sobota, 2 kwietnia 2016

RETRO DAY – Noce Nigdyzimy


Zapraszam do świata Fearun. Świata targanego niepokojami, jednak nie tak przerażającymi i ostatecznymi jak koniec świata, a nieco bardziej lokalnymi... przynajmniej z początku. W dzisiejszym RETRO DAY chciałbym przypomnieć i sobie i wam pewną starą, ale w pewien sposób innowacyjną i niezwykłą grę, która podbiła serca fanów na całym świecie. Jest to dzieło studia BioWare, poznaliśmy ich umiejętności przy wcześniej recenzowanej przeze mnie grze Dragon Age: Początek. Moi mili, oto Neverwinter Nights. Mamy więc do czynienia z wiekową już grą cRPG, wydaną w roku 2002. W Polsce była to data 20 listopada, tak by być rzetelnym recenzentem.


Dlaczego akurat ta gra? Na przykład dlatego, że jako jedna z pierwszych wprowadza trawę ruszającą się na wietrze, zaanimowaną a nie jedynie "naklejoną" na tło w całości zaprojektowane w 2D. Dodatkowo jest ona zrobiona na podstawie leciwego, tym bardziej wartego przypomnienia, systemu D&D, który pomimo swojej mozolności i niedoskonałości naprawdę chwyta za serce, o ile jest się tak sentymentalną bestią, jak ja. Była ona wyjątkowa kiedyś i jest taka nadal, gdyż swoją grywalnością zdecydowanie góruje nad innymi tytułami swojego gatunku. Niby zamknięty świat, niby nieskomplikowana (aczkolwiek niezwykle intrygująca) fabuła i kanciaste, jak na dzisiejsze standardy, postacie, a jednak czuć w niej coś na tyle magnetyzującego, że wielokrotnie spotkałem się z jej uwielbieniem nawet przez młodszych użytkowników, którzy – jak wiemy – w większości dzisiejszych produkcji szukają jedynie widowiskowości.


Tak jak mówiłem – fabuła skomplikowaną nie jest. Ma jednak wiele subplotsów, historii dodatkowych, które sprawiają, że staje się niezwykle intrygująca. Na przykład podam wątek paladynki boga Tyra, Lady Aribeth. Nie pytajcie – sprawdźcie sami. Ogólnie to sytuacja wygląda tak, że jesteśmy wielce szanownym i uzdolnionym adeptem tak zwanej Akademii Bohaterów (ta nazwa zawsze wydawała mi się niezwykle... pospolita), której celem jest przede wszystkim bronienie Neverwinter i jego mieszkańców. Postać możemy, rzecz jasna, zrobić sami, wybierając spośród siedmiu ras i jednej podrasy, a także multum klas postaci. Widzicie, Neverwinter to miasto. Nie było wtedy NFZ (w sumie dobrze, bo z takimi obostrzeniami prawnymi nawet sto Akademii Bohaterów nie dałoby rady) i ludzie bardzo często umierali na ulicach z powodu zarazy czy innych krzywych uśmiechów losu. Na miasto spadła zaraza o nazwie Wyjąca Śmierć. Uroczo? Odpalcie grę i pooglądajcie sobie stosy trupów na ulicach. Sytuację w mieście można więc opisać jednym, zgrabnym słowem – zła. Na całe szczęście do Akademii sprowadzono wszelakie dziwaczne stworzenia, takie jak kot Jarosława Kaczyńskiego czy kuce Korwin-Mikkego, które mają pomóc (a raczej ingredienty z nich pozyskane) w wyleczeniu okropnej zarazy. Razu pewnego, o zgrozo, zostają one jednak porwane, a uczniowie Akademii w większości wybici. Przebijając się przez zastępy wrogów, przeżywasz atak na Akademię i na polecenie wyżej wymienionej paladynki Tyra szukasz sprawców ataku porwania i samych porwanych zwierząt. Wyobraź sobie, drogi czytelniku. smutek malujący się na mikrym pyszczku kota Prezesa. To da Ci motywacji, by go odnaleźć.

O grafice to nie ma sensu zbyt wiele mówić, gdyż – tak jak wspominałem – była ona innowacyjna wiele lat temu (cholera, jak na 2002 rok, to jest naprawdę dobrze) i pomimo dużych wymagań obecnych graczy nadal trzyma wysoki poziom – nie mogę przyznać, że da się przystanąć w mieście i podziwiać widoki, jednak ten aspekt trzyma się naprawdę solidnie. Nie mamy tutaj oczywiście czegoś takiego jak animacja twarzy i temu podobne dodatki. Są to wynalazki przyszłości. Niedalekiej, ale jednak. Pozwolę sobie wspomnieć również o walce. Jest ona turowa, co znaczy, że aby zadać cios, należy odpowiednią chwilkę poczekać. Starcia tracą przez to na widowiskowości i dynamiczności, ale zyskują za to na taktyce. Czujemy, że jesteśmy traktowani poważnie podczas walki, możemy za pomocą aktywnej pauzy na spokojnie przemyśleć swoją sytuację i wyciągnąć nawet najbardziej przegrane starcia. Oczywiście – nie każdego musi to bawić, sądzę wręcz, że taki typowy "dzisiejszy gracz" mógłby nawet przysnąć. Zdarzają się oczywiście "chore" odstępstwa od normy, jak ja, które przyjmują koncepty takimi, jakie są.


Neverwinter Nights to gra, z którą nie mam aż tak wielu wspomnień. Przeszedłem ją kilka razy, niezwykle ją szanuję, a także bardzo lubię do niej wracać, ale nie zapisała się ona w mojej pamięci jako ścisły kanon. Jeśli jednak nie znacie jej oraz sequelu, o którym niedługo usłyszycie, to z całą pewnością powinniście nakierować swoje plany na Neverwinter. To miasto was potrzebuje! 

Miłej zabawy!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz