poniedziałek, 4 lipca 2016

A jednak ludzie się zmieniają

Ludzie uwielbiają rzucać dziwnymi stwierdzeniami typu nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, ludzie (bądź też tacy jak on) się nie zmieniają... A przecież rzeka płynie, człowiek zaś każdego dnia doświadcza czegoś nowego. Dziwnie brzmi też zdanie strasznie się zmieniłeś, w ogóle cię nie poznaję. Przecież gdy spędza się z drugą osobą większą część dnia, można obserwować proces jego "tworzenia się", poznać go w pełni, zrozumieć, co nim kieruje i co pobudza do zmiany. 
myslizlote.pl

Pytanie brzmi: jeśli człowiek zmienia się na naszych oczach, znamy go lepiej czy gorzej? 
Dużo robi przyzwyczajenie. Przyzwyczajamy się do klimatu, zwierząt, ludzi, ubrań, sytuacji... Gdy już się przyzwyczaimy, mamy nadzieję (albo, co gorsza, wiarę), że tak już pozostanie na wieki wieków... W swoich myślach i wyobrażeniach zaczynamy więzić innych w tej samej formie, w ich własnej i niezmiennej formie. Tam oni są wciąż "sobą" z wczoraj, a my chcemy zapomnieć, że wczoraj już minęło. Kto z nas nie miał ochoty kiedyś zatrzymać czas? Chyba każdy. Tymczasem to przyniosłoby więcej szkód, niż szczęścia. Nie raz zatrzymujemy czas w myślach... Tam wszystko toczy się własnym tempem, a któregoś dnia zostają nam z oczu zdjęte różowe okulary i okazuje się, że coś przegapiliśmy. Że przed oczami mamy obcego człowieka. Dlatego każdemu trzeba pozwolić się zmieniać, trzeba tę zmianę obserwować i brać w niej udział, nawet jeśli niesie to ze sobą danie drugiej szansy.  Jeśli człowiek zmienia się na naszych oczach, poznajemy go lepiej i głębiej. Poznajemy go od fundamentów, obserwujemy transformację z niewielkiego domku w dużą i bogatą świątynię... Albo odwrotnie, od powierzchni aż po dno kopanego przez nią dołu. Zmiana może być więc zła dla osoby zmienionej, bo to ona do tego dołu zamierza wskoczyć bądź też kopie głębiej. Ale dla nas ona wciąż jest dobra, bo wiemy, co tą osobą kieruje. Wiemy, że musimy wyciągnąć do niej rękę czy też podać drabinę, albo że czas brać nogi za pas i wiać.

Trzeba też, myślę, pamiętać, że punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia. Są cechy charakteru, które jedni uważają za wady, inni za zalety: egoizm, upartość, hardość, ironiczność, przemądrzałość (czy też mądrość), pyskatość, opryskliwość... Coś jeszcze? W każdym razie, te przychodzą mi do głowy. Jeśli ktoś jest dumny ze swojej zmiany w osobę silną i pewną siebie, nam z kolei to przeszkadza, nie da się określić tego jako "zmiany na gorsze". To tej osobie ma być w życiu dobrze, nam ma być dobrze z tą osobą, a osiągnąć to można tylko przez – przynajmniej próbę – zrozumienie. Czego konkretnie? Przyświecającego jej celu, wydarzeń przeszłości i sytuację społeczną. Inni ludzie są jednymi z najmocniejszych bodźców pobudzających do zmiany. Często, zwłaszcza starsi, pytają co ludzie powiedzą? Dla jednych zdanie ludzi znaczy tyle, co zeszłoroczny śnieg, dla innych staje się motywacją bądź powodem. Dla mnie znać człowieka "od podszewki" to ogromny dar. Naprawdę niewiele osób zdobywa się na całkowite obnażenie. Dlatego też szanuję każdą zmianę. I gdy przychodzi moment, że czas podjąć decyzję związaną z tą właśnie zmianą, mam przynajmniej kompletny obraz sytuacji. Wiem, że ten człowiek nie może być moim przyjacielem, bo czuję się przy nim źle (ale go znam, i to znam od lat). Wiem, że inny człowiek będzie całym moim światem, bo widziałam, jak swój świat wznosi i kształtuje.

Dlaczego o tym wszystkim piszę? Zapewne dla was to takie bezsensowne gadanie, a ja potrzebowałam po prostu wypuścić myśli na światło dzienne. Po przeczytaniu książki Stinger. Żądło namiętności Mii Sheridan nie mogłam przestać myśleć o ludziach, których los wpuścił na moją drogę. Nie mogłam przestać myśleć, co dla mnie zrobili i co ja zrobiłam dla nich, jak mnie zmienili i jak ja ich zmieniłam... To akurat nie bezpośrednio, bo ludzie są tylko (albo aż) motywacją do zmieniania samego siebie: swojego życia, otoczenia, poglądów. Chcę wam na koniec powiedzieć, że właśnie ta książka jest idealnym przykładem kreowania bohaterów w pełni. Nie są oni nudni i statyczni, nie są mdli i przesadzeni, są... ludźmi. Autorka zarysowała idealnie ich przeszłość, która wpłynęła na to, kim są. Przedstawiła sytuacje bliskich, którzy popchnęli do robienia czegoś, co z pozoru jest złe. Jednak nawet zawód Carsona z biegiem czasu okazał się... sensowny na planie całego (dotychczasowego) życia, nawet decyzja ojca w imieniu Grace okazała się dobrze wpłynąć na tę bohaterkę, mimo iż nie powinna pozwalać innym decydować o jej własnym życiu. Trudno ocenić, czy postępujemy źle czy dobrze, jeśli nie znamy skutków tego postępowania. Wybory zawsze są owiane tajemnicą i niepewnością, ale to właśnie wybory prowadzą do celu, i nieważne, jaki on jest. Powiedzieć to zły wybór, to jakby stwierdzić, że koniec świata przyjdzie jutro...
Dlatego właśnie rzeka nigdy nie będzie tą samą rzeką, a ludzie będą się zmieniać zawsze. Pozostaje tylko życzyć (sobie i innym) zmieniać się na dobre.

Oczywiście wciąż się zastanawiam, czy Carson i Grace zmienili się na dobre... Stwierdzam, że nie da się tego ocenić. Myślę, że zmiana na dobre jest wtedy, gdy w końcu czujemy się szczęśliwi sami ze sobą. Gdy potrafimy usiąść w pustym pomieszczeniu i bez skrępowania spędzać ze sobą czas. Nigdy nie powinniśmy wierzyć w słowa ludzie się nie zmieniają.

Przy okazji zapraszam na recenzję książki Stinger. Żądło namiętności.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz