środa, 9 marca 2016

Koniec dzieciństwa


Każdy człowiek zmienia się z dnia na dzień. Budzimy się tak naprawdę w towarzystwie osoby, której wczoraj nie znaliśmy. Przyglądamy się oczom w lustrze, ale nie wiemy, czy to rzeczywiście te same tęczówki. Tępo patrzymy w jeden punkt z przymrużonymi oczami i zastanawiamy się, czy rzeczywiście wstawanie codziennie prawą nogą ma sens. Niestety, tracimy coś każdego dnia, a nie każdego coś zyskujemy. Częściej idziemy do pracy/szkoły w humorze godnym współczującego westchnięcia, co często słyszymy stojąc na przystanku, jadąc autobusem...
– Łolaboga, jak ci młodzi mają teraz ciężko. W tych tornistrach to jakby cegły nosili, ani się to nie uśmiechnie ani nic. Nawet miejsca nie ustąpią, a jak już, to z łaską.
Oni jednak nie wiedzą, że to nie ciężki bagaż jest naszym problemem. Mamy ich więcej. Przede wszystkim brak perspektyw, poczucie bezsensowności naszej egzystencji i głębokie niedocenienie, wręcz zobojętnienie. Jak pogodzić się ze stratą ważnych dla nas rzeczy?

KONIEC DZIECIŃSTWA

Na każdym etapie życia dziecka i nastolatka przewija się marzenie o byciu dorosłym. Wraca wciąż i wciąż jak bumerang i wydaje się nieosiągalne. Zupełnie nierealne. Dzieci naśladują swoich rodziców we wszystkim, co przyjdzie im na myśl – dziewczynki chodzą w szpilkach mamy, chłopcy bawią się narzędziami... Kończy się szkoła podstawowa, a wraz z nią jakiś etap w życiu człowieka. Rozpoczyna się burzliwy okres poszukiwania siebie, własnej osobowości i miejsca w świecie, zaczyna kształtować się trochę nieudolnie charakter i charakterek, styl bycia, plany i marzenia – nie o nowej lalce, widzianej gdzieś na wystawie Sklepów cynamonowych, a o karierze, wspólnej przyszłości z pierwszą sympatią, sławie... Myśli stają się coraz bardziej ambitne, jednak nadal czuć w powietrzu czas dzieciństwa. Nie jest to może sielanka, dni płynące beztrosko na zabawie, bo pojawiają się poważniejsze obowiązki i oczekiwania. Jednak taki młody nastolatek czuje się bezpiecznie, bo wie, że jutro mama obudzi go do szkoły, zrobi śniadanie i obiad, przypomni o odrobieniu lekcji i wygoni do spania. Pewne jest, że następny dzień będzie. I kolejny. I tak minie rok. Trzy lata. W próbie przypodobania się kolejnej jednostce spędzi trzy znaczące lata, które zlecą jak z bicza strzelił. Następnie zostanie wypchnięty ze społeczności, do której dopiero zdążył się przyzwyczaić i wpadnie w wir szkoły ponadgimnazjalnej. Obowiązki piętrzące się w postaci notatek, prac, zadań, olimpiad. Poważne uczucia, zawody miłosne i przyjacielskie, nowe przyjaźnie, kłótnie, reprymendy za całowanie się na korytarzu... Chaos. Ten czas leci jednak jeszcze szybciej. Jest najbardziej dynamiczny, jeśli rozpatrywać wszystkie etapy do chwili obecnej. W pierwszej klasie jest zagubiony, w drugiej nabiera pewności siebie, dorośleje, uczy się podejmować dojrzałe decyzje, znajduje swoje miejsce w społeczności albo wie, gdzie tego miejsca musi szukać. Wyznacza sobie cel... I pojawia się klasa trzecia, dąży do celu, mówi sobie, że jest jeszcze czas. Nie czuje się już dzieckiem, ale nie chce być dorosły. Znika pewność co do kolejnych dni, bo jutro będzie – to fakt. Ale co będzie dalej? Zaskoczeniem jest, że mało który licealista boi się matury. Oni wszyscy trzęsą portkami, bo nie wiedzą, co będzie po niej. Nie wiedzą, czy dokonali właściwego wyboru. Nie znają konsekwencji, bo kończy się czas budzenia przez mamę i gotowania obiadków. Wszystko zaczyna się od "jeśli...": jeśli nie dostanę się na te studia, to może na te? 
jeśli się dostanę, to co będę robił po nich?
jeśli zabraknie mi procentów na maturze, to czy ją poprawię?
jeśli, jeśli, jeśli...
Koniec dzieciństwa... STOP.

–To jest śmieszne – Leon zaśmiał mi się w twarz, po czym upił łyk coli z butelki. Na jego czole pojawiły się pierwsze zmarszczki, a w kącikach oczu rodziły się kurze łapki. Miał zaledwie trzydzieści lat, a wyglądał na dojrzałego pana. –Wbrew pozorom dziecko nigdy z nas nie wyjdzie. Ono wychodzi tylko na światło dzienne. Jaki dorosły nie lubi się zabawić? Ogranicza nas praca, rodzina, dzieci... Ale gdy choć na chwilę uda nam się odpiąć smycz przez siebie trzymaną, na wierzch wychodzi dzieciak, który plecie trzy po trzy do ucha głupie marzenia. Czujesz się, jakbyś przykleił nos do sklepowej szyby, ale upajasz się tą chwilą, bo jest dziecinna. Mam trzydzieści lat, a nadal nie wstanę, jeśli żona nie pocałuje mnie w czoło. Nie zasnę bez jaśka, na którym spałem mając pięć lat, a na stoliku nocnym musi stać moje pierwsze autko od ojca, bo inaczej ogarnia mnie niepokój. Lubię być dorosłym dzieckiem, iść z dziećmi na spacer do parku i tarzać się w liściach. Lubię zagrać w dobre gierki na komputerze, 
–Tato, tato! – do pokoju wbiegła mała Lila, ubrana w niebieską kurtkę mamy, brązowe lakierki taty, różowe rajstopki i czerwoną czapkę młodszego brata. – Jak wyglądam?
Leon zaśmiał się radośnie, po czym wziął małą na ręce, by zapytać, w co tym razem gra.
–Będę kiedyś modelkom! – zapiszczała dziewczynka i wyrwała się z jego objęć. Przeszła kilka kroków po pokoju, wykonała kilka obrotów i upadła na pupę. Szybko i zwinnie się podniosła, podbiegając do mnie i łapiąc za rękę. – Co pani taka ponura? Ja panią przebiorę, będzie fajnie! (...)

Pamiętajmy, że strata dzieciństwa nie jest ostateczna. To od nas zależy, kiedy pozwolimy dziecku wyjść na spacer. Każdy potrzebuje poczucia bezpieczeństwa, pewności jutra i ludzi. Koniec jest początkiem. Żadne pytania "co, jeśli...?" świata nie zmienią. Świat zmienimy tylko działając. Jak dzieci, które nie myślą co mówią, co robią... Działają!

Poprzednie:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz