czwartek, 7 lipca 2016

Wiedźmin: Dom ze szkła – czy komiks dościga pierwowzór?

W moim życiu, szczególnie jego hobbystycznym akcencie, nie ma nic co kocham bardziej, niż świat Wiedźmina oraz komiksy. Jestem człowiekiem praktycznym, jak już pewnie wiecie, który uwielbia łączyć i przeplatać swoje różnorakie pasje i zainteresowania w celu zmaksymalizowanego efektu. Nic więc dziwnego, że i tym razem udało mi się to osiągnąć. Kilka dni temu zamówiłem bowiem coś, co świetnie łączy moje dwie ukochane rzeczy. W moje ręce trafił komiks Wiedźmin: Dom ze szkła autorstwa Paula Tobina (scenariusz) i Joe Querio (rysunki). Fakt, że autorami tej przygody Białego Wilka nie był ktoś z Europy, nieco mnie zmartwił, gdyż bałem się, że wypadnie mało europejsko, słowiańsko i po prostu "sapkowo". Czy moje obawy się potwierdziły? Sprawdźmy!


Tytuł: Wiedźmin: Dom ze szkła
Autor scenariusza: Paul Tobin
Rysownik: Joe Querio
Wydawnictwo: Egmont


Jak większość przygód białowłosego pogromcy potworów, i ta zaczyna się gdzieś na krańcu świata, w miejscu niebezpiecznym i mrocznym, a konkretnie na skraju Caed Dhu, Czarnego Lasu. Tam też, na moczarach, Geralt wpada na, jak się okazuje, myśliwego i wyciąga go z opresji. Ów myśliwy, niejaki Jakub Ornsztyn szybko brata się z wiedźminem i opowiada mu smutną historię swojego małżeństwa z Martą, która została przemieniona (sic!) w Bruxę i teraz z oddala obserwuje swego małżonka. Tak, tak. Każdy, kto zna uniwersum Sapkowskiego wie, że takie coś nie jest możliwe. By jednak odkryć ten sekret, muszę odesłać was do samego komiksu. Ważnym jest, że oboje wyruszają w dalszą drogę przez Caed Dhu i prowadzeni przez grupę ptaszyn ratujących ich przed Leszym, trafiają do tytułowego Domu ze szkła. Jaka jest historia tego miejsca? Skąd się tu wzięło i przez kogo jest zamieszkiwane? Czy Geralt rozwikła jego historię i wyjdzie z opresji obronną ręką? Odpowiedź na te i na wiele innych, dużo głębszych pytań leży w komiksie. Powiem jedynie, że nie należy zawierzać ludziom bez poznania całego wydarzenia, o którym opowiadają. Prawda bowiem, jak wielokrotnie się w życiu  dowiecie, bywa niezwykle przewrotna.
Nic bardziej mnie nie irytowało i nie przerażało jednocześnie, jak ta baba cmentarna.
W tym utworze literackim, jakimi w mojej opinii są komiksy, Querio nie postawił na fotorealizm. Zamiast tego mamy nieco szkicową kreskę, artystycznie niedokładną i groteskową. Przez tę groteskę artyście udało się niezwykle dobrze oddać ekspresyjne emocje wyrażane przez postacie. Rozliczne bruzdy, podkrążone oczy i niedoskonałości oddają wrażenie świata dużo bardziej mrocznego i niebezpiecznego, niż gdyby zastosować ten fotorealizm.

Pomimo "kreskówkowości" wszystkie elementy paneli, które obserwujemy, są bardzo żywe i realistyczne, gdyż przez całość krzyczą do nas, wyrażając emocje. Jak w prawdziwym życiu – twarze mówią wiele o przeszłości człowieka. Widząc umęczoną przez stres twarz Jakuba, rozpoznajemy, że wiódł i wiedzie nadal bardzo uciążliwe i trudne życie. Zerkając w oczy uwodzicielskiej Vary, od razu rozpoznajemy w niej kokietkę i lekkoducha, ale widząc rysujące się na jej twarzy delikatne zmęczenie wiemy, że również ma coś na sumieniu. To właśnie cholernie podoba mi się w tym komiksie. Jest bardzo szorstki w odbiorze, nie pastelowy i nie upiększany. Przez to, że jest on rysowany stylem szkicu i podkreśleń, idealnie pasuje do świata wykreowanego przez Andrzeja Sapkowskiego. Zimny, niebezpieczny i brzydki. Bardzo przez to podobny do naszego... Potwory, co widać, są niezwykle podobne (przynajmniej Leszy oraz Baba Cmentarna) do modeli monstrów zaprezentowanych nam w trzeciej odsłonie przygód wiedźmina z Rivii. Przez to czujemy, szczególnie fani, którzy dopiero od gry poznają ten świat, pewne koneksje i bliskość z tymże uniwersum. Daje to niezwykły komfort czytania.

