodii, ale chyba nie doczytałam jej do końca :) Muszę sobie odświeżyć :)

    OdpowiedzUsuń