środa, 21 września 2016

Kropla drąży skałę

Po przeczytaniu trylogii Driven byłam ciekawa kolejnych powieści z tej serii, które nie są kontynuacją historii Rylee i Coltona (co byłoby strasznie naciągane, więc bardzo dobrze), więc z chęcią sięgnęłam po Slow burn. Kropla drąży skałę. Myślałam, że będzie ciężko się przestawić na innych bohaterów, bo będzie mi brakowało poprzedniej pary. Już na wstępie mogę powiedzieć, że moje obawy się nie sprawdziły. Jak więc wypada Slow burn na tle poprzednich książek K. Bromberg? Czy autorka się nie "wypaliła", nie przegadała?


Tytuł: Slow burn. Kropla drąży skałę
Autor: K. Bromberg
Wydawnictwo: Helion (EditioRed)


Slow burn opowiada historię Haddie, przyjaciółki Rylee, która w trylogii była bardzo rozrywkową i charyzmatyczną dziewczyną. Na pewni pamiętacie słowa Coltona skierowane jako jedne z ostatnich do Becketta, najlepszego kumpla, który już wtedy czuł "coś" do Haddie. Właśnie ich relację i codzienność przedstawia K. Bromberg w tej części. Jeśli uważaliście tę atrakcyjną blondynkę za nudną bądź rozwiązłą, jej historia wszystko nie tyle usprawiedliwia, co wyjaśnia. Ostatnie miesiące były dla niej prawdziwą tragedią. Matka przeżywała liczne nawroty nowotworu, po czym okazało się, że siostra również jest poważnie chora. Haddie trwała u jej boku, wspierała ją i przeżywała wszystkie badania równie mocno. Niestety tej walki wygrać się nie udało. Lexi była dla naszej głównej bohaterki najważniejszą osobą w życiu, a nagle po prostu zniknęła, zostawiając na świecie kochającego męża i małą córkę. Haddie, mimo że to właśnie w jej stronę skierowały się teraz wszystkie obawy rodziny, poczuła się odpowiedzialna za dziewczynkę i zachowanie pamięci o jej matce. Postanowiła z nikim się nie wiązać, by żaden mężczyzna w przyszłości nie musiał przechodzić przez to, do czego zmuszony został mąż Lexi. Uważała się za wystarczająco silną, by poradzić sobie z całym życiem i problemami z pracą, z domem, z uczuciami i zdrowiem w pojedynkę. Jednak los lubi płatać figla, a plany rzadko kiedy pozwalają się zrealizować tak, jak sobie założyliśmy...
Życie bez pasji i miłości to powolne zamarzanie na śmierć.
To stwierdzenie zabrzmi na pewno dziwnie w waszych myślach, ale uwielbiam książki z wątkiem choroby nowotworowej. Zanim zabrałam się za czytanie Slow burn nie wiedziałam, co mnie czeka. Pierwsze strony powieści też nie wskazywały na to, że za chwilę będę czytać nawet wciągającą i emocjonalną opowieść. Wielu ludzi twierdzi, że romanse/literatura erotyczna to zwykłe czytadełka. Polemizować z tym się nie da, ale właśnie dlatego jest to literatura, dzięki której łatwo przemycić jakieś przesłanie czy wartości nawet do ludzi, którzy czytają raz na jakiś czas i to wyłącznie lekkie książki. Za to zaczynam doceniać K. Bromberg – stworzyła ona znakomitą trylogię, którą w recenzjach opisywałam jako ambitną, a teraz równie dobrze i równie ciekawie opisuje życie w ciągłym strachu, przez który popełnia się błąd za błędem. To kolejna książka o miłości, ale z przesłaniem. Książka, w której na pierwszym miejscu jest człowiek: jego relacje, emocje, problemy. Książka, którą starała się otworzyć oczy ludziom tak zajętym swoim bólem, że nie zauważającym ludzi będących wsparciem.
Każdy zasługuje na to, by go w pewnym momencie uratować.
Haddie jest bohaterką, która przez połowę powieści mnie denerwowała. Zbyt uparta, czasami wydawała się wręcz sztuczna. Niektóre jej wypowiedzi nie miały dla mnie sensu, a jej rozmyślania trochę nudziły. Na szczęście ostatecznie się zmieniła i wróciła ta Haddie z trylogii, przyjaciółka Rylee, którą polubiłam. To jednak pokazuje tylko, że ludzie w towarzystwie są inni, więc nie można "oceniać książki po okładce". Myślę, że ma to też zastosowanie w przypadku Slow burn, gdyż okładka tak mi się nie podoba, że kładę ją tyłem do góry. Również Beckett nie jest tym mężczyzną, którego widzieliśmy zawsze u boku Coltona. Dzięki tej powieści można było lepiej poznać postacie i zobaczyć, że wcale nie są stworzone pobieżnie. 

Mam jednak duże zastrzeżenia do początku tej historii. Wrażenie deja vu nie opuszczało mnie przez kilkadziesiąt stron, nastąpiła tylko mała zmiana ról. Jak w poprzednich powieściach niedostępny był Colton, a Rylee starała się do niego dotrzeć, tak teraz Haddie grała niedostępną, a Beckett próbował ją zrozumieć i otworzyć na ludzi. Myślałam sobie, że będzie wiało nudą... Ale akcja w końcu się rozkręciła i drugiego dnia czytałam już z zaciekawieniem do samego końca. Fakt, książka jest pisana według jakiegoś schematu przyjętego przez autorkę albo schematu przy pisaniu romansów erotycznych, jednak po raz kolejny w niektórych aspektów K. Bromberg odbiega od normy. Zupełnie jakby postawiła sobie za cel przekazać ludziom kilka porad i prawd życiowych dotyczących różnych trudnych, nieprzewidywalnych wydarzeń. Żaden człowiek nie jest tak silny, by samemu radzić sobie z problemami. Każdy potrzebuje wsparcia, potrzebuje obok drugiej osoby, która spojrzy na coś z boku, nie egoistycznie czy pod wpływem strachu.
Nie ty wybierasz ludzi, którzy się tobą interesują. Nie możesz podejmować decyzji za innych, mówić im, co mają czuć, a zwłaszcza odcinać ich, żeby oszczędzić im czegoś, przez co według ciebie musieliby przejść (...). To do mnie i do Ry należy decyzja dotycząca tego, jak sobie z tym poradzimy... Nie do ciebie. (...) Najlepsze dla mnie jest to, żebyś pozwoliła mi podejmować samodzielnie decyzje, a ty powinnaś przestać kłamać, żeby mi to umożliwić.
Ostatecznie Slow burn. Kropla drąży skałę jako "ambitne czytadełko" oceniam dość wysoko, jednak nie tak wysoko, jak trylogię Driven. Myślę, że powinno się to czytać z pewnym odstępem czasowym, by częściowo zapomnieć wydarzenia poprzednich bohaterów. Nie jest to oczywiście książka zła, bo naprawdę dobrze opisuje walkę z chorobą i miłość łączącą dwójkę różnych ludzi. Nie raz łza kręci się w oku i nie raz można się do siebie pouśmiechać. A przede wszystkim K. Bromberg tworzy znakomite zakończenia! Potrafi tak zakręcić czytelnika, żeby w jego głowie urodziło się pełno myśli... Widać jednak postęp, bo rozdziały pisane z perspektywy mężczyzny wydawały mi się bardziej dopracowane i realne, więc jeśli podobało wam się Driven, przeczytajcie Slow burn!
Czas jest cenny. Marnuj go mądrze.

Za książkę dziękuję:

2 komentarze:

  1. Trzy najnowsze części tej serii czekają już na półce. Nie znam początkowej trylogii, ale cieszę się, że nie przeszkodzi mi to w niczym. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Chcę przeczytać całą serię ;)
    http://justboooks.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń