czwartek, 3 marca 2016

RETRO DAY – Gothic okiem Kiera

Chciałbym zaprosić was na pierwszy post z cyklu RETRO DAY, w którym po prostu wspominam...

W 2001 roku nie było nikogo, kto spodziewałby się czegoś takiego. Niezależne niemieckie studio, bez wcześniejszego doświadczenia (oprócz oczywiście wykształcenia), postawiło sobie za cel odnieść sukces przy niskim budżecie i małym zapleczu pracowniczym. "Piranha Bytes" śmiało wpłynęła w staw prężnie rozwijających się cRPG'ów i starała się jak najszybciej znaleźć na samym szczycie łańcucha pokarmowego. To nie będzie recenzja, a wspomnienie. Wspomnienie o jednej z pierwszych gier, w które zagrałem W OGÓLE, oraz jednej z gier, której pomimo upływu lat po prostu nie da się zapomnieć. Powitajmy gorącymi oklaskami klasyk gatunku, idealnie niedoskonałego potomka niemieckiego studia – grę Gothic!
Forum.Tawerna-Gothic
Zacznę może od pewnego sentymentalnego wspomnienia. Pamiętam jak dziś wizytę u cioci, miała wtedy urodziny (nawiasem mówiąc, miałem wtedy około dziewięciu –dziesięciu lat.) Mój kuzyn był w swoim pokoju, gdyż goście dopiero się zbierali, tylko rzecz jasna ja z rodzicami byłem dużo, dużo wcześniej. Zauważyłem, że kuzyn gra w coś do prawdy dziwnego. Biega jakimś ludzikiem, bije pokraczne, drące jadaczki stworzonka, a potem prowadzi sztywny dialog z napotkanymi po drodze postaciami, ale oczy mu się świecą, jakby patrzył na dziewczynę, taką z tych niebywale urodziwych. Zauważyłem jednak też co innego. Coś, co nakazało mi czekać, aż ciocia wywoła go z pokoju, a ja, choć na chwile, będę mógł wtopić się w ekran.
Moją uwagę przykuł świat, który poza pewnymi inteligentnie wyjaśnionymi przeszkodami nie blokował moich intencji. Jeśli chciałem iść przed siebie – szedłem przed siebie, jeśli chciałem z kimś porozmawiać – robiłem to. Po prostu wolność. Tego samego dnia pożyczyłem od kuzyna tę grę i zacząłem przygodę oraz coś, co zapoczątkowało moją wręcz obsesje na punkcie różnego rodzaju fantastyki. Czym jednak ten Gothic jest? Jest to, tak jak wspomniałem, gra z gatunku cRPG, czyli Role Playing Games – wczuwanie się w pewną odgrywaną rolę. Kierujemy losami Bezimiennego bohatera strąconego do Kolonii Karnej – więzienia pod gołym niebem, otoczonego magiczną barierą. Wykopywana jest pod nią magiczna ruda, używana przez króla do wykuwania oręża na wojnę z orkami. Zostaliśmy skazani za przestępstwa, jakich nigdy nie popełniliśmy, bądź woleliśmy o nich zapomnieć. Zostajemy posłani jako świeżutcy więźniowie do przekazania zapieczętowanego listu, kierowanego do magów ognia rezydujących w tak zwanym Starym Obozie, najstarszym z trzech, które w Kolonii funkcjonują. Na wstępie zostajemy przywitani przez sympatycznego strażnika (buła, łokieć, kołowrotek to słowa idealnie podsumowujące do powitanie). Później, po krótkiej rozmowie z ratującym nas z opresji Diegiem, tak naprawdę możemy robić co chcemy – pracować na własny rachunek, dołączyć do jednej z trzech frakcji, zwiedzać, robić zadania poboczne lub główne (wątek główny, moim zdaniem, jest najciekawszy ze wszystkich trzech części gry), łupić, zabijać... słowem: wolność. Pamiętam jak dziś pewną, dość zabawną sytuację, która wtedy była niezwykle dramatyczna. Przedostałem się na tereny zamieszkałe przez orków i wspiąłem się na skalną półkę, gdzie zauważyłem świecący się pierścień. Byłem dumny ze swojego sprytu, dopóki nie zobaczyłem jak klif, na którym stoję otoczony został przez wargi – orkowe psy bojowe, czarne jak noc, groźne jak cholera, a w środku ja, na drugim, może trzecim poziomie doświadczenia z jakimś nabijanym gwoździami kijem. Po przesiedzeniu tak kilkunastu minut postanowiłem w końcu ruszyć się z miejsca i pobiegłem w stronę niedalekiego Starego Obozu. Widok bramy oraz chcących obronić mnie strażników ukoił me serce... niestety nie na długo. Wargi były szybsze i zagryzły mnie tuż pod bramą. Makabryczne? Z pewnością trochę tak, ale dla mnie w dalszym ciągu to jeden z tych magicznych momentów, których się nie zapomina. Gra premiuje spryt samego gracza, to jakich umiejętności użyje, by wyjść z opresji. Nie jest to jedna z gier, które wychodzą dzisiaj, gdzie wystarczy mieć rozbudowaną postać, aby nie mieć żadnych problemów. Tutaj brak myślenia często kończył się śmiercią. Najpiękniejsze jednak są wady Gothica. Wady, które fani tacy jak ja po prostu kochają. Drętwy system walki, drętwe dialogi i sztywny system poruszania się, do tego masa bugów tak śmiesznych jak i denerwujących, sprawiają, że gra tym mocniej zapada w pamięć, pozwalając nawet pokochać błędy, a na pewno je zaakceptować. System handlu został zrobiony naprawdę ciekawie, bo na zasadach barteru – wtedy powiew świeżości – i pozostaje taki do dzisiaj, wciąż niepowtarzalny Muzyka natomiast to miód na uszy: klimatyczna, gotycka, często dość ciężka i surowa, ale nadająca niepowtarzalny klimat. To cały Gothic. Zbiór zalet i wad, które po prostu SĄ i trzeba je zaakceptować (czasami nawet wykorzystać, jeśli potrafimy glitchować).
źródło
Łza się w oku kręci, jak pomyślę sobie, że tyle już lat minęło odkąd po raz pierwszy zasiadłem przed komputerem, by wtopić się w wykreowany przez wyobraźnię twórców świat. Kto by pomyślał, że tak to się rozwinie, że dziś ta gra znana będzie na całym świecie? Pomimo wszystko, pamiętać należy jednak, że największą popularność zdobyła właśnie w Niemczech, w Polsce bądź w innych regionach Europy. Amerykańscy gracze wolą nieco bardziej casualowe produkcje, dlatego nie traktują Gothica tak sentymentalnie, oraz nie stawiając go na pewnego rodzaju piedestale. W moim sercu jednak zawsze znajdzie się miejsce na beztroskie zabijanie ścierwojadów, picia piwa przy ognisku i kojący wydźwięk słów "Schowaj tę cholerną broń!", gdy biegam jak Anders Breivik po obozie, wymachując swoim żelastwem. Serdecznie polecam zapoznać się bądź odświeżyć sobie pamięć o tej właśnie produkcji.

2 komentarze:

  1. Łezka w oku i mi się kreci, gdy pomyślę o tej grze :D Sama w nią nie grałam, bo po prostu jestem beznadziejna w graniu, ale brat grał i zawsze patrzyłam mu przez ramię. A Gothic często nas rozśmieszał tymi drętwymi dialogami czy absurdalnymi sytuacjami :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest właśnie nietypowe piękno tej gry :D To właśnie takie absurdy, sytuacje, które nas w pewien sposób do gry przywiązują emocjonalnie sprawiają, że takie pozycje stają się klasykami :)

      Usuń