piątek, 15 kwietnia 2016

Arcania: Gothic 4 – Miałeś, chamie, złoty róg...


Z pewnością pamiętacie mój RETRO DAY, pierwszy jeśli się nie mylę na temat Gothica? Jeśli nie, to odsyłam was TUTAJ. W każdym razie, jak każda gra, która odniosła sukces, Gothic oczekiwał następnej części i się jej doczekał. Gothic 2 z dodatkiem Noc Kruka zawojował przede wszystkim europejski rynek gier cRPG, ba! został nawet okrzyknięty najlepszą odsłoną serii. Następnie dokonał się przełom, gdyż twórcy postanowili mocno zaryzykować i wydali na świat Gothic 3, który pomimo swej przełomowej wielkości, mnogości zadań i pełnej detali grafiki kulał nieco, jeśli chodzi o ścieżkę fabularną. Fani wybaczyli jednak ten problem, bo, jak wiemy, fani potrafią wybaczyć naprawdę wiele. Mieliśmy już trylogię, a seria była rozpoznawana również poza Europą. Twórcy postanowili stworzyć część czwartą i... nastąpił rozpad. Piranha Bytes i JoWooD rozstali się. Twórca i wydawca poszli swoimi własnymi drogami z powodu nieporozumień dotyczących poprzedniej części. Jedni mieli pretensje do drugich, nie jest to jednak istotne. Ważne jest, że JoWooD postanowiło zbratać się z niezwiązaną z grami cRPG firmą Spellbound i wypuścić grę pod tytułem Arcania: Gothic 4. Czy oczekiwana przez fanów czwarta część serii przyniosła potrzebny bankrutującej firmie sukces?

Mamy do czynienia z grą cRPG osadzoną jakiś czas po trzeciej części gry. Bezimienny, główny bohater wszystkich poprzednich, zasiada na tronie Myrtany i wprowadza nowy porządek. Jego umysł, spowity ciemnością za sprawą tajemniczego medalionu, który otrzymał, sprowadza go na tory obłędu i zniszczenia. Wysyła więc wojska, by siłą i gwałtem włączały kolejne ziemie do królestwa. Jego przyjaciele, a znani fanom uniwersum rezuni, tacy jak Diego, Milten czy Gorn, zniesmaczeni i oszołomieni jego destrukcyjnym zachowaniem uciekają od niego, chowając się w różnych częściach tego rozdartego wojną świata. Tu właśnie lądujemy my. Pastuszek bez imienia z wyspy, a raczej wysepki Feshyr, nic nieznaczącej dla świata, spokojnej i cichej. Poznajemy tu kilka mało ważnych w późniejszej fazie gry postaci oraz Diego, oświadczamy się ukochanej i... patrzymy jak nasza wioska płonie, najechana przez wojenny statek Szalonego Króla. W najeździe narzeczona ginie, a nasz pastuszek poprzysięga zemstę na królu. Wraz ze swoim przyjacielem, i znaną nam postacią Diegiem wyrusza na Argaanie w celu odnalezienia Boskiej Kuźni, w której można wykuć iście... cóż, boską broń. Z jej pomocą ma zamiar pokonać króla. Mimo że wątek główny jest rzeczywiście ciekawy...

...nie jest on gothicowy. Nie zrozumcie mnie źle, odnalazłem wiele przyjemności w ogrywaniu tej gry, kiedy nauczyłem się na nią odpowiednio patrzeć. Nie jak na kolejną część gry Gothic, lecz jak na grę cRPG – po prostu. Wątek główny jest naprawdę solidny i może zainteresować, szczególnie że znajdują się w nim dość ciekawe zwroty akcji. Fabuła prowadzona jest płynnie i lekko, sposób narracji może nieco irytować gdyż po pewnym czasie odczuwamy, że opiera się to na jednym schemacie typu "Wyzbieraj mi ziemniaki na polu, a ja powiem ci, gdzie znajduje się cel x i y!". Może to nudzić, dlatego też starałem się o tym nie myśleć, gdyż psuło mi rozgrywkę. Czasami mamy również wrażenie, że gra robiona jest na siłę bądź jest niedokończona fabularnie. Czujemy, że twórcy mieli w zamyśle coś wielkiego, a wyszło niestety dzieło okrojone. Ciekawe, ale ograniczone. Najgorsze jest właśnie to uczucie, że mogło, a nawet powinno być lepiej.


Grafika była przedpremierowo opisywana jako niesamowicie piękna i immersyjna. Cóż, mam na to nieco odmienny pogląd. Przede wszystkim szata graficzna jest w tej grze dość nierówna. Nie mogę przyczepić się do szczegółowości tekstur, detali otoczenia czy też roślinności, gdyż rzeczywiście stoją tutaj na wysokim poziomie. Cholera, twórcy postarali się nawet o to, by deszcz wywoływał na naszych zbrojach i twarzach wilgoć! Jeśli jednak mówimy o modelach postaci... eh. W poprzednich częściach ze względu na ograniczenia graficzne powtarzalność twarzy była do przyjęcia, była nawet zrozumiała, biorąc pod uwagę ogrom świata przedstawionego. W tej grze jest to nie do przyjęcia. W ciągu zaledwie kilku minut zobaczyłem około trzynaście osób, które miały dokładnie taką samą twarz. Nawet te ważniejsze postaci są często tym samym modelem z dodanym wąsem czy inną fryzurą. Nie ma w tym polotu i jest niezwykle odrywające od klimatu gry. Jeśli o klimacie oraz o postaciach przedstawionych mówimy...


...to akurat to wyszło twórcom bardzo dobrze. Klimat jest podobny do poprzednich części. Mieszanka mrocznego, średniowiecznego świata z wyważonym poczuciem humoru i lekkością wyczuwalną w każdym odwiedzonym przez nas miejscu. Z ekranu wręcz kapie znajomy nam europejski koloryt, a całość uzupełnia muzyka (postanowiłem zawrzeć ją w tym punkcie  z racji na jej znikome znaczenie dla całokształtu), która nie jest może krzykiem słowiańskości czy germańskości, jak w przypadku Wiedźmina 3, ale dobrze pasuje do całokształtu.

Co mogę powiedzieć o postaciach? Właściwie to niewiele. Większość z nich jest wykreowana dobrze, rozumiemy ich motywy, ale absolutnie nie możemy się w nie wczuć. Nie mają głębi, często ich problemy mogą wydać nam się niezwykle idiotyczne i znów widać, tym razem dobitniej, że twórcy pragnęli czegoś lepszego, ale nie wyszło. Postacie udają, że miały być czymś więcej, niż są. Przypominamy sobie, że ta gra ma Gothic w nazwie dopiero, kiedy spotykamy starych znajomych, takich jak Merdarion, Gorn czy Milten. Ich dusze zostały zachowane, charaktery uzupełnione o nowe doświadczenia, oddane tak, że lepiej prawdopodobnie się nie dało. Za trzymanie się ducha serii – chociaż w tym jednym punkcie – duży plus.


Zadania poboczne oraz świat przedstawiony są... równie ograniczone i mdłe. Świat, reklamowany przed premierą jako otwarty okazał się podzielonym na obszary, dość klaustrofobicznym "światkiem", który znów tak jakby chciał nam pokazać, że "miało być więcej, ale twórcy się nie wyrobili"... tak jest przez całą tę grę. Lokacje zrobione są naprawdę dobrze. Szczegółowo, widać, że poświęcono dużo czasu, by unaocznić, co mieli w zamyśle do oddania. Gwóźdź do trumny wbijają niestety side-questy, a raczej fetch-questy, które – tak jak wynika to z nazwy – są zapychaczami i typowym "przynieś, wynieś, pozamiataj". W poprzednich częściach zdarzały się i takie, ale z jakiegoś powodu robienie ich coś mi dawało. Czułem, że mogę na tym zyskać. Ta gra niestety nie nagradza gracza. Wykonywanie zadań pobocznych czy sprawdzanie zakamarków nie daje nam żadnych korzyści.


Rozwój postaci jest prosty, ale to nie jest akurat minus. Minusem jest casualowość. W poprzednich częściach, aby nauczyć się jakiejś umiejętności, należało mieć pieniądze i znaleźć odpowiedniego nauczyciela. Tutaj robimy wszystko z poziomu jednego okienka po zdobyciu odpowiedniej ilości punktów doświadczenia.

I tu właśnie opowiem o największym problemie tej gry. Brak Gothica w tej Arcanii. Nie możemy spać, alchemia została okrojona do robienia kilku prostych eliksirów, a kowalstwo nie sprawia już żadnej frajdy, nie daje żadnej wyjątkowej korzyści. To wszystko, co nadawało Gothicowi poczucia wolności i dowolności, tutaj nie znalazło dla siebie miejsca.


Oto i Arcania: Gothic 4. Problemów z tą grą jest niezwykle dużo, ale podsumowanie ujmę w ten sposób: Arcania niezwykle mnie zaskoczyła jako solidny debiut firmy, która nigdy nie miała do czynienia z grami cRPG. Jest fabularnie ciekawa, a przedstawiony świat jest wiarygodny i wizualnie ładny. Jednak...

Gothic 4 niezwykle mnie zawiódł. Brak podstawowych funkcji swoich poprzedników, klaustrofobiczny świat, średnia fabuła i bardzo słabe zadania poboczne... Gra straciła całą swoją duszę, swoją cudowną toporność i nieprzystępność oraz wiele więcej, ale to zbyt bolesne do opisania. Gdyby Arcania: Gothic 4 była robiona bez "Gothic 4" w nazwie, to z pewnością odniosłaby sukces jako średniej klasy gra cRPG. Tak pozostaje nam jedynie nostalgiczny powrót do Gothic 2: Noc Kruka

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz