wtorek, 29 marca 2016

Immersja, czyli przemyślenia Kiera

źródło

Ostatni wpis, a raczej jego ostatni akapit, sprawił, że postanowiłem nieco pomyśleć. Zamiast zajadać się pysznym serniczkiem "Izaura", zasiadam do klawiatury i, wytężając swoje zwoje mózgowe, wolno w nią stukam. Zastanawiam się nad każdym słowem, wpatruję się w monitor, w bladą, wciąż niezapełnioną i nienasyconą kartę programu Microsoft Word, krzyczącą do mnie, bym przelał na nią swą myśl.

No właśnie. Myśl, a konkretniej jej wyrażenie w słowie. Czy to nie piękne, że tylu artystów, bo tak trzeba ich nazwać, potrafiło napisać tyle świetnych książek? Wykreować żywe światy, wiarygodnych bohaterów i historie, które porywają nas od pierwszych stron aż do ostatniej... no właśnie. Ta ostatnia jest zazwyczaj jak pożegnalny ukłon w stronę fanów. To uczucie gdy odkładamy książkę, ówcześnie wyjmując z niej zakładkę, z myślą, że to już koniec pewnego – z pewnością nie ostatniego – książkowego etapu w naszym życiu.

Dokładnie tak samo jest z grą komputerową. To jednak pewna dygresja, postaram się powrócić do meritum sprawy. Chodzi mi o to, że jest to zarazem magiczne i przytłaczające – to przywiązanie do danego uniwersum, stworzonego przecież z niczego materialnego, a tylko z myśli autora. Te wyjątkowe emocje nie towarzyszą nam jednak za każdym razem – o nie! Umysł traktuje tylko niektóre dzieła jako wyjątkowe, to od nich nie pozwala nam się uczuciowo uwolnić. Często, gdy po raz kolejny kończę Wiedźmina czy też odkładam jakąś dobrą książkę, mam przed oczami... potworne zderzenie z rzeczywistością. Wyglądam za okno i choć mamy wiosnę, jest coraz piękniej, to jednak moje oczy nie do końca potrafią nasycić się tymi przyziemnymi widokami. Pragnę czegoś więcej. Zdaje sobie nagle sprawę, że cholernie brakuje mi tu smoków; uświadamiam sobie, że chciałbym wyruszyć gdzieś przed siebie z jakimś ważnym zadaniem, z jakimś konkretnym celem w życiu. Wracam jednak na ziemię, zastając jedynie matematykę i obowiązki, a nawet jeśli jakiś cel jest, to wydaje mi się on płytki. Chciałbym w tym momencie porozmawiać o tym z moim ulubionym bohaterem, ale konstatuje, że on nie istnieje, a jest jedynie wytworem wyobraźni, i to nawet nie moim, ponieważ w mojej głowie jest on obrazem przetworzonym i przeinaczonym w stosunku do tego stworzonego w umyśle twórcy.

Gdzie jednak jest sedno mego delikatnie filozoficznego wpisu? Leży ono przed naszymi oczami, ewentualnie obok. Jest to pudełko z grą albo książka, która przemawia konkretnie do naszych uczuć. Zdajmy sobie sprawę, że jest to dzieło niesamowite, ale to my, nie autor tworzymy je po tysiąckroć i raz więcej w naszych głowach. Pojmijmy, że te bliskie naszemu sercu produkcje to coś, co powinniśmy szanować, gdyż bądź co bądź, należą one ściśle do naszych – co jest dość dziwne – wspomnień i powinny być tak samo odbierane. Dziękujmy za każdą przerzuconą stronę i każde wykonane zadanie. Czynią one nasz świat dużo przyjemniejszym, ale pamiętajmy o jednej rzeczy – nurkowanie może być niezwykle przyjemne, trzeba jednak w odpowiednim momencie się wynurzyć by nie zabrakło nam tlenu.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz