środa, 31 sierpnia 2016

Batman: Hush – czy warto było?

Jak zapewne wielu z was wie, od niedawna w kioskach można kupić pierwszy tom Wielkiej kolekcji komiksów DC Comics, a kolejne będą ukazywały się co dwa tygodnie w każdym kiosku za dość symboliczną kwotę 30 zł. Postanowiłem, że zaopatrzę się w pierwszy tom i wybadam, o co w tej akcji chodzi oraz czy są to komiksy godne polecenia. Pierwszy sprezentowany nam tom to komiks pt. Batman: Hush. Warty wzmianki jest również mały dodatek: przedruk debiutanckiego komiksu o Batmanie z roku 1939. Niezwykle miło było wrócić do klasyki gatunku, nie ważne, jak bardzo jest ona – w porównaniu z dzisiejszym stylem rysownictwa i klimatu – nieoszlifowana. Ale, ale, chyba zanadto odbiegliśmy od dzisiejszego tematu! Sprawdźmy więc, krok po kroku, czy Hush jest komiksem wartym zakupu.

Tytuł:Batman: Hush
Scenariusz: Joseph Loeb
Rysunki: Jim Lee
Kolory: Alex Sinclair
Wydawca: Eaglemoss


Fabuła przedstawiana jest nam oczywiście z perspektywy Człowieka Nietoperza. Trudno jednak określić jej główny wątek, gdyż rozbijać się on będzie o wiele postaci i wiele spraw związanych z uniwersum DC. To komiks o Batmanie. O Brusie Waynie. O jego własnych, egzystencjalnych rozterkach i pracy jako nocny stróż Gotham City. Widzimy więc, jak w tle do własnych prywatnych zmagań z przeszłością Nietoperz walczy z takimi przeciwnikami jak Croc, Harley Quinn, Joker czy też Trujący Bluszcz. Z pomocą również przyjdą mu znani i lubiani przyjaciele, tacy jak Superman, Kobieta Kot czy Huntress. Gdybym jednak starał się określić główny wątek fabularny komiksu, powiedziałbym, że obraca się on wokół intryg Trującego Bluszczu, która za pomocą swych umiejętności zawładnie umysłem bliskich Batmanowi ludzi, by dopiąć swego. Gdy komiks kończy ten wątek, przenosi nas płynnie, nadal opierając się po prostu na opowieści o człowieku, który walczy z przestępczością, do kolejnego. Przenosi nas do wątku, którego rozwinięcie z pewnością zobaczymy w drugim tomie Hush, już za (nawet nie) dwa tygodnie. Nie wybiegajmy jednak w przyszłość! Fabuła, choć ciężka do dostrzeżenia, jest tutaj silnym aspektem opowieści. To nie typowy komiks o Batmanie. Jest to jednak typowa opowieść o milionerze-filantropie, który walczy z demonami przeszłości.

 

Kreska, którą zastosowano w Hush, należy do jednej z najmroczniejszych i najciekawszych, jakie widziałem w życiu. Nic dziwnego, że Hush został swego czasu doceniony między innymi właśnie za styl artystyczny, jakim podążył. Otrzymujemy klasyczną, nie realistyczną, ale niezwykle szczegółową i immersyjną kreskę, która pozwala nam wsiąknąć w dość ciężki i refleksyjny klimat komiksu. Jest to również komiks, którego uważna analiza może dostarczyć nam bardzo szczegółowych informacji na temat danej sytuacji i tego, co ma nastąpić. Ze względu na to, że kreska jest niezwykle detaliczna, jak już wspomniałem, możemy na przykład orzec, jakie konkretne obrażenia otrzymał Batman w walce. Jest to ważny aspekt komiksów jako takich, dlatego też nieumiejętności jego implementacji w niektórych jest smutna i jest wielkim minusem. To jedno z tych dzieł, w którym kreska jest przeważającym nad scenariuszem aspektem budującym klimat jako taki.

A skoro mowa o klimacie, to jaki on jest? Muszę przyznać, że niezwykle ciężki i mroczny, jak zresztą we wszystkich komiksach o Batmanie naszych czasów. Pora się do tego przyznać – komiksy to już od dawna nie są opowiastki dla małych dzieci, a poruszające ważne i trudne tematy opowieści. To już nie frywolne "Get to the Batmobile!", a egzystencjalne rozmyślania, walka z demonami oraz wybieranie pomiędzy większym a mniejszym złem. Za to właśnie kocham komiksy DC – utrzymują iście ludzkie emocje, są blisko realizmu, jeśli chodzi o odczucia. Nie starają się koloryzować swojego świata, próbując go oderwać od naszego. Wręcz przeciwnie. Osadzają go w naszym, realnym świecie i pokazują, jak nisko może upaść człowiek, by zrobić coś dobrego bądź też złego. Tym właśnie jest Hush. Opowieścią o dobrym człowieku, który nie radzi sobie psychicznie z tym, co widział, z czym musi się zmagać i ze świadomością, ile zła jeszcze przed nim. Bruce Wayne przebywa podróż przez swą przeszłość i poprzez komiks idealnie ukazuje nam dwie strony swojej osobowości. Bo czyż nie każdy z nas je ma?


Hush zaskoczył mnie swym poważnym podejściem i nienagannie detaliczną kreską, ale zawiódł mnie nieco, jeśli chodzi sposób narracji. Ciężko się czasami połapać, o co chodzi w opowieści, gdyż autor scenariusza czasami dość enigmatycznie objaśnia nam motywy i daną sytuację jako taką. Nie uważam jednak, że Hush jest komiksem słabym. Wręcz przeciwnie. Batman: Hush to bardzo dobry przykład na to, że zwykłe ludzkie emocje potrafią genialnie współgrać z opowieścią o superbohaterze. Dowód na to, że warto rozwijać oba wątki Bruce'a, aby uzyskać równowagę klimatu. Polecam serdecznie wszystkim, aby spróbowali swego szczęścia i sprawdzili, czy w ich kioskach nadal gości Hush

1 komentarz:

  1. Nadal zastanawiam się na tymi komiksami, ale ostatecznie chyba sobie odpuszczę...

    OdpowiedzUsuń