sobota, 20 sierpnia 2016

Konkurs urodzinowy

Zapraszam Was do udziału w drugim blogowym konkursie urodzinowym! Do wygrania jest książka Gregor i niedokończona przepowiednia Suzanne Collins

Co zrobić, by ją dostać?

Wystarczy odpowiedzieć na pytanie:


Jakie było Wasze najbardziej absurdalne marzenie bądź przekonanie, gdy byliście dziećmi?


Na odpowiedzi czekamy do 26 sierpnia do godziny 23:59. Dodawajcie je tutaj w komentarzu razem z adresem e-mail. Powodzenia!





Pierwszy konkurs urodzinowy dostępny TUTAJ.

Konkurs facebookowy dostępny TUTAJ.

12 komentarzy:

  1. Moje najbardziej absurdalne przekonanie z dzieciństwa - kiedy stojąc na balkonie patrzyłam na wieżowce na horyzoncie, sądziłam, że znajdują się już w Czechach. Naprawdę nie wiem, skąd mi się to wzięło - może stąd, że codziennie oglądałam wieczorynki na czeskim kanale TV :))) Z kolei gdy wychyliłam się z balkonu i spojrzałam w lewo, widziałam w oddali Radiostację gliwicką (pochodzę z Gliwic) i upierałam się, że jest to Wieża Eiffla :D
    melisa2004@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małe sprostowanie: nie Czechy, a jeszcze Czechosłowacja - w końcu były to lata osiemdziesiąte haha :D

      Usuń
  2. Moim najbardziej absurdalnym przekonaniem z dzieciństwa było to, że myślałam, że św. Mikołaj to nie człowiek, tylko renifer. Za każdym razem, kiedy widziałam w książce zdjęcie tego zwierzęcia, wołałam mamę i mówiłam: -Patrz, to jest św. Mikołaj. Poza tym normalne dzieci dawały pod choinkę ciastko i szklankę mleka, ale ja, żyjąc w swoim przekonaniu, że to tak naprawdę renifer, zawsze zostawiałam miskę siana. Minęło od tego całkiem sporo czasu, a ja nadal nie wiem, co miałam wtedy w głowie :D
    weronisia20016@interia.pl

    OdpowiedzUsuń
  3. Słyszeliście o Pingwiniej Poczcie na Antarktydzie? Wczoraj widziałam o tym film oczywiście z narracją Czubównej ;) No i się rozczarowałam, okazało się, że to zwykła poczta tylko, że obok mieszkają pingwinki i nie można podchodzić do nich bliżej niż na 5 metrów. Ja do wczoraj miała na ten temat takie wyobrażenie, że to pingwiny prowadzą te pocztę- sortują listy, siedzą w okienku i, co najważniejsze zamiast stempelka odbijają swoją swoją stópkę :D
    monia12320@onet.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratuluję wygranej, zajrzyj na maila :)

      Usuń
  4. A ja, będąc dzieckiem, zawsze marzyłam o locie spadochronem. Z braku innych możliwości, brałam kilka reklamówek i skakałam z łózka na podłogę, trzymając mocno pęk foliowych toreb nad głową. Wyobrażałam sobie wtedy, że szybuję i powoli spadam, lawirując między ptakami i chmurami.
    gabolek000@o2.pl

    OdpowiedzUsuń
  5. Każda dziewczynka w swoim dzieciństwie marzyła o kucykach, księciu na białym koniu, pięknym zamku, zostaniu księżniczką. Ja byłam całkowicie inna. Mi to się od zawsze marzył książę na motocyklu, ja będę jeździć z nim, on ze mną oraz o własnym koniu (jakkolwiek to brzmi^^)... i w sumie nadal mi to zostało.
    Motor mam, jeździć też jeżdżę, konia własnego nie posiadam, ale brykam na nich w stadninie, ale księcia, księcia to gdzieś wywiało i się nie pojawił od tylu lat :D
    natalia6202@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  6. Dawno, dawno temu, żyła sobie dziewczynka o imieniu Klaudia. W swoim dzieciństwie miała wiele przeróżnych marzeń dotyczących przyszłości. Jednak teraz nie potrafi wskazać takiego jednego, bo Klaudia była zmiennym dzieckiem:

    Pewnego dnia zapragnęła zostać robotnikiem i kopać bardzo głębokie doły. Po południu razem z siostrami i kuzynem zabrała po łopacie i poszła kopać wielką dziurę w ziemi. Wspólnymi siłami wykopali naprawdę duży dół, a żeby było ciekawiej, pobiegli po bardzo miłego pana i zaproponowali mu darmowe wejście do dziury. :D

    W kolejnym tygodniu mała Klaudia zainteresowała się ogrodnictwem i wraz z siostrami i kuzynem zaczęli chodzić po babcinym ogródku i przypadkowo deptać kwiatki, ale tylko i wyłącznie w celach naukowych - aby poznać różne rośliny. Kilka minut później bawili się w śledzenie babci, która oglądała wyrządzone szkody.

    Minęło kilka dni i Klaudia zapragnęła budować domy. W tym celu udała się do sąsiada i zaczęła przechadzać się po fundamentach, żeby mieć jakąś orientację i wiedzieć od czego zaczynają murarze. Chodziła tak ze swoim nieodłącznym towarzystwem aż do momentu kiedy sąsiad przyjechał na plac budowy i zaczął przeraźliwie trąbić klaksonem. Wtedy mała Klaudia chciała zostać światowej sławy biegaczką i uciekała przed sąsiadem ile sił w nogach gubiąc przy tym ulubiony kolczyk.

    Minęło kilka tygodni, a mała Klaudia zapragnęła zostać sprzedawczynią o czym poinformowała nauczycielkę i kolegów z klasy. W domu bawiła się w sklep za pomocą pieniędzy z gry Eurobusiness.

    Tak więc Klaudia nie miała określonego marzenia - żyła chwilą i z dnia na dzień wpadała na coraz dziwniejsze pomysły. A zabawie i śmiechom nie było końca.

    A potem wszyscy żyli długo i szczęśliwie.
    KONIEC

    kwilk232@interia.pl

    OdpowiedzUsuń
  7. Szczerze muszę się przyznać iż nigdy nie zastanawiałam się nad takim pytaniem, a dzięki tobie ponownie powróciłam do wspomnień z dzieciństwa.

    Jako dziecko nie byłam najgrzeczniejszym stworzeniem na ziemi. Jako, że do moich myśli wpływało milion pomysłów na minutę, a jakże... Byłam ciekawym dzieckiem, choć ja tak tego nie wspominam. Pamiętam jakby to było wczoraj.

    Pochmurny, wietrzny dzień. Wyglądając przez okno nie widziałam żadnego dziecka bawiącego się na ulicy. Powodem takiego stanu rzeczy zapewne było to, że chmury, które każdy człowiek mógł dostrzec na niebie zapowiadały groźną i niebezpieczną burzę. Od zawsze fascynowała mnie ta pogoda. Kiedy nagle cały kolorowy świat, który nas otaczał stawał się z wesołego smutny i przygnębiony. Jakby nic nie mogło poprawić jego nastroju, a jedyne co poprawiało mu humor to płacz. Płacz nad swoim marnym losem. Właśnie tak... Gdy byłam mała myślałam, że świat jak i wszystko dookoła także potrafi czuć. Skoro ja potrafiłam to on także prawda? Wpatrywałam się więc w łzy lecące z chmur i rozbijające się z pluskiem o ziemię. Po smutku jednak za każdym razem następowała złość. Świat grzmiał z bezsilności próbując zwrócić na siebie czyjąś uwagę. Za każdym razem chciałam go jakoś pocieszyć. Rysowałam śmieszne rysunki i przystawiałam do szyby, aby do woli mógł je obejrzeć. Opowiadałam wierszyki i śpiewałam piosenki aby tylko go rozweselić. Jak możecie się domyślić nic nie pomagało. Dotarło do mnie wtedy, że po prostu jestem za mała i gdyby tylko więcej osób się do mnie przyłączyło to na pewno by się udało. Nikt jednak nie chciał pomóc małej pięcioletniej dziewczynce rozweselić świata aby nie był już smutny i nigdy nie płakał. Przecież tyle dobrego mogło go spotkać! Nie mógł rozmyślać nad jedną smutną rzeczą, która doprowadziła go do płaczu. Powinien żyć chwilą i cieszyć się z tego co ma. Mama zawsze uśmiechała się na moje prośby nie traktując ich poważnie. Tak więc dziewczynka nadal siedziała przed oknem wpatrując się w niebo. Teraz już wie, że świat też może być smutny. Do tej pory nie wyzbyła się przekonania, że świat czuje tak samo jak każdy człowiek i ma swoje humory. Raz jest szczęśliwy, innym razem przygnębiony. Czasami wścieka się na swój los. Pogoda wydaje się być odzwierciedleniem ludzkiej duszy, wszystkich uczuć i zagmatwanych emocji. Jednak tamta dziewczynka, nie myślała w ten sam sposób co teraz kiedy już podrosła. Teraz wie, że żadnej sile nie uda się rozweselić świata choć nie wiadomo jak bardzo byśmy tego pragnęli.

    tysiulkaf99@tlen.pl

    OdpowiedzUsuń
  8. Pewnie każdy jak był dzieckiem, wierzył w rzeczy, które teraz wydają mu się śmieszne. Tak samo było ze mną. W dzieciństwie miałam naprawdę wiele absurdalnych i dziwnych marzeń i przekonań. To między innymi było: wierzenie w Świętego Mikołaja ( ale chyba każde dziecko w niego wierzyło)- co roku wystawiałam dla niego list, w którym pisałam, żeby zamienił mi starszego brata na młodszą siostrę. Kiedy rozrabiałam, rodzice lub inni opiekunowie mówili mi, że jak dalej będę tak robić, to przyjdzie ktoś i mnie zabierze, lub dostanę od Świętego Mikołaja rózgę pod poduszkę. Cóż... działało bo wierzyłam w to i byłam już cicha :D Myślałam kiedyś, że Polska to jedyny kraj, albo za każdym razem jak była burza, bałam się, że będzie trąba powietrzna i zniszczy cały dom... wszystko, lub jeśli będę ciągle kopać w dół, to dojdę do piekła. Świat bardzo mnie ciekawił, zadawałam dużo pytań, a moja wyobraźnia była dość... wybujała...
    Ale według mnie chyba najdziwniejszym a zarazem najśmieszniejszym wspomnieniem była taka historia...
    Kiedyś, jak byłam mała, mieszkaliśmy blisko lasu, a tato pracował w lesie jako drwal. Czasem przywoził do domu ciastka, a mi wmawiali rodzice, że dostał dla mnie od jelenia, dzika lub jakiegoś innego zwierzaka z lasu xD a jeśli będę źle się zachowywać to już nigdy mi nie dadzą. Z początku bałam się czemuś jeść, ale wkrótce się skusiłam na nie (były bardzo dobre :D ) Myślałam wtedy, że zwierzęta w lesie mówią, że jest jakaś magia. Ciągle zadawałam pytania na ich temat rodzicom. Pewnego dnia sama postanowiłam wybrać się do lasu po ciastka ... z początku bałam się wejść (przypomniała mi się opowieść o Czerwonym Kapturku i wilku...) W końcu weszłam, ale jakoś nie było nic ciekawego i nie spotkałam żadnych gadających zwierząt, więc zdecydowałam się wracać do domu ( co chwila odwracałam się, bo bałam się, że zgubię drogę powrotną lub coś na niej urośnie- byłam bardzo ostrożna). Jak się potem okazało, rodzina mnie szukała i nieźle za moją "wycieczkę" mi się dostało. Ale ze śmiechem to wspominam.
    Sądzę, że w pewnym sensie dzieciństwo to magiczny czas dla każdego człowieka.


    ronni09876@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Gdy byłam dzieckiem zawsze chciałam mieć własny księżyc. Uważałam, że ten ziemski jest zbyt mały i za wysoko dla mnie, więc powinnam mieć jeden, ogromny na wyciągnięcie ręki. Uważałam się za jakieś wyjątkowe dziecko, przez co dziś jestem jedynie zadziwiona i lekko zniesmaczona. Oczywiście powinien być fioletowy i najlepiej, żeby ładnie migotał. Sądziłam, że w czasie Sylwestra, gdy wystrzeliwane są fajerwerki to księżyc jakoś je do siebie przyciąga i da się je złapać (tak, myślałam, że to nie materiały wybuchowe a jakaś magia i koniecznie chciałam mieć taki w butelce od szampana, gdyż zawsze tata z takiej je wystrzeliwał). Księżyc oczywiście wisiałby w powietrzu na przeciw mojego pokoju, tak, żebym mogła go dotknąć i się nim pochwalić. Był też praktyczny, gdyż bałam się ciemności, a księżyc przecież świeci. :)

    sylwucha_k@o2.pl

    OdpowiedzUsuń
  10. W pięknych, błyszczących sukniach z perełkami
    Szklanych bucikach, karocach złocistych
    Cały czas spędzać: od świtu do nocy
    Co dzień przed snem kierują mnie myśli

    Bo być księżniczką, to cud zajęcie
    Bal, etykieta, dwór u twych stóp
    Przymiarki, uczty.. no, i książęta
    Do tańców z nimi ponad sto prób!

    Ale jak stać się taką panienką
    I nosić na głowie błyszczącą koronę?
    Teraz to me marzenie z dzieciństwa
    Zdaje zupełnie się być pomylone! :D

    Na pierwszy rzut oka, marzenie o byciu księżniczką wydaje się być całkiem normalne. Mała dziewczynka naoglądała się Kopciuszka, Arielki i Śnieżki, a potem nawyobrażała księcia z białym koniem. Ale gdy zaczyna ona prosić rodziców by zapisali ją do szkoły dla przyszłych królewien, która musi być ukryta gdzieś za siedmioma górami, siedmioma lasami, na straży której stoi na pewno sztab krasnali 1,2 wzrostu.. Gdy wymyśla rymowane przemówienia dla przyszłych poddanych: jelonków, wróbelków i łosi... Gdy tworzy zaczarowane piosenki, których moc na pewno zadziała, jeśli już przeniesie się na drugą stronę lustra.. Marzenie nabiera zupełnie innego wydźwięku. A wyobraźni potencjalnego, prawie dorosłego człowieka brakuje granic dla pojęcia takiego marzenia. :D

    E-mail: nettelimo@gmail.com

    OdpowiedzUsuń