poniedziałek, 16 maja 2016

Overwatch czy jednak Over hyped?

źródło
Między piątym a dziewiątym maja odbyły się beta testy, o których dowiedziałem się, z niezbyt wielkim zainteresowaniem, dzień po oficjalnym ich rozpoczęciu. Byłbym nie ściągał tej produkcji, gdyby nie fakt, że jako autor tego bloga odczuwam obowiązek bycia na bieżąco w świecie gier z różnych gatunków. Trzymając się właśnie tej myśli, dnia szóstego maja bieżącego roku pobrałem grę Overwatch autorstwa Blizzard Entertainment z ichniej platformy BattleNet... Co też zobaczyłem i jakie wnioski wyciągnąłem?
źródło


Pierwsze, co zobaczyłem, to niezwykle pospolity i typowy samouczek, w którym zaprezentowano mi podstawowe funkcje gry jedną z postaci – Żołnierzem 76. Strzelanie ciągłe – lewy przycisk myszy, potężny strzał – prawy przycisk myszy. Dodatkowe zdolności na klawiszach Shift i E oraz ładujący się wraz z postępem w rozgrywce pasek umiejętności "ultimate" – Q. Niby proste i mało wciągające, ale, jak się okazało, to tylko wina kiepskiego samouczka.

Widzicie, w grze do dyspozycji mamy dwudziestu jeden bohaterów, z czego każdy z nich ma osobne umiejętności i zastosowanie w rozgrywce. Osobiście najbardziej przypadł mi do gustu Żniwiarz, którym za pomocą dwóch pistoletów niosłem śmierć gdzie tylko stanęła moja noga. Jego umiejętność kończąca, którą zwykłem nazywać "Danse macabre" to istny majstersztyk i doskonale sprawdza się w nawet najcięższych momentach gry.

Gra jest nastawiona na team play, dlatego też najlepsza zabawa jest ze znajomymi, którzy wraz z tobą rozsądnie dobiorą postać z każdego niezbędnego do zwycięstwa drzewka: tank, obrońca, atakujący i wsparcie. By drużyna była pełnowartościowa, należy mieć postać z każdego z tych koszyków. Co jednak zaobserwowałem w samej rozgrywce? Niezwykłą płynność i dynamikę potyczek. Mecze w Overwatch nie trwają zbyt długo, gdyż jeden to około siedem minut ciągłej rozgrywki. To właśnie jest duża zaleta Overwatch: niezobowiązująca i niezwykle płynna gra. Nie ma tu miejsca na nudę, ale niestety nie ma też miejsca na zbyt intensywne myślenie. Mimo ciekawych "koszyków" (jak już wspomniałem) nie ma tu możliwości zaplanowania skomplikowanej taktyki czy też myślenia nad swoimi posunięciami. Są tylko ludzkie "skrypty" w stylu "Jestem ostrzeliwany od przodu, spróbuję go zajść z boku". Nigdy nie czułem, że drużyna jest mi niezbędna w celu wykonania jakiejś świetnej akcji. Jedynie supporty w pewien sposób czynią rozgrywkę drużynową, gdyż ich pomoc jest często nieoceniona, by wyciągnąć resztę oddziału z dołka. Twórcy poświęcili taktykę na rzecz udynamicznienia rozgrywki. Nie uważam tego za wadę i bardzo możliwe, że to brak dobrej drużyny przesądził o takim a nie innym postrzeganiu tego aspektu.

Co jednak ważniejsze – gra się naprawdę dobrze. Potrafiłem usiąść w sobotę i grać nawet kilka godzin (a skoro mecz trwa siedem minut, pomyślcie sobie, ile ich rozegrałem) bez najmniejszej ochoty na oderwanie się od monitora. Każda postać dzięki szerokiemu wachlarzowi umiejętności i zastosowań niesie nam ogromne pole do popisu, a odkrywanie kolejnych ich funkcji cieszy i satysfakcjonuje. System "Best play of the game" pojawiający się po każdym meczu nie działa jeszcze idealnie, ale jest ciekawym rozwiązaniem pozwalającym nam uczyć się od lepszych graczy robiących prawdziwe cuda na polu bitwy.

Można też, rzecz jasna, narzekać na to, że niektóre postaci są słabo zbalansowane i o wiele potężniejsze od innych, co niezwykle psuje rozgrywkę, ale rzecz ta dotyczy każdej gry multiplayer, która stawia na wielopostaciowość i zostanie to z pewnością naprawione (mówiąc językiem branżowym – czeka je nerf).
źródło
Grafika to kwestia gustu, a ta niezwykle mi się spodobała. Może dlatego, że powoli męczą mnie gry stawiające na wierny realizm graficzny? Nieważne – ważne jest to, że komiksowość i przerysowanie postaci oraz reszty modeli to niesamowicie przyjemna odskocznia od arcypoważnych produkcji, z którymi ostatnio mamy do czynienia. Grafika jest schludna, efekty na prawdę świetne, ale nie natarczywe, tylko płynnie wrzucone do kotła, jakim jest Overwatch.

Zauważyłem, tak nieco abstrahując, że robi się ze mnie delikatny (tfu!) hipster, jeśli chodzi o grafikę. Powoli męczą mnie przepompowane produkcje AAA+, które stawiając na super-hiper-ultra realistyczną grafikę, zapominając o tym, że gra to coś więcej niż... to. Rozumiem też osoby, które odstrasza grafika, która wychodzi poza ramy ustawione przez większość rynkową. Są po prostu nauczeni odbierania gier nietypowych w taki sam sposób, w jaki odbiera się nietypowych ludzi: z ciekawością, ale zarazem pewną dozą alienacji wymierzonej w tę właśnie osobę.

Powracając jednak do tematu – tak grafika, jak i muzyka tej gry nadają jej dynamicznego i szybkiego, ale zarazem nienatrętnego i przyjemnego w odbiorze rysu. Sprawiają one, że czujemy profesjonalizm wykonania, ale nie dławimy się zanurzeni w pompatyźmie produkcji. Gra jest od fanów dla fanów – pełna humoru, odniesień i wartkiej akcji. Za to ma ode mnie na prawdę dużego plusa.
źródło
Problemy techniczne możecie wziąć sobie w nawias, gdyż jest to beta, a więc nie powinienem się za bardzo przejmować. Po to jednak są beta testy, prawda? By gracze grę sprawdzili i ocenili jej wady ORAZ zalety. Największym minusem technicznym gry Overwatch są jej serwery. Jak widać nie zostały one przygotowane z myślą o tak wielkiej ilości ludzi i często występowały na niej niezwykle silne lagi UNIEMOŻLIWIAJĄCE normalną rozgrywkę. Mam nadzieję, że problem ten zostanie jak najszybciej naprawiony, a gra nauczy się swobodnie oddychać, gdyż wielokrotnie miałem wrażenie, że dusi się z taką ilością graczy, których przyniosła beta (a po oficjalnej premierze, która odbyła się 12 maja, liczba ta tylko wzrośnie). Martwi mnie to, gdyż już wielokrotnie pomimo rozmiaru problemu podczas beta testów wydawcy nie naprawiali ich w późniejszym terminie.

Mógłbym też ponarzekać na wymagania sprzętowe i to, że jak na grę o pomimo wszystko niezbyt obciążającej szacie graficznej, są one wysokie, ale mój komputer poradził sobie naprawdę dobrze. Wiem jednak, że mogło być lepiej i wielokrotnie miałem wrażenie, że się delikatnie dusi w niezbyt wymagających momentach rozgrywki, co świadczy o niedokładnej optymalizacji kodu. Martwią mnie gracze o słabszych parametrach sprzętowych, których spora część będzie musiała obejść się smakiem. Cóż – takie są prawa rynku, który wyznacza co rusz nowe technologie, za którymi niezwykle ciężko nadążyć.

Prawdą jest, że pomimo kilku mniejszych i jednego większego problemu z serwerami nie natknąłem się w Overwatch na żadne techniczne niedogodności, które zepsułyby mi zabawę, a to chyba najważniejsze, prawda?
źródło
Podsumowując – to był na prawdę udany weekend z grą Overwatch. Smutny był dzień, gdy podczas ładowania się gry wyskoczył komunikat o zakończeniu beta testów. Instynktownie sięgnąłem po swój portfel, gdy zobaczyłem polską cenę krzyczącą do mnie o zakup z każdego miejsca w internecie – 200 zł. Gra, choć naprawdę świetna, moim zdaniem nie zasługuje na tak wygórowaną cenę...

Ale do rzeczy – Blizzard spisał się świetnie w gatunku, z którym nie miał jak dotąd ściśle do czynienia. Studio stworzyło grę, która łączy nikłe elementy taktyczne z wartką i płynną rozgrywką, nakręcaną przyjemną i nienatrętną oprawą wizualną. Gra nie jest bez wad, a niektóre z nich niepokoją i każą mi zastanowić się nad jej przyszłością, ale jak na razie jest wyraźnie jasna. Serdecznie zachęcam, o ile wasz portfel jest naprawdę ciężki, do zapoznania się z grą i wyrobienia własnej opinii. W mojej ocenie zasługuje ona na mocną czwórkę plus na pięć szkolnych ocen.

A teraz, skoro skończyłem, pójdę raz jeszcze przeliczyć zaskórniaki... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz