wtorek, 22 marca 2016

Dragon Age: Powołanie – Jakoś nie mogę wyjść z tego świata...









Tytuł: Dragon Age: Powołanie
Autor: David Gaider
Wydawnictwo: Fabryka Słów









Całkiem niedawno zrecenzowałem jedną z najlepszych gier, jakie miałem kiedykolwiek okazję poznać – Dragon Age: Początek. To wywołało we mnie wiele wspomnień, co zresztą nie jest niczym dziwnym, ponieważ spodziewałem się, że ta recenzja otworzy przede mną pewną możliwość, z której z przyjemnością skorzystałem. Będąc ciągle otulony klimatem tego uniwersum postanowiłem odświeżyć sobie pewną lekturę, (którą, mój drogi czytelniku, w ramach takiej ciekawostki, wygrałem w konkursie na opowiadane osadzone w świecie Dragon Age'a, nawiązujące do pewnej postaci w grze). To jednak pewna dygresja, która, choć miła, musi zostać odstawiona na bok, gdyż przechodzimy do głównego dania. Z przyjemnością przedstawiam wam książkę, którą darzę niezwykłym sentymentem. Oto Dragon Age: Powołanie autorstwa Davida Gaidera.

Miałem do czynienia z wydaniem Fabryki Słów, które jest dość zwyczajnie i poza motywem okładki, nawiązującym do  z pudełka z grą, nie ma tu nic, nad czym należałoby się jakoś specjalnie rozwodzić. Okładka jest miękka co niestety nie wpływa dobrze na stan książki po choćby wegetacyjnym żywocie na półce, gdyż po jakimś czasie rogi się zaginają i całość traci swój pierwotny urok. Czcionka natomiast jest bardzo dobra, dość spora, do tego przejrzysta i zachęcająca do dalszego czytania. Klimatyczne cytaty przed każdym z rozdziałów pozwalają nam bardziej wejść w przedstawiony świat i zrozumieć go choć w części. Jestem zadowolony z wersji, którą otrzymałem choć wiem, że mogło być lepiej. Cóż, dopóki marka nie będzie bardziej rozpoznawalna, na prawdziwie eleganckie i godne Dragon Age'a wydanie nie ma co liczyć.


Powołanie jest książką będącą kontynuacją Dragon Age: Utracony Tron, samodzielną, opowiadającą własną historię – swoją drogą, prawdziwie wielowątkową. Opowieść została osadzona w świecie, który fani tej serii gier od BioWare znają doskonale. Proszę się nie obawiać, nie jest to jedna z tych historii, które rzucają czytelnika w niezrozumiały świat i niezrozumiałe położenie. Wręcz przeciwnie, książka prawdziwie zręcznie wprowadza nas w opowieść, nie licząc na naszą znajomość przedstawionego świata a po prostu tłumacząc nam, zazwyczaj poprzez rozmyślania różnorakich bohaterów, każde zagadnienie, którego laik zwyczajnie nie jest w stanie od razu załapać. Książka napisana jest dość lekkim językiem i brak tu zbędnych archaizmów czy też suchych opisów, dłużących się w nieskończoność, jak w przypadku bodajże Lalki Bolesława Prusa (tę lekturę wspominam chyba najgorzej, pomimo jej rozlicznych walorów). Nawet gdy narrator przejmuje kontrolę nad spectrum widzenia przez nas danej sytuacji, wszystko to jest przeplatane dialogami, napisanymi... prosto. Proszę nie odbierać tego jako wady książki, ponieważ bardzo dobrze możemy poznać bohaterów, zrozumieć, co nimi kieruje, gdyż autor nie silił się na stworzenie z postaci bandy filozofów, która na każdym kroku rozprawia o sensie swego istnienia oraz nadrzędności kury nad jajkiem. Autor wziął sobie za cel zrobienia z nich w jak największym stopniu osób realistycznych, do bólu pragmatycznie, tak, jak my na co dzień podchodzących do swoich problemów czy rozterek. Może to właśnie jest kluczem do rozwiązania zagadki płynności przechodzenia tutaj ze strony na stronę? Ta swojskość i naturalizm zastosowane przez Gaidera dają bardzo dobry dowód na to, że prostota nie musi oznaczać brak kunsztu, finezji i talentu. Wręcz przeciwnie. Talentem jest stworzyć realne postaci, z którymi utożsamiamy się coraz bardziej za każdym muśnięciem delikatnego papieru. Finezją jest stworzyć opisy i dialogi, które będą przedstawiały nam w detalach, ale nie w szczególikach, clue danej sceny i nie będą nas zanudzać oraz męczyć oczu. Kunsztem wreszcie jest stworzenie opowieści jako pewnej wiarygodnej całości, pasującej do realiów gry i otwartej na nowych czytelników. Nie udaje ona elitarnej, a wręcz prowadzi za rękę wszystkich, którzy dopiero ten świat poznają.


Jeśli miałbym powiedzieć o czym ta książka jest to miałbym spory problem. Oczywiście, że tak czy inaczej spróbuję w paru zdaniach wspomnieć o ogólnym zarysie fabularnym, ale najpierw chciałbym wspomnieć o rzeczy ważniejszych.
Chcę powiedzieć o czym ta książka nie jest.
A nie jest ona o ratowaniu świata, o rzeczach podniosłych czy takich, które w jakikolwiek sposób realnie wpłyną na losy świata w późniejszym okresie. Jest to "lokalna" opowieść rozgrywająca się w danym kraju, w Fereldenie, a konkretnie pod ziemią, na Głębokich Ścieżkach. Grupa Szarych Strażników, pod dowództwem komendantki tychże z Orlais i Genevieve przemierza niebezpieczne korytarze labiryntu. Podróżujący z nimi król Fereldenu, Maric, znał ze swoich wcześniejszych wędrówek teoretycznie najbezpieczniejszą drogę... Po co zmierzają, spytasz? Szukają swojego zaginionego towarzysza, który – jak się okazuje – zna położenie Dawnych Bogów, smoków, które skażone krwią wspomnianych w recenzji gry mrocznych pomiotów zamieniają się w tak zwane Arcydemony, potwory przewodzące armią pomiotu, zalewającą kraje powierzchniowe. Stawka jest więc wysoka, ale nie jest to nic pewnego. W tej opowieści absolutnie wszystko staje na szali, nie tylko życie, ale również zaufanie i wiara w to, że wszyscy mają wspólny cel. Okazuje się, że w całą sprawę zamieszany jest również pewien inteligentny, znający ludzką mowę mroczny pomiot, który podaje się za Magistra – jednego ze starożytnych magów, którzy splamili boskie miasto swoją ludzką obecnością, sprowadzając Plagę jako gniew boży. Intrygująco? Właśnie tak jest, na dokładkę niezwykle ponuro i ciężko.

Książka nie należy do najlżejszych. Jest tu dużo śmierci, dużo przemocy i dużo przytłaczającego czytelnika strachu, doskonale opisywanego przez autora. Tu nie ma dobrych czy złych decyzji, są po prostu decyzje i ich konsekwencje. Na Głębokich Ścieżkach jedyne na co może liczyć ta garstka śmiałków, to oni sami, chociaż z czasem i w to zaczynają wątpić. Opowieść buduje napięcie powolutku, nie dając nam specjalnego pola do domysłów, co stanie się dalej. Nie wiemy nawet, jaki cel ma ten Inteligentny pomiot, o którym wspomniałem, choć podaje się za sojusznika ludzi. Jednak czy możemy mu tak po prostu zaufać? Zamęt wprowadzany jest nie tylko w serca występujących w książce bohaterów, ale także w nasze. Kartka za kartką nie mamy pojęcia, kto tu ma rację, a kto nie ma, i co z tego wszystkiego może wyniknąć.



Już w momencie gdy otrzymania książki wiedziałem, że mi się spodoba. Była w końcu osadzona w moim ukochanym świecie, co mogłoby mi nie pasować? Książka ma swoje wady, jest pisana językiem, który przez niektórych może zostać uznany za mało profesjonalny i doskonale rozumiem to podejście, ale lata czytania książek nauczyły mnie przyjmowania ich dokładnie takimi, jakie są, akceptując ich obecną formę wychwytywać wady i zalety. Widzę w takim a nie innym stylu całości pewien zamysł, który został według mnie zrealizowany bardzo dobrze. Mamy realistyczną (na tyle, na ile realistyczne może być fantasy) opowieść, autor doskonale wie, o czym chce mówić i jak chce to robić. Nie mam nic więcej do dodania, serdecznie zapraszam do zapoznania się z tą historią. 

4 komentarze:

  1. Książka zupełnie nie leży w moich klimatach, więc odpuszczę ją sobie ;) I ta okładka jakoś mnie odstrasza!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie właśnie ta okładka się podoba... Może nie tyle podoba, co przyciąga :D

      Usuń
  2. Czytałam całą trylogię, lecz zanim sięgnęłam po książki, najpierw była gra :D Gra zdecydowanie lepsza od cyklu. Dla mnie to trochę było nudne :)
    Pozdrawiam.
    Bezimienny Wyklęty.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie słyszałam o niej, a nawet jeśli, to widać, że nie utknęła mi na długo w głowie. Nie mój gatunek i się nie skuszę.

    Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do siebie ;)
    http://tylkomagiaslowa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń