wtorek, 9 sierpnia 2016

Dirty Bomb – bohater jakiego potrzebowaliśmy?

źródło
Zdałem sobie sprawę, że zbyt rzadko podchodziłem do recenzji gier opartych o rozgrywkę sieciową. Może dlatego, że recenzje tego typu są zazwyczaj krótkie i bałem się, że mój materiał na tym ucierpi. Po zrecenzowaniu wersji beta-testowej gry Overwatch długo nie potrafiłem odnaleźć produkcji, która będzie łączyła dynamikę rozgrywki, przyjazną mechanikę i porządną grafikę. Około tygodnia temu przyjaciel podesłał mi grę, która jakoby jest połączeniem Overwatcha, Team Fortress'a i CSGO. Tak określił ją mój przyjaciel, ale okazała się czymś, jakby to powiedzieć, wybiegającym poza wszelkie oczekiwania. Przedstawiam wam grę studia Splash Damage, którą ogrywam na platformie Steam – Dirty Bomb.
źródło
Na wstępie warto wspomnieć, że jest to gra darmowa. Jak dobrze wiemy – pierwsze wrażenie jest najważniejsze. Moje było złe. Po zagraniu pierwszego meczu byłem zniesmaczony beznadziejną optymalizacją gry, która na topowym sprzęcie takim jak mój jest w stanie naprawdę ostro zwalniać, co utrudnia, a i często uniemożliwia rozgrywkę. Rozwiązaniem okazało się manualne skonfigurowanie plików .conf gry. Dopiero wtedy byłem gotowy spojrzeć na nią bez uprzedzeń. Wyszło na to, że jest ona niezwykle prosta. Opiera się na starciach dwóch drużyn przy równoczesnym wykonywaniu kilku zadań potrzebnych do wygrania rundy przez jedną z nich. Drużyna A, dla przykładu, dąży do wysadzenia obiektu, a Drużyna B ma za zadanie tych obiektów bronić. Prostota, która według mnie jest w tego typu produkcji kluczem do sukcesu. Żyjemy w czasach niedzielnego gracza, który zasiada przed monitor po pracy/szkole. Natłok skomplikowanych zasad mógłby utrudnić rozgrywkę, spowolnić ją, a także odstraszyć tych, którzy poszukują jedynie niezobowiązującej rozrywki, a którzy są lwią częścią obecnego rynku.

Ucieszył mnie więc fakt, że pomimo mnogości postaci ich wybór oraz zakup za pieniądze zdobyte podczas rozgrywki jest prosty i sprowadza się do przeciągania ich "loadout card" do okienka z trzema, wybieralnymi podczas rozgrywki postaciami. Mają one, rzecz jasna, swoje zastosowania w grze i specjalne umiejętności. Moja ulubiona postać, Arty, dla przykładu zsyła na przeciwników nalot powietrzny. Aura, medyczka, rozstawia natomiast stacje leczące, które są nieocenioną pomocą, gdy musimy wraz z drużyną bronić jakiegoś konkretnego, ciasnego miejsca. Nie dość, że czujemy się potrzebni grając którąkolwiek postacią, to widzimy, że nawet nasza jednostkowa pomoc, umiejętne zastosowanie umiejętności danej postaci może przeważyć szale zwycięstwa.

Szybko przekonałem się również, że mechanika zaimplementowana w grze jest bardzo intuicyjna. Jeśli Dirty Bomb to nie nasza pierwsza gra, to z pewnością automatycznie będziemy wiedzieć, który przycisk do czego służy. Tutaj pojawił się jednak kolejny problem – fakt, że jest to nadal beta. Gra nie jest wolna od bugów technicznych, podczas których ze dwa razy zablokowałem się między obiektami lub musiałem z obrzydzeniem obserwować niedoczytujące się tekstury. Im dalej, tym więcej błędów można dostrzec, ale nie są one w stanie utrudnić rozgrywki, jeśli uda nam się już w nią wsiąknąć.
źródło
Warto wspomnieć kilka słów o grafice w grach F2P (Free to Play), do których zalicza się nasz dzisiejszy bohater. Gry te są często zubożane o grafikę z powodu niskiego budżetu czy niewielkich przewidywanych sukcesów kasowych. Dirty Bomb jest przyjemnym wyjątkiem od tej reguły, gdyż graficznie stoi na naprawdę przyzwoitym poziomie. Nie jest to oczywiście poziom nadchodzącego Battlefielda 1, ale przecież nie musi! Overwatch i Team Fortress 2 udowadniają, że komiksowa, nieco ufantazjowana grafika potrafi być dużo przyjemniejsza, niż hiperrealistyczne modele, które zaczynają już graczy nudzić.

Czy to cyfrowa hipsterka? Bardzo możliwe, że działa to na tej samej zasadzie, co odejście od realizmu w sztuce malarskiej. Rynek się zmienia, a ludzie, znając już doskonale wygląd świata wokół siebie, pragną teraz czegoś nowego, intrygującego. Chcą niczym nieskrępowanej wizji twórcy, a nie biernego dążenia do jak największego urealnienia grafiki kosztem odebrania grze całej autorskiej duszy.

Poza błędami, które wypomniałem w akapicie odnoszącym się do mechaniki nie można grze zarzucić zbyt wiele pod tym względem. Inną sprawą jest natomiast muzyka. Nie czuć w niej ani duszy, ani pasji. W przypadku gry Overwatch czuło się, że soundtrack został dodany z wizji twórcy, a nie tylko "bo tak wypada”".  Tutaj miałem wrażenie, że ścieżka dźwiękowa gra gdzieś obok i często absolutnie o niej zapominałem, bądź, wiedząc o jej obecności, irytowała mnie. Doskonale widać, że nie był to absolutny target twórców. Potrafię to zrozumieć, ale jako że mam świra na punkcie ścieżki dźwiękowej w grach, to wybaczyć nie potrafię.

Można więc powiedzieć, że od strony audiowizualnej gra wypada naprawdę solidnie, ale wiem, że gdyby twórcy nieco bardziej zrozumieli, jak ważnym czynnikiem jest tzw. soundtrack gry, byłaby ona ciekawsza. Muzyka, czy tego chcemy czy nie, tworzy w produkcjach klimat, nadaje im indywidualne rysy. Jej brak, bądź też ubogie zastosowanie, pogarsza nawet pod każdym innym względem doskonałą produkcję. 
źródło
Oto jest darmowa gra Dirty Bomb. Czy jest idealna? Nie. Czy zostanę przy niej na dłużej? Nie wiem. Czy jest produkcją dobrą i satysfakcjonującą? Jeszcze jak! Splash Damage zrobiło naprawdę dobrą robotę przy tworzeniu tej sieciowej strzelanki, biorąc różne składowe kilku tego typu gier i łącząc je w jedną spójną całość. Jest to produkcja pełna błędów i niedoróbek, ale należy pamiętać, że są to testy, wybaczyć i oczekiwać na reakcje twórców. Darmowy odpowiednik Overwatcha nie zawodzi, a wręcz często dorównuje swemu konkurentowi pod względem płynności rozgrywki i spójności mechaniki. Jest to, według mnie, dziecko potrzeby. Na rynku powstała nisza, która jak sucha roślinka potrzebuje natychmiastowego nawodnienia. Oprócz leciwego już Team Fortress 2 i okropnie drogiego Overwatcha nie mieliśmy gry, która potrafiłaby zaspokoić każdego. Czy Dirty Bomb się to w pełni udaje? Oczywiście, że nie, ale próbuje z całych sił i za to należy się tej grze oraz jej twórcom testerskie wsparcie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz