wtorek, 5 kwietnia 2016

Wyprawa we wszechświat – opowiadanie

Dziś chciałbym zaprezentować wam jedno ze swoich opowiadań, stworzone na wzór dziennika pokładowego. Pracą tą wygrałem jakiś czas temu konkurs z książką Sześć światów Hain Ursuli K. LeGuin i uznałem, że warto się nią podzielić.


Miłego czytania! 



[10.12.2450] Robert Bury, dziennik, Wpis 1

Nasza galaktyka w końcu umrze. To akurat naukowo stwierdzony fakt. Nasze Słońce powoli, oczywiście dla nas, w tym momencie niewidzialnie umiera, wygasa, i za kilka milionów czy może nawet tysięcy lat zmieni się w brązowego karła, by później stać się w czarną dziurą i… zniknąć. Zniknąć zsyłając śmierć na naszą planetę i na planety w całym Układzie Słonecznym. Nic nie możemy poradzić? Zapisałem się na ochotnika do Akademii Astrologii i Kosmonautyki w Virginii. Czuję śmierć w kościach... wszyscy ją czują. Z każdym rokiem jest odrobinę zimniej, z każdym rokiem coraz częściej mamy do czynienia z klęskami żywiołowymi. Czuję, jak chłodne i kościste ręce zaciskają się na mojej szyi, a Kostucha uśmiecha się, kierując głowę spowitą w płowy kaptur w stronę tego cichego mordercy – Słońca. Jego promienie z każdym latem zabijają tysiące osób... udary to dziś już nic specjalnego. Kolejny trup, kolejny, nikt nawet się nie dziwi. Nekrologi ścielą się gęsto, jak niegdyś żyto na zajętych teraz przez kolejną fabrykę polach. Ten świat umiera... może powinien?


[05.06.2455] Robert Bury, dziennik, Wpis 2

Udało się, jasna cholera! Zaliczyłem wszystkie szkolenia, przeszedłem nawet dodatkowe testy i zostałem skierowany na misję. Oczywiście muszę uzbroić się w cierpliwość, gdyż z tego co słyszałem, konkrety będą dopiero za kilka lat. Kroi się coś grubego. Podniecenie ściska mi gardło, ale strach nadal mu nie ustępuje. Nie mam pojęcia, co to będzie konkretnie, ale jestem ciekaw i na razie nic nie zepsuje mi tego humoru. Maja zaprosiła mnie do restauracji... jest taka słodka. Chyba mnie lubi. Myślę, że powinienem pomyśleć o przyszłości, skoro mam ją już względnie ustawioną. Marzenie z dzieciństwa i wielkie pieniądze? Wchodzę w to! Teraz jednak zajmę się Mają... gdzie ja miałem ten garnitur?


[12.12.2458] Robert Bury, dziennik, Wpis 3

36 lat i ożenek! Cierpliwy byłem, ooooj, cierpliwy. Nawet dziennika nie prowadzę jak normalny człowiek, a co kilka lat. Coś mnie od niego odrywa. O, właśnie! Maja jest w ciąży, warto to nadmienić. Lekarz w drugim tygodniu ciąży stwierdził, że to będą bliźniaki! Ze śmiechem wspominam słowa dziadków, opowiadających tę samą historię sprzed kilkuset lat, gdy nasi przodkowie musieli czekać miesiącami aby poznać płeć swojego dziecka – to musiała być udręka! Czuję jeszcze większą radość, niż w momencie zaliczenia Akademii. O misji nadal ani widu, ani słychu, chociaż pieniądze wpływają na konto co miesiąc, jako że służę państwu. Czuje się jak pasożyt, żerujący na zdrowym... cóż, niegdyś zdrowym organizmie. I tak w sumie nie przepadam za Republiką Zjednoczonych Narodów, więc jeśli chodzi o mnie to im więcej pieniędzy mam ja, a im mniej politycy z Rady Narodów Zjednoczonych, tym lepiej. Zajmę się swoim dzieckiem, wychowam je na wielkiego człowieka... byleby tylko Maja unikała słońca..

[01.03.2463] Robert Bury,dziennik, Wpis 4

To ten dzień. Ostatni pocałunek Mai i pogłaskanie Anny i Wiktorii po tych ich małych blond główkach, i znikam. Ocieram łzy żony, dlaczego płacze? Czy nie widzi, jak wielką mamy szansę? Co mogę zmienić? Szkoda, że wyłysiała. Efekt działania słońca... Dobrze, że dzieci są w pełni zdrowe i nie urodziły się poparzone tak, jak sąsiadowi. Peruka tak pięknie na niej leży, wygląda jak niegdyś a jednak... nie uśmiecha się już tak często. Widać na każdym z nas życie odcisnęło swe piętno. Dzisiejszego dnia mam udać się do jednostki, gdzie poznam resztę swojej drużyny. Cel jest prosty, aczkolwiek bardzo, ale to bardzo ważny. Musimy znaleźć najszybszą i najbezpieczniejszą drogę do Galaktyki Andromedy i przedostać się do tejże, po czym wrócić. Pamiętasz, dzienniku mój pierwszy wpis? Nasz świat umiera. Słońce umiera. Niesamowicie szybko gaśnie, i choć rzeczywiście jego moc słabnie, to promienie docierające na naszą planetę są spaczone, co powoduje oparzenia, udary, choroby oraz mutacje.. musimy coś zrobić. W jednostce spotykam ich. Vlada Onotriporienke, który każe zwracać się do siebie po nazwisku, Vernice Hilder, w której oczach widzę więcej żaru niż w słońcu sprzed kilkuset lat oraz karła o ksywce Olbrzym. Ha-ha... bardzo śmieszne. Wyśmiewanie swych wad i tak dalej, a jednak dość żenujące i przewidywalne. Chłop ma jednak krzepę, może nie będę mu o tym wspominał? 

[07.02.2465] Robert Bury, dziennik, Wpis 4

Dwa lata komunikacji przez Interkom z moją rodziną, oraz dwa lata drakońskiej diety, zajęć grupowych z resztą załogi i oczekiwanie. Oczekiwanie, które mnie zabijało. Nie jestem już najmłodszy, a doskonale wiem, że moja podróż może potrwać naprawdę długo. To jednak ten dzień. Wsiadamy wszyscy na pokład HLTG-244, statku kosmicznego z tego najnowszego sortu i rozpoczynamy misję, która może odmienić losy reszty ludzkości. Cholera. Nie tak wyobrażałem sobie to wszystko, to zbyt duży bagaż emocjonalny. Nie mogłem pożegnać nawet dzieci i mojej Mai. Widziałem je tylko przez szybę. Po chwili widziałem tam jedynie pustkę i odległe gwiazdy. Vlad naprzeklinał się przy starcie aż miło, za co został zganiony przez Vernice. Olbrzym... zasnął. Najwidoczniej na każdego to działa inaczej.

[05.02.2478] Robert Byy, dzni#k,Wpis#

Działa to, do jasnej cholery czy nie?! Tu Robert Bury. Powtarzam, Robert Bury! Zostałem sam na pokładzie HLTG-244, gdyż reszta mojej drużyny udusiła się z nieznanych mi powodów przy przekraczaniu prędkości nadświetlnej. Sam również zostałem ranny, Vlad zaatakował mnie, gdy odmówiłem powrotu na Ziemię. Zabiłem go... pomimo samoobrony wiem, co mnie za to czeka, gdy wrócę. Jestem w miejscu, które może być kluczem do naszej misji. Jakim kosztem przypłaciliśmy jednak to zwycięstwo... Dziurka Robaczków, bo tak nazwę to miejsce, to element przestrzenny wypełniony czarną materią, jak mniemam. Nie działa tu żadna konkretna siła grawitacji, a jakaś inna. Będę zaraz przechodził w nadświetlną, wprost do Andromedy. Boże... obym tylko dotarł. Wskaźniki pokazują mi, że na Ziemi jest 2478 rok. Nadal więc wszystko jest w normie, nic się nie stało. Tak bardzo chciałbym poczuć skórę Mai... tak bardzo chciałbym porozmawiać z córeczkami. Nie mogę. Muszę skupić się na misji. Misji...

[05.#######.2480]Robert #######,dz#,Wpis19

Dziennik przestaje działać, ale udało się. Dotarłem do galaktyki Andromedy. Przesyłam swoje współrzędne do Ziemi. Coś się ładuje, ciężko mi stwierdzić bo krew zachodzi mi oczy. Skończyły mi się bandaże oraz żel medyczny, a rana ciągle krwawi i krwawi. Tak bardzo chciałbym ostatni raz zobaczyć Maję. Udało mi się. Udało mi się znaleźć lepszą przyszłość dla niej i dla reszty ludzi Gaji. Tak brdzo chclbym j zobaczycssaasccascas. Czuję, jak osuwam się z pulpitu sterowniczego. Dane zostały przesłane i Boże, proszę, aby rzeczywiście dotarły. Tu Komandor Robert Bury z załogi HLTG-244. Powiedzcie moim bliskim, że ich kocham. Ku chwale############################################








Komandorze Bury? Tu Centrala! Mamy rok 2790. Współrzędne odebrano. Słyszycie? KOMANDORZE?

1 komentarz:

  1. Podziwiam :) Ile razy próbuję coś napisać - opowiadanie czy może nawet coś dłuższego - to po chwili przypominam sobie, że jestem wybitnie ścisłym umysłem ;)

    Bookeaterreality

    OdpowiedzUsuń