sobota, 9 kwietnia 2016

RETRO DAY – The Elder Scrolls III: Morrowind

Źródło
W kolejnym RETRO DAY chciałbym wam przedstawić grę, która wskazała mi kierunek, w jakim powinni udawać się twórcy, tworząc otwarty, przepełniony surowością i chłodem świat. Dziecko studia Bethesdy Softworks, The Elder Scrolls III: Morrowind to gra cRPG wydana w roku 2002 i jest już, jak sam tytuł wskazuje, trzecią częścią serii The Elder Scrolls (Wyszły do niej również dwa dodatki, Tribunal oraz Bloodmoon). Co rozwijają przed sobą Starożytne Zwoje? Zanurkujmy w ten świat raz jeszcze.

źródło
Jako że cykl ten nie opiera się na recenzjach jako takich, a jedynie garści przemyśleń, wypunktowań wad i zalet, to nie będę się zbytnio rozpisywał. Akcja dzieje się na wyspie Vvardenfel, nazywanej przez większość świata po prostu Morrowind. Trafiamy tam jako więzień, który nie pamięta, za co trafił na cumujący w Seyda Neen statek, bez żadnych umiejętności, które dają nam gwarancję przeżycia w tym niegościnnym, chłodnym świecie. Tak jak każda gra tego studia Morrowind nie skupia się na głównej linii fabularnej (choć w mojej skromnej opinii ta część ma ją na prawdę solidną, pomimo, rzecz jasna, jej prostoty), dając nam setki zadań pobocznych oraz różnorakich aktywności: gildii, jaskiń do zwiedzenia, potworów do ubicia i tak dalej i tak dalej.

Zwoje... były od zawsze nastawione na dawanie graczowi praktycznie nieograniczonej niczym swobody. To my decydujemy gdzie pójść, co zrobić oraz jak do danego zadania podejść. Brzmi bajecznie, prawda? Niestety, kończy się to na jedynie podstawowych czynnościach, gdyż gra jest liniowa. Mamy znikomy wpływ na cokolwiek, na tok fabuły nie mamy go wcale. Po prostu poszczególne grupy ludzi zmienią swoje szeregi czy nastawienie do nas – i to tyle. Czy narzekam? Gdzieżbym śmiał! Jestem dojrzałym graczem i nauczyłem się niektóre gry akceptować. Stara formuła Bethesdy... sprawdza się co i rusz, gdyż Morrowind jest niezwykle grywalny, potrafi naprawdę wciągnąć, pomimo pokracznej, jak na dzisiejsze czasy, grafiki. Skoro mówimy już o stronie wizualnej...
źródło
... to gra z pewnością nas niczym nie zachwyci. Mamy 2016 rok i taka grafika po prostu nie robi już na nikim wrażenia. To nie jest jednak ważne. Ważne jest to, jak zostały zaprojektowane lokacje, świat jako taki. Moi mili, mamy tu do czynienia z bardzo surowym, chłodnym kolorystycznie otoczeniem, a nieco archaiczna już grafika zamieniła tę grę w bardzo klimatyczną, ale też odstręczającą niektórych, na przykład młodszych graczy. W dzisiejszych czasach nawet horrory bywają dziwnie kolorowe, gracz przygotowany jest raczej na pogodne nastroje w swojej wirtualnej rozgrywce. Z autopsji wiem, że Morrowind może odepchnąć młodszych właśnie swą ponurą szatą graficzną i skomplikowanym, splecionym w sieci powiązań i nawiązań światem.

Jedyną rzeczą, która trzymała mnie za dzieciaka w postanowieniu przejścia tej gry, była muzyka, którą nucę nawet teraz, gdy piszę ten tekst. Niezwykle klimatyczna, przepełniona znajomymi już z poprzednich części motywami i wzbogacona o głębokie, spokojne nuty, które idealnie odwzorowują dwulicowość tego świata, jego niby-idylliczną formę, za którą kryje się niewypowiedziana groźba i niesprawione zło.
źródło
Walka nie jest może niesamowicie płynna, ale jest na tyle dynamiczna, byśmy nie zasypiali przed monitorami. Jest dobrym przerywnikiem podczas zwiedzania rozległej wyspy Vvardenfel. Należy jednak pamiętać, że sterowanie jako takie było projektowane w dawnych czasach, w których studia nie były w stanie idealnie odwzorować ludzkich ruchów oraz reakcji na różnorakie sytuacje, dlatego też Starożytne Zwoje wyglądają dość... sztywno. Dzięki fanom i narzędziom modderskim ta gra jednak żyje, a na różnorakich forach wciąż tworzone są modyfikacje naprawiające błędy gry, poprawiające (BARDZO poprawiające) grafikę, czy też dodające funkcje, o których twórcy nie pomyśleli. To właśnie wskazuje nam, jak wielką miłością fani obdarzyli tę produkcję.

Żyjemy w świecie, gdzie twórcy na siłę pomagają graczom w każdej sytuacji. Zadania oznaczone na mapach, tzw. questmarki, są utrapieniem wielu oldschoolowych fanów. Mamy też różnorakie podświetlenia przedmiotów, przypominajki... twórcy zachowują się dzisiaj, jakby pokolenie graczy było głupie. Pamiętam doskonale, jak to wyglądało w przypadku tej gry.
Blablabla, jaskinia leży na północny wschód od miasta Balmora.
To zazwyczaj jedyna wskazówka odnośnie do miejsca, które mamy odwiedzić. Podany jest kierunek, resztę zrób kochasiu sam. Za to właśnie pokochałem tę grę i jestem pewien, że i wy ją pokochacie z chwilą, gdy zejdziecie na ląd wyspy "Wiatru jutrzenki" (Morrowind – luźne tłumaczenie). 

3 komentarze:

  1. Ach, prawie całe gimnazjum spędziłem nad tą grą. Rzuciłem dopiero wtedy, gdy szlag trafił mi dysk, a byłem jeszcze za głupi na tworzenie backupów. :P Straciłem wszystkie możliwe save'y, w tym również główny - dobiłem do ponad setnego poziomu postać. To chyba wyjaśnia ile tak naprawdę czasu nad Morrowindem potrafiłem spędzić. :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Stara gierka, która przyciągnęła mnie na wiele godzin. Pamiętam, że kupiłem ją w Xstra klasyce, jednakże nigdy nie przeszedłem głównego wątku, jednak miałem wiele GB modów ;)

    OdpowiedzUsuń