czwartek, 4 sierpnia 2016

Bogowie Egiptu – pretendowanie do wielkości

Ostatnio, z racji przerwy wakacyjnej mam dużo wolnego czasu, co oczywiście służy mojemu, dzielonemu z wami, hobby. Postanowiłem, że rozejrzę się za jakimiś kinowymi nowościami. Z tytułów, które ukazywały się w pobliskim kinie, wybrałem Bogów Egiptu w reżyserii Alexa Proyasa. Czy opowieść sprostała moim oczekiwaniom oraz, co najważniejsze, oczekiwaniom dzisiejszego rynku kinematograficznego? Z przykrością muszę przyznać, że i tak, i nie. Czy znaczy to, że film jest zły? Cóż... nie ująłbym tego w ten sposób. Nim jednak powiem o plusach i minusach tej produkcji, pozwólcie, że zarysuję wam opowiedzianą w dziecku Proyasa opowieść.


Tytuł: Bogowie Egiptu
Reżyseria: Alex Proyas
Premiera: 26 lutego 2016r (w Polsce)



 Gwoli wyjaśnienia...

Fabuła osadzona jest w alternatywnym świecie, w Egipcie, którego mieszkańcy żyją na co dzień z władającymi nimi bogami. Na ekranach zobaczymy plejadę znanych nam egipskich bóstw, takich jak Ozyrys, Ra czy Anubis. Fabuła rozpoczyna się w niezwykle ważnym i uroczystym dniu, wtedy ma nastąpić bowiem koronacja nowego króla Egiptu, którym zostać ma Horus (nawiasem mówiąc, grany przez serialowego Jaimiego Lannistera, Nikolaja Coster-Waldau). Piękną ceremonię przerywa przybycie jego wuja, Seta, który mordując ojca Horusa, a także pozbawiając go oczu, siłą przejmuje władzę nad cudowną krainą. Później fabuła zwalnia, gdyż wbrew moim przypuszczeniom, ale ku mojemu pozytywnemu zaskoczeniu, nie opiera się ona od deski do deski na uratowaniu świata przed morderczym Setem. Jest to pomimo wszystko prosta, nieco romantyczna opowieść o łotrzyku Ebie (Brenton Thwaites) i jego kobiecie, Zayi (Courtney Eaton), która zostaje zamordowana przez Budowniczego, a którą zakochany rzezimieszek próbuje wyrwać z rąk śmierci. W tym celu łączy siły ze złamanym psychicznie i fizycznie Horusem, który również ma w tym swój interes. Razem postanawiają odzyskać wyrwane przez Seta oczy Horusa i, uwaga, załatwić SWOJE PRYWATNE sprawy.

Tu właśnie leży główny plus filmu – jego fabuła jest prosta i łatwa, ale w końcu łamie męczące stereotypy potężnych herosów ratujących świat. Pomimo wszystkiego, co stanie się według fabuły filmu, to uratowanie świata nie jest celem żadnego z dwóch głównych bohaterów. Są to dwaj mężczyźni, którzy praktycznie w chwilę stracili wszystko, co sprawiało, że ich życie miało jakąkolwiek wartość. Teraz zdani jedynie na siebie szukają zemsty i własnych korzyści, a nie chlubnych czynów, sławy i pokoju na świecie.

Twoja twarz brzmi znajomo?

źródło
Warto wspomnieć o obsadzie, której większość to stosunkowo młode i nieznane mi twarze. Poza Elodie Yung, Nikolajem Costerem-Waldau, Gerardem Butlerem oraz Geoffreyem Rushem nie kojarzyłem ani jednej twarzy. Oczywiście postrzegam to jako niewątpliwy plus, gdyż znudził mnie motyw wielkich gwiazd na ekranach kin w każdym nowym filmie. Na pochwałę zasługuje gra Geoffreya Rusha, który, tak jak w przypadku innych filmów z jego udziałem, sprawił, że wbity w fotel siedziałem i słuchałem, co ma do powiedzenia oraz jak rozwinie się jego (gra on bowiem boga Ra) wątek. Brenton Thwaites pomimo szczerych chęci nie zrobił na mnie wrażenia, choć nie grał tragicznie. W moim odczuciu jest to aktor dobry, umiejący odpowiednio grać emocjami. Zagrał (w moim odczuciu) typowego łotrzyka i choć to scenariusz uczynił jego postać tym, kim jest, to mógł z niej wyciągnąć znacznie więcej. Bardzo dobrze spisał się Nikolaj Coster-Waldau, który wielokrotnie sprowadził uśmiech na mą twarz. Jego Horus to również postać niezwykle typowa i sztampowa – arogancki bóg, który musi nauczyć się, co w życiu jest tak naprawdę ważne. Potrafił on jednak z tej roli wykrzesać emocje, które były potrzebne, by wzbudzić zainteresowanie widza.

Podsumowując – obsada, przynajmniej jeśli chodzi o aktorów jako takich, jest solidna, ale postaciom odgrywanym przez nich zabrakło tego tak zwanego składnika X, który uczyniłby ich intrygującymi, immersywnymi postaciami. To niezwykła szkoda, gdyż temat starożytnego Egiptu jest niezwykle bogatą gałęzią kinematografii, która nie została jeszcze do końca wyczerpana.

W prostocie siła?

źródło
Film nie stara się nam wmówić, że jest czymś innym, niż prostym filmem przygodowo-familijnym. Jego klimat jest więc niestety dość płytki i powierzchowny, przeplatany co jakiś czas zdrową dawką poczucia humoru. Czy w tej prostocie jest coś złego? Oczywiście, że nie! Może po prostu przemawia przeze mnie pewna doza żalu, że reżyser obrał właśnie taki, a nie inny kierunek. Gdzieś w głębi duszy liczyłem na kino poważne i choć w pewnej dozie głębokie. Otrzymałem prosty produkt odstresowujący, którego dość luźna atmosfera pozwala przyjemnie spędzić czas, ale nie zostaje w pamięci zbyt długo. Szkoda, ponieważ widać, że reżyser próbował w film wcisnąć choć odrobinę powagi i rzetelności, odwołując się nie tylko do imion starożytnych bogów, ale także do różnorakich legend z nimi związanych i niuansów tworzących się pomiędzy nimi. Dzięki temu wiemy, w jakim świecie się znajdujemy i rozumiemy go. Jest tego jednak za mało, bym mógł powiedzieć, że planuję jeszcze kilkukrotnie wracać do tego filmu, chyba, że w tym samym celu co ostatnio – odmużdżenie i relaks. To nic złego, ale... czym w takim razie różni się ten film od innych tego typu? Jest to składowa klimatu, więc możliwe, że domyślacie się już, o czym mam zamiar powiedzieć.

Film ten to perła wśród produkcji z efektami specjalnymi. Diament, choć niestety nieoszlifowany i przesadnie duży. Twórcy za pomocą świetnych efektów specjalnych pragnęli ukazać rozmach swej produkcji i w pewnym sensie udało im się to. Przy okazji udało im się również sprawić, że film jest delikatnie przytłaczający i czuć, że błyszczy na siłę i na pokaz, a nie by wyrazić artystyczną wizję twórcy.

Podsumowanie

Bogowie Egiptu to film przyjemny i dobrze poprowadzony. Jego scenariusz opowiedziany jest w taki sposób, że ciekawi nas od początku aż do końca. Musimy jednak pamiętać z jakim nastawieniem do niego zasiąść. Jeśli spodziewacie się poważnego, pełnego odniesień i przemyśleń filmu, który ma dostarczyć wam i akcji i intrygującej, rzetelnej historii, to chyba nie jest film dla was. Dla tych jednak, którzy pragną zrelaksować się przy wciągającej historii, przesadzonych postaciach i fenomenalnych efektach specjalnych ten film może być naprawdę świetnym sposobem na spędzenie rodzinnego popołudnia z bliskimi. Według mnie spełnił założenie, które sobie postawił, ale mógł być czymś znacznie, znacznie większym i wspanialszym. Cóż – myślę, że musimy jeszcze trochę poczekać, nim na ekrany kin trafi film o starożytnym Egipcie z prawdziwego zdarzenia. 

3 komentarze:

  1. widziałam kilka razy zapowiedź w kinie i jakoś mnie odrzucał od siebie. niby obsada solidna, ale to trochę za mało

    OdpowiedzUsuń
  2. Byłam w kinie, bo kocham Starożytny Egipt - ogółem do interpretacji mitologii mogłabym się trochę przyczepić, ale nie o to chodzi. Film oglądało się przyjemnie, bez patrzenia na zegarek, a to najwazniejsze dla rozrywki ;)


    Bookeaterreality

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiem co powiedzieć...ale widziałem ten film nie dawno w sklepie za 20 złoty :D

    OdpowiedzUsuń