sobota, 17 września 2016

Binding of Isaac: Afterbirth – sprawdzam swój dystans do życia!


Cóż... to było obrzydliwe i obsceniczne przeżycie, ale tylko ja sam wiem, jak dobrze bawiłem się przy tej nietypowej i nieskomplikowanej produkcji. Po przegraniu kilkunastu godzin w tę grę myślę nieco innymi torami, niż myślałem zanim do niej przysiadłem. Przedstawiam grę akcji studia Nicalis, Inc pod tytułem The Binding of Isaac: Afterbirth. Zaczynamy!


Jeśli chodzi o wyjaśnienie samego typu gry, jest to z całą pewnością shooter z elementami RPG oraz zręcznościowymi, w którym gramy tytułowym Izaakiem, dzieckiem, które obsesyjnie wierząca matka próbowała zabić. Chłopiec odnalazł właz w swym pokoju, którym uciekł, trafiając do okrutnego i obrzydliwego świata pełnego demonów i potworów. Teraz musimy mu pomóc się z niego wydostać i pokonać okrutną matkę. Mamy tu więc do czynienia z nieskomplikowaną fabułą, która ma być oczywiście jedynie tłem, pewnym podłożem emocjonalnym, na którym będzie rozgrywać się nasza szalona wędrówka po opanowanych przez potwory piwniczkach. Będziemy mieli do czynienia z muchami, wielkimi pająkami, pozszywanymi zombie oraz ohydnymi, budzącymi wstręt stworzeniami przypominającymi, pardon, kupy! Są też bossowie na koniec każdego poziomu, którzy poziomem obrzydliwości swego wyglądu i sposobów ataków przebijają się z każdym następnym.

Tak. Gra jest dziwna. Dziwność ta jednak niezwykle nas przyciąga i pomimo że niektórymi elementami obscenizmu gra odrzuca, zawsze mamy ochotę do niej wrócić i sprawdzić, co też nowego możemy z niej wyciągnąć. A wyciągnąć możemy nie mało. Jest tu wiele postaci do odblokowania oraz tryb wyzwań, których ukończenie daje nam różnorakie specjalne nagrody. Po prawdzie to zawsze mamy w tej grze coś do zrobienia, aż do osiągnięcia jej 100% zawartości, co, uwierzcie mi na słowo, nie jest tak proste, jak mogłoby się wydawać po pierwszych kilku minutach rozgrywki.


Jest to element rozgrywki, którego opisywanie sprawi mi najwięcej radości właśnie przez kontrowersyjność. Chodzi mi o grafikę, sposób prezentacji gry oraz modele przeciwników i całej reszty. Są okropne. Ohydne. Obsceniczne. Wszędzie na ekranie możemy dostrzec krew, fekalia i różnego rodzaju powodujące u normalnych pruderyjnych ludzi zawał scenerie. Tak – potwory wyglądają często jak pozszywane trupy. Tak, niektóre z nich w formie ataku plują na nas krwią, wymiotują bądź robią inne ohydne rzeczy. Tak – grafika swoją groteskową, komiksową konwencją niezwykle podkreśla ich karykaturalność, ale... ale pamiętajmy, że to tylko gra! Prawda? Gra, która w całej tej ciężkiej scenerii niezwykle dobrze żongluje czarnym humorem i prześmiewczymi motywami. Gra kontrowersyjna, ale nie chamska, nie kontrowersyjna na siłę, która nie boi się eksperymentować tak z gatunkiem, jak i z nerwami przeciętnego odbiorcy. Bo to nie jest gra dla przeciętniaka. Symbolika, która stoi za modelami przeciwników i modelami naszych postaci jest jednak jasna. Przeciwnicy są wykreowani na ohydnych, obrzydliwych i nieprzyjemnych oku. Nasi bohaterowie są jednak naprawdę słodcy i przyjaźnie wyglądający, co ma sugerować ich dobro lub zło. Iście dziecięce rozwiązanie, ale w grze, która tak silnie opiera się na karykaturze i cyfrowym, growym pastiszu, wypada ono perfekcyjnie. Grafika to jednak właśnie to, dzięki czemu gra nie zestarzeje się nigdy. Nie mamy tutaj do czynienia z hiperrealizmem. Nie jest to odzwierciedlenie rzeczywistości. Za kilka czy kilkanaście lat nadal będzie wyglądała dobrze, ponieważ utrzymana jest w danej konwencji, ciekawej bądź nie, ale konwencji. Grafika to olbrzymi plus tej produkcji.


Muzyka jest elementem klimatu, a klimat to w grze rzecz niezwykle ważna, rzecz, która musi być budowana kilkoma elementami, aby zachwycić. Dobry klimat przyciąga nas do gry, natomiast ten płytki odrzuca bardzo sprawnie. Binding of Isaac ma klimat, co wydaje się raczej naturalne po wszystkim, co opisałem w powyższym akapicie, dość ciężki i toporny. Muzyka go budująca jest mroczna, dynamiczna i żywa, ale nie w tym żwawym sensie, a raczej agresywnym i budującym napięcie. Jest to w końcu gra o ścieraniu się z dziesiątkami przeciwników, ciągle unikając ich, biegając i strzelając do nich z różnorakich broni czy mocy znalezionych po drodze. Boicie się jednak, że gra swym ciężarem was przygniecie? Cóż... to nie do końca tak. Gra jest rzeczywiście dość ciężka dla przeciętnego odbiorcy, ale odebrana w odpowiedni sposób nie będzie odrzucała, a zacznie wręcz przyciągać! Potraktujcie to wszystko jako hiperboliczne przedstawienie psychologicznych zmagań dziecka z nadopiekuńczą, obsesyjnie wierzącą matką i brakiem ojca. Potraktujcie to jako koncept. W innym przypadku możecie poczuć znużenie kontrowersyjnością i obscenicznością gry. Bo taki ma ona właśnie klimat. Niepokoju, pośpiechu i agresji. Walki, sprawdzania własnej zręczności i szczęścia. Jest to gra ciężka nie tylko pod względem bardzo wysokiego poziomu trudności, który przypomina bardzo stare produkcje, w których wyznacznikiem życia nie był pasek zdrowia, a trzy serduszka (lub więcej). Jeśli nie potraficie śmiać się z koncepcji, jeśli nie potraficie bawić się grami jako produktami, to radzę wam ominąć to szerokim łukiem, gdyż wymaga niezwykłego dystansu.


Izaak bardzo przyjemnie zajął mój czas. Bardzo przyjemnie wypełnił go flakami, krwią i fekaliami. Jakkolwiek obrzydliwie może to nie brzmieć, ja jestem zadowolony z możliwości ogrania tej produkcji, która notabene wpadła mi w ręce przypadkowo, niosąc ze sobą wiele godzin mozolnego wykonywania skrupulatnie wszystkich wyzwań, które na mnie zsyłała. Jest to świetna gra akcji, bardzo dobry tester poczucia humoru oraz dystansu i przede wszystkim bardzo dobra produkcja jako taka. Uważam, że powinniście poświęcić temu potworkowi trochę czasu. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz