czwartek, 14 kwietnia 2016

Linia (rozczarowania) serc







Tytuł: Linia serc
Autor: Rainbow Rowell
Wydawnictwo: Otwarte







O Rainbow było bardzo głośno nie tyle przy wydaniu Eleonory i Parka, co przy Fangirl. Obie te książki budziły w czytelnikach – jak zaobserwowałam – mieszane uczucia. Zastanawiałam się nad przeczytaniem pierwszej, gdyż Fangirl od razu mnie zraziło zarówno okładką (a jak wiecie, na tym punkcie mam bzika), jak i opisem... Pomyślałam sobie, że jeśli Linia serc spełni moje oczekiwania, będę dążyć do kolejnego spotkania z autorką. Jednakże to była pomyłka, ogromna pomyłka, a Linię serc mam ochotę opisać tylko jednym słowem: rozczarowanie.

Serio, ta recenzja mogłaby się skończyć właśnie tutaj. Genialnie oddałaby treść książki... Ale nie byłaby recenzją, i tu zaczyna się problem. 
Być może to nie dla mnie. Dziwne, bo lubię opowieści o miłości, przyjaźni, trudnościach w związku... Dziwne, bo mówili mi, że Rainbow to coś dla mnie. Jednak ja oczekuję od książki czegoś, co doda jej charakteru, co sprawi, że będzie warta spędzonego czasu... Ale do rzeczy.

Georgie McCool (to nazwisko mnie strasznie denerwuje) ma około trzydziestu lat, dwie wspaniałe córki i opiekuńczego męża. Neal jest naprawdę wspaniały – zajmuje się dziećmi, domem... wszystkim, by Georgie mogła pracować ze swoim wieloletnim przyjacielem, który myśli, że jest śmieszny. W jej małżeństwie od pewnego czasu coś wisi w powietrzu, jednak nie ma czasu zająć się problemami. Zbliżają się święta Bożego Narodzenia, a Georgie dostaje nagle propozycję pracy... Ma kilka dni na realizację projektu, by jej serial mógł trafić na antenę. Kobieta postanawia zostać i zająć się pracą, gdy jej rodzina wyjeżdża na święta w rodzinne strony Neala. Wyjazd był planowany już od dawna, bilety zakupione... Jak można się domyślić, mąż był zawiedziony. Kłopoty w związku osiągnęły chyba swój punkt kulminacyjny, ale dla Georgie i tak najważniejsza jest praca. Postanawia nocować u matki, by nie wracać do pustego mieszkania. W swoim dawnym pokoju znajduje stary, magiczny telefon... Jej mąż nie odpowiada na wiadomości, ale jej chłopak owszem. 

W sumie nie wiem nawet, o kim czytałam. Georgie jest bohaterką denerwującą i pustą... Albo denerwującą, bo pustą. Nie chodzi tutaj o jej inteligencję, a o kreację. Postać stworzona bez wyrazu, bez charakteru. Ot, jest "śmieszną" kobietą od komedii. Czułam się wrzucona w kilka dni życia obcego człowieka, którego nie znam, nie rozumiem, i którego autorka poznać mi nie dała. Przez to – jak już się zapewne domyślacie – nie związałam się z nią na tyle, by czerpać przyjemność z lektury. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze Seth, jej "czarujący" (jak czytamy w opisie na okładce) przyjaciel, który miał być czarujący chyba dzięki temu, że z łatwością wyrywa dziewczyny i jest "śmieszny". We dwójkę tworzą znakomity duet, osobno nie potrafią skleić zabawnych dialogów. Przyjaźń cudowna.

Możliwe, że nie potrafiłam zrozumieć wielu scen... Albo zrozumieć nie chciałam, bo byłam już znudzona. Na przykład Noomi, jedna z córek, cały czas mówiła do Georgie "miau". Za Chiny nie mogłam zrozumieć, po co to "miau" przewijało się co kilka stron, jakby to był po prostu wypełniacz. Nie interesowały mnie też rozmowy przez magiczny telefon, które zajęły większą część tej opowieści... Nie mogę napisać więcej, bo bym spoilerowała zainteresowanym, a osobiście nie lubię, gdy ktoś zdradza mi jakieś wątki. Powiem tylko, że tak banalnego happy-endu się nie spodziewałam i nie potrafiłam przeżyć tej sytuacji w
sposób uczuciowy i emocjonalny, bo cała książka była tego pozbawiona. Nie wiem, o co tyle szumu?

Każdy medal ma dwie strony, więc w Linii serc też znajdzie się coś pozytywnego... Okładka jest świetna, ale mylna. Zapowiadała się ciekawa i lekka lektura, a dostałam bezsensowne czytadło. Językiem nie zachwyca, czułam się, jakby człowiek spotkany w autobusie opisywał mi część swojego życia. Nie mogę powiedzieć, że po pisarce jako takiej oczekiwałabym więcej, bo zapewne wiele zawdzięczam tłumaczowi, jednak usatysfakcjonowana nie jestem. Jestem rozczarowana, powtarzam się. Głównie dlatego, że jeszcze żadna książka Wydawnictwa Otwartego mnie nie rozczarowała, a mam ich naprawdę wiele (kto mnie obserwuje na Instagramie, mógł już zauważyć) i są znakomite. Jednak musi się znaleźć wyjątek, by potwierdzić regułę. Osobiście odradzam tę książkę... Ja zanudziłam się na śmierć. Jednak może komuś przypadnie do gustu, nie wiem tylko, komu.

PS: Znalazłam kilka fajnych cytatów, więc pojawią się one w niedalekim Asie na stronie.

9 komentarzy:

  1. Denerwująca i głupia główna bohaterka - ach, jakże ja takie lubię!

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiesz Co Ci powiem? Chcę przeczytać tę książkę, bo zbiera skrajnie różne opinie, musze wiedzieć po której stronie się opowiedzieć :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie właśnie te skrajnie różne opinie intrygują, ale takie czytadło to chyba ponad moje siły :) Miau :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja czytałam Fangirl, było nawet ok, ale wcale mną nie wstrząsnęło i nawet nie powiedziałabym z czego składała się tam fabuła.

    OdpowiedzUsuń
  5. Współczuję rozczarowania, o Rowell jest głośno fakt, o tej książce też było, ale za dużo pozytywnych recenzji się nie naczytałam, marnowanie czasu na nudne pozycje i denerwujących bohaterów... Co to to nie ;)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. To chyba raczej nie dla mnie, wypisuję z listy "muszę mieć" - dziękuje za kilka słów o niej :)

    OdpowiedzUsuń
  7. No cóż czytałam i dla mnie się spodobała. Ale jak przy każdej książce są różne opinie 😊

    OdpowiedzUsuń
  8. Wydaje mi się, że zdania o książkach Rowell są podzielone - jedni uważają, że pisze coraz lepiej, inni, że gorzej. Mnie na przykład bardzo podobała się Eleonora i Park, Fangirl była całkiem fajna, ale bez szału i nie rozumiem szumu, który wokół niej robią, a do Linii serc to mnie w ogóle nie ciągnie... Zwłaszcza po Twojej recenzji, raczej nie sięgnę po tę książkę.
    Pozdrawiam
    Muminek
    ksiazkowa-dolina.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. A wyobraź sobie, że na blogach, które śledzę nie spotkałam się z pochwalnymi opiniami na temat tej książki. Opinia albo "bez szału", albo "po prosty nudna". No cóż, każdemu się może powinąć noga^^

    OdpowiedzUsuń