Podoba mi się również, że bardzo często to nie pierwszy, ani nie drugi plan opowiada nam historię, a te pozostałe. Zawsze najpierw oglądam panel, a dopiero później czytam wszelkie dialogi. Wielokrotnie zauważałem szczegóły wśród konarów drzew, które nie były podkreślone przez autora, a dodawały historii dramaturgii, horroru czy pikantności (owszem, w komiksie znajduje się jeden wątek z lekka romantyczny, choć raczej erotyczny to lepsza nazwa).

Kreska komiksu wyraziła głębię tego świata, i właśnie dlatego tak mi się spodobała. Doskonale zrozumiem jednak tych, których odrzuci właśnie przez szorstkość. Są gusta i guściki, dzięki temu świat jest ciekawy.
No ale żeby w takim miejscu, Geralt!?
Tak wiele tekstu poświęciłem na pisanie o klimacie i stylu, w jakim narysowane zostały panele, że płynnie przejdę do rozważań o scenariuszu. Tak jak już wspominałem, niezwykle bałem się, że będzie on pozbawiony swojej słowiańskości i typowego dla Wiedźmina klimatu. Z jednej strony nie myliłem się... z drugiej jednak popełniłem błąd zbyt szybko skazując niesłowiańskość na śmierć.

To nie jest język, którym przemawia Andrzej Sapkowski. Nie jest tu ani rubasznie, ani wulgarnie. Nie jest jednak, na całe szczęście, ani troszkę amerykańsko. Nie otrzymujemy wielkiego ego i ratowania świata. Nie musimy wysłuchiwać o trudnych rozterkach moralnych głównego bohatera, z których i tak nic głębokiego czy ciekawego nie wynika. Autor scenariusza dał nam po prostu mroczną opowieść pełną bólu, tajemnicy i żądzy. Nie ma tu miejsca na klasyczny klimat Wiedźmina, bo po prostu by tutaj nie pasował. Fabuła zarysowana jest zgoła inaczej, niż zrobiłby to pierwowzór (a przynajmniej Saga. W klimat opowiadań jak najbardziej się wpasowuje).

Czy to źle? Uważam, że nie. Cieszy fakt, że świat Sapkowskiego żyje własnym życiem i zaczyna być interpretowany na całym świecie, tworzony na różne metody. Jedne będą nietrafione, a inne wręcz przeciwnie. Ta, z ulgą mogę rzecz, jest w pełni trafiona. Dostajemy typową dla Wiedźmina intrygującą i angażującą fabułę, która koło banalności nie stała choćby chwili. Postacie, mimo faktu, że klimat nieco różni się od pierwowzoru, wypadają naturalnie, wiarygodnie i nadal są ściśle związane z tym światem. To nadal jest Geralt. Nadal mamy tu ghule, barghesty i inne tałatajstwo. To ten sam, ukochany dla wielu fanów świat i całe szczęście to czuć, i to czuć bardzo mocno. Fani, którzy czytali opowiadania Andrzeja Sapkowskiego, na pewno odnajdą tu ten właśnie klimat. Bardziej mroczny i refleksyjny, niż wulgarny i efektowny. Całość niezwykle przypomina opowiadanie Ziarno prawdy. Wiele tu niewyjaśnionych kwestii, napięcia wiszącego w powietrzu i Geralta, który stara się, jak zwykle, trzymać z dala od kłopotów i podejmowania wyborów, stawania po czyjejś jasno określonej stronie.


Uważam, że wszyscy zaangażowani w produkcję tego komiksu odwalili kawał solidnej, dobrej roboty. To komiks o Geralcie, jakiego jeszcze nie czytaliście. Bierze wiele z pierwowzoru, dodaje własne koncepcje atmosfery i buduje napięcie jakiego w lekturze nie zaznałem już dawno. Ciekawości podsycanej powolnym, znanym z wiedźmińskiej sagi odkrywaniem kart krok po kroku, a nie całej talii od razu. Polecam go każdej osobie, która ceni sobie dobrą historię, nie nachalnie wplecione wątki erotyczne i angażujące emocjonalnie wątki toksycznej miłości, z którą wielu z nas zmaga się na co dzień. Jest to z pewnością jedno z ciekawszych dzieł, jakie miałem okazję  przeczytać i którym mogłem nacieszyć oko.
Coś się kończy, coś się zaczyna 

RECENZJA TOMU II WKRÓTCE 

3 komentarze:

  1. Hmm... ja się zatrzymałam na fascynacji grą, ale mój chłopak na pewno by się zaczytał w tym komiksie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez wątpienia! Jemu aż się oczy świeciły podczas czytania i przeglądania... :)

      Usuń
  2. Byłam przekonana, że twórcami tego komiksu są Polacy! W sumie to mi teraz trochę smutno, że tak nie jest, ale cieszę się, że Geralt robi się coraz bardziej sławny :) Uwielbiam komiksy i Wiedźmina, więc muszę się zaopatrzyć jeszcze w ten :)

    OdpowiedzUsuń