wtorek, 5 lipca 2016

Hip-Hop2.0 – muzyczny hit czy rozczarowanie?

Czym jest HIP-HOP 2.0? Wystarczy spojrzeć na tytuł, by wyłapać koncepcję, jaką podążyli artyści przy tworzeniu tego krążka. Nie jest to, jak mawiają niektórzy, redefinicja rapu czy też jakakolwiek próba rewolucji. Jest to pokazanie ogromnej różnicy i przepaści, jaka dzieli starych wyjadaczy od młodych wilków. Pewna forma reklamówki obecnej rap sceny. Dostajemy prawdziwy pejzaż młodych i zdolnych ludzi, którzy są gotowi udowodnić nam, że to oni są Hip Hopem 2.0: czymś, co pociągnie tę scenę przez następne lata, gdy stara szkoła zejdzie z niej na dobre. Czy mamy o co się bać, jeśli chodzi o przyszłość rapu w Polsce, czy też płyta uspokoiła, przynajmniej moje, obawy? Jak mawiał klasyk "Let's go deeper".

Tu każdy dzień zabija mnie
Choć żaden z nich nie zrobi klik klik bang

~ Wac Toja – Klik Klik Bang

Rap to muzyka, którą kocham. Nie jestem i nie staram się być jedyną właściwą wyrocznią, ale swoje wiem i swoje słyszałem. Żadna inna muzyka nie trafia do mojego serca po tak prostej i bezkolizyjnej linii, jak właśnie rap. Jestem jednak, co dzisiaj już nie dziwi nikogo, fanem trapowych dźwięków. Można rzec, że nowa fala pochłonęła mnie bez reszty. Krążek zawiera 16 różnorodnych (i jest to tak wada jak i zaleta, ale o tym może później) i indywidualistycznych kawałków, których brzmienie jest tak różnorodne, że nie męczy nas i nie zmusza do schowania płyty na półkę.


Przykładem na udowodnienie mojej tezy jest świetny kawałek All Black Quebonafide, którego vibe jest jak dla mnie jasno określony na "eklektyczny". Czułem się, jakbym słuchał tego samego agresywnego kota sprzed kilku lat. Wac Toja postanowił pójść w genialnie tworzony przez siebie klimat agresji i podwyższonego ryzyka, z kolei Igrekzet chciał nadać płycie nieco lirycznego i pełnego przemyśleń klimatu. Jest jednak piosenka, która najmocniej zapadła mi w pamięć. Kanały moich słuchawek przejął szturmem Deys ze swoim kawałkiem Cera, którego klimat pełen melancholii i zwrotki pełne inteligentnych i filozoficznych odniesień porwały mnie w pewną ekscytującą podróż. Czuję z tą piosenką (mam w głębokim poważaniu oficjalną rapową terminologię) niezwykłą więź emocjonalną, ale to nie pamiętniczek, a recenzja, dlatego też nie będę się uzewnętrzniał.


Są też, niestety, ogromne zawody. Jak to bywa w gronie ogromnych indywidualistów, w płycie nie czuć żadnej wewnętrznej integracji. To nie tzw. "koncept album", ale pomimo tego nie czuć w nim wspólnej duszy. To trochę jak eklektyczny zbiór utworów – każdego z tych raperów – z ich własnych płyt, troszeczkę jak mash-up twórczości, z którego nie ukazuje nam się żaden obraz. Ostrzegam też, że jeśli ktoś do tej pory nie jest fanem Filipka, to po Persona Non Grata się nim nie stanie. Kawałek to po prostu… kolejny kawałek Filipka, który pomimo niepodważalnych umiejętności freestyle'owych nie sprawdził się w moim odczuciu jako raper studyjny. Nie powtórzył tym samym historii Solara i Beezy’ego, którzy choć nie zawsze propsowani, stoją na o wiele wyższym poziomie, tak lirycznym jak i wykonawczym. Jest to po prostu niezwykle niespójny i nierówny album, który pomimo obfitowania w prawdziwe rapowe perełki zawiera w sobie też utwory, które w sumie nie jesteśmy pewni po co i skąd się wzięły. Sory 2sty, nawet twoja solidna zwrotka nie uratowała kawałka Jeden strzał.
Przychodzę zakurzone półki poniszczyć

~ Nieznanyklarenz – Prawie znany

Hip-Hop 2.0 ukazuje nam paletę barw, które malować będą obraz tej sceny przez następne lata. Wypromowani i niezwykle utalentowani gubią się jednak, jeśli idzie o stworzenie projektu jako całości. Dostajemy tym samym składankę, ale, cholera jasna, składankę naprawdę solidnie wykonaną tak pod względem podkładu, jak i samego rapu. W tym szaleństwie, braku ładu i składu jest jakaś metoda. Pozwala ona dostrzec umiejętności każdego wykonawcy z osobna. Każdy track wrzuca nas w inny klimat. Płyta jest zintensyfikowana i nie potrafi nudzić, ale nie potrafi też przykuć naszej uwagi cała. Ja sam mam wybranych jedynie kilka z tych szesnastu kawałków, które zapętlam bez przerwy. Gdybym miał jednak polecić lub odradzić odsłuch tej płyty, to zdecydowanie bym ją polecił. Jest to kawał dobrego rapu, który choć nie zmieni sceny ani nie wprowadza do niej niczego nowego, to ej, przecież wcale nie musi tego robić! Najważniejsza jest przecież przyjemność z odsłuchu, prawda? W tym projekcie każdy powinien znaleźć coś dla siebie.

Najlepszy track: Asceta ~ Quebonafide, Wac Toja

Najsłabszy track: Persona Non Grata ~ Filipek


Recenzja pojawiła się jako tekst próbny na MusicLovers.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz