czwartek, 23 czerwca 2016

Seria gier Batman: Arkham – gry, które dały mi pasję!

Są takie serie gier, które choć nie obijają się zbyt szerokim echem na świecie, to jednak niosą ze sobą kawał deweloperskiego kunsztu. Gry te, choć w mej opinii nieco niedocenione, sprawiają, że moje serce głośniej i mocniej bije, a umysł pogrąża się w rozmaitych przemyśleniach pobudzając wyobraźnię, wzbudzając zainteresowanie czy też... pasję. U mnie tą "podarowaną" pasją są komiksy.

A wszystko zaczęło się w magicznym dla gier komputerowych roku 2009, w którym to na świat przyszła gra studia Rocksteady opowiadająca przygody jednego z najlepszych superbohaterów w komiksowym świecie. Riddle me this! Zgadza się! Mam na myśli grę Batman: Arkham Asylum oraz dwie następujące po niej części Batman: Arkham City i Arkham Knight. To właśnie ta seria jest bohaterem dzisiejszego wpisu. Czy awansujemy ją jednak do rangi superbohatera? Zobaczymy!

W tej grze to Joker organizuje nam dawkę dobrego humoru... kto by pomyślał?! 

Kanonicznie nie znaczy statycznie!


Na wstępnie warto wspomnieć, że świat, w którym osadzone są gry, stoi na wyraźnych fundamentach znanych wszystkim fanom przygód Człowieka Nietoperza. Gry opisane są na kanwie mocno kanonicznego dla wielu fanów Batmana Zabójczego żartu. Widać to zwłaszcza, gdy dowiadujemy się czegoś o córce Gordona, niejakiej Barbarze Gordon, znanej też jako Batgirl. Jeździ ona na wózku, co jest oczywiście efektem brutalnego ataku Jokera w wyżej podanym komiksie. Widać, jak silnie gry połączone są z tym właśnie komiksem również w innych momentach, ale odkrycie ich pozwolę sobie pozostawić graczowi.

W tymże akapicie wspomnę również o klimacie, gdyż moim zdaniem to on był prowodyrem mojego zafascynowania komiksami jako takimi. Należy nadmienić, iż gry są genialnie wyreżyserowane, "poukładane" i wymyślone. Niezwykle wiernie trzymają się tej typowej dla komiksów o Batmanie nowej ery brutalności i mroku. Na każdym kroku pokazują nam, że pomimo kilku wątków humorystycznych to już nie jest ten sam B-Man, co z lat siedemdziesiątych. Sielankowość odrzucono na rzecz odwzorowania brudu, zła miasta i osób, z którymi nasz bohater musi się mierzyć. Muzyka, którą sprezentował nam Nick Arundel, Ron Fish, a w trzeciej odsłonie David Buckley, jest doskonale dopasowana, pompatyczna, jak przystało na grę o superbohaterach, ale również niezwykle mroczna, pełna atmosfery uciekającego czasu i powagi zadania, nad którym nasz Mroczny Rycerz główkuje. Klimat jest bardzo ciężki, momentami nawet delikatnie przytłaczający, ale nigdy na tyle, byśmy musieli ze zmęczonym oddechem kończyć grę. Kolejną jej zaletą bowiem jest niezwykła grywalność.

Właśnie zmierzałem na imprezę, którą wyprawia Joker. To na pewno nie jest pułapka! 

Grywalne, ale czy nie zbyt wypchane? 

Skoro znaleźliśmy się już na etapie opisywania rozgrywki, to trzeba wspomnieć, że Batman, każda jego część, jest grą akcji/zręcznościową/przygodową, a więc delikatną mieszanką kilku gatunków i typów rozgrywki. Mogłem obawiać się przegięcia ze świeżością przed premierą, ale krótko po zrozumiałem, że to nieuzasadnione. Seria o Mrocznym Rycerzu jest niemiłosiernie grywalna za sprawą ogromu funkcjonalności pobocznych, jakie możemy tutaj wykonać. Od i prostych, i skomplikowanych łamigłówek Riddlera, przez uganianie się za skradzionym środkiem Tytan, aż po wciągające zadania poboczne, w których poznajemy kolejne ważne dla tego uniwersum postacie. Gry z serii Arkham nie pozwalają się nam nudzić. Oczywiście ktoś mógłby ponarzekać na powtarzalność lub monotonię wykonywania zadań czy też przemieszczania się po, bądź co bądź, dość zamkniętej strukturze świata, ale ja nie dostrzegłem tutaj żadnych minusów. Aktywności są doskonale dopasowane do rozmiaru prezentowanego nam świata gry i ani nie nudzą, ani nie przygniatają złożonością i ilością.

Przez dwie pierwsze części przez świat przedzieramy się za pomocą własnych stóp i szybowania nad obiektami, zaś w trzeciej, kulminacyjnej dla serii, mamy też możliwość poruszania się Batmobilem. W żadnej części zaś nie poczułem monotonii związanej z przemieszczaniem się, a to za sprawą walki, którą serwowano mi zawsze w drodze do celu. Batman, który efektywnie tłucze swoich antagonistów, każąc graczowi myśleć nad ruchami, być uważnym, ale także pozwalając na cieszenie się widokami brutalności, to coś, czego chyba było trzeba na rynku. Starcia są niezwykle wciągające, efektowne, ale przede wszystkim wymagają od gracza czegoś więcej, niż ślepego nawalania w klawisze, co zawsze niezwykle ceniłem w tym aspekcie rozgrywki. Czasami jednak zastanawiałem się, czy na pewno tylko ogłuszyłem swoich przeciwników, a przypadkiem ich nie zabiłem. Ale... no cóż. Niech sumienie Batmana się o to upomni we własnym zakresie!

W moich snach wciąż Gotham City...

Paniczu Bruce? 

A o co właściwie chodzi, spytacie? Ciężko będzie streścić fabułę trzech gier w jednym akapicie, ale postaram się zrobić to w miarę zwięźle. Gdy spotykamy naszego bohatera w pierwszej odsłonie serii, wiezie on właśnie Jokera do Arkham Asylum, tytułowego ośrodka dla obłąkanych, znanego fanom Gotham. Podczas procedur mających na celu przydzielenie Jokera do jego celi dochodzi do, delikatnie mówiąc, wrogiego przejęcia, podczas którego Joker ucieka, uwalnia więźniów z ich cel i zaczyna wcielać w życie kolejny swój zdradziecki plan. Naszym celem jest go powstrzymać. Jak się okazuje, Joker planuje stworzyć armię zmutowanych potworów, które posłużą mu do zniszczenia i przejęcia Gotham. Gdy jego plany zostają w ten czy inny sposób pokrzyżowane, Joker nie czekając, osadzony w specjalnie stworzonym dla przestępców Arkham City, postanawia nadal uprzykrzać życie mieszkańcom miasta. Okazuje się, że jest ciężko chory. W niezwykle sprytny sposób zmusza Batmana, aby ten pomógł mu wyleczyć się z zabijającej go choroby. Czy Jokerowi uda się wyleczyć? I jaki jest jego plan? Nie chcąc spoilować wam fabuły, powiem jedynie, że w trzeciej, ostatniej części gry, jest go nadal niezwykle dużo, ale niekoniecznie w sposób, w jaki moglibyście się domyślać.

Tym razem to nie Książę Zbrodni jest na afiszu, a niejaki Scarecrow, który terroryzuje miasto swoją toksyną strachu. Batman musi go powstrzymać, tym razem problem może go jednak przerosnąć, gdyż na arenę oprócz wielu jego dawnych antagonistów wstępuje również Rycerz Arkham, który uważa, że doskonale zna Batmana i przyjął sobie za główny cel zabić go, najwyraźniej z zemsty. Kim jest tajemniczy jegomość? Pozwolę wam odkryć to na własną rękę.

Ze swojej strony mogę powiedzieć jedynie, że aby w pełni wczuć się w opowieść i ją zrozumieć, należy przejść wszystkie trzy części. Daje nam to pełny obraz tego, co dzieje się w umyśle Bruce'a oraz w życiu umęczonego miasta. Pozwala zanurzyć się w ten świat i w pełni go zrozumieć. Żadna inna gra nie dała mi tak ogromnego pojęcia o wielu aspektach danego uniwersum.

Zastanawiam się, jak bardzo nudzić musi się Riddlerowi, że wspiął się tam tylko po to, by to dla mnie zostawić.

Podsumowanie

Wiem, że mógłbym wspomnieć jeszcze o fabule, ale uznałem, że nie ma to najmniejszego sensu. Gra jest bowiem robiona w mocno komiksowym klimacie i to nie grafika jest tutaj aspektem ważnym. Jest aspektem absolutnie obiektywnym i obiektywnie drugorzędnym, dlatego też napisałem jedynie o tym, co uznałem za istotne. Nie jest to recenzja, a jedynie opinia, więc mogę sobie pozwolić na taką frywolność. Wróćmy jednak do tematu – seria Batman: Arkham to jedna z najlepszych, najbardziej wciągających i połączonych ze sobą logicznie serii gier, w jakie kiedykolwiek przyszło mi grać. Wszystko wynika tu z siebie i tworzy idealną, spójną całość. Jest to gra akcji, niezwykle kompletna gra akcji, która nie boi się eksperymentować, ale i wykorzystywać znanych i lubianych schematów. Mogę ją bez mrugnięcia powieką polecić każdemu, absolutnie każdego graczowi. Nie jest to gra pozbawiona wad, ba! ma ich nawet całkiem sporo, zwłaszcza Arkham Knight. Jeśli jednak cenicie wspaniałą, wciągającą fabułę to w tym świecie poczujecie się jak w domu. 

Jason Todd approved.

1 komentarz:

  1. Gra Book of ra "Deluxe" to nowa (udoskonalona) wersja Book of Ra "Classic". Różnica między nimi jest taka, że nowa wersja ma znacznie lepszą grafikę, a w konsekwencji znacznie intensywniejsze doświadczenia podczas gry. Jedyna róznica w sposobie gry jest taka, że wersja "Deluxe" oferuje grę z 10 liniami wypłat w odróznieniu od wersji "Classic", gdzie mozna grać na maksymalnie 9 liniach wygrywających. Celem gry, jak w wiekszości tego typu maszyny do gier, jest zdobycie jak najwiekszej ilości takich samych symboli w linii z lewa na prawo - http://maszynydogier.com/book-of-ra-deluxe-6.html

    OdpowiedzUsuń