sobota, 29 października 2016

Batman: Rok zerowy – tajemnicze miasto


Komiksem Batman: Rok zerowy – tajemnicze miasto kontynuujemy podróż przez serię komiksów, które dostałem w prezencie urodzinowym. Jest to kontynuacja, ale jest nią jedynie z nazwy i numerka. Ta opowieść to inne, bardzo dynamiczne i żywe podejście do samego rdzenia opowieści o Nietoperzu.  Rozpoczyna się tam, gdzie kończy się żywot Bruce'a i zaczyna zarazem. Rozpoczyna się tam, gdzie rodzi się legenda Batmana. Idea mściciela. Czy jednak komiks robi to umiejętnie, nie nudząc i nie przesadzając? Cóż – i tak i nie. Zapraszam do tekstu.



Tytuł: Batman: Rok zerowy – tajemnicze miasto
Scenariusz: Scott Snyder
Rysunki: Greg Capullo
Wydawnictwo: Egmont



Mniej więcej wyjaśniłem to we wstępie, ale fabuła zasługuje na nieco szersze przedstawienie. Historia rozpoczyna się w momencie, gdy uznany za zmarłego Bruce Wayne wraca do Gotham po morderczym siedmioletnim treningu za granicą. Wraca do swego rodzinnego miasta w jednym celu: by walczyć z przestępczością, nie dopuścić do tego, by kogokolwiek spotkało to samo, co spotkało jego i jego rodziców. Nie wraca jednak jako Batman, a jako zamaskowany mściciel, próbujący rozgryźć gang Red Hooda dręczący miasto. Jak szybko się okazuje, gang przejął kontrolę nie tylko nad przestępczością w mieście, ale jego wpływy sięgają i dalej, często do policji i do polityki. Bruce z pomocą Alfreda stawia więc pierwsze kroki w celu powstrzymania tej zarazy, która pożera miasto od środka. Nie chce on jednak, wbrew namowom swego kamerdynera, oficjalnie ogłosić swego powrotu. Boi się, o ironio, bycia wykrytym. Uważa, że istnienie Bruce'a i mściciela mogłoby zbyt szybko skłonić ludzi do połączenia ich w jedną postać miliardera Wayne'a. Chce pozostać martwy. Chce pozostać sekretem. Walczy sam ze sobą, starając się odciągnąć to, co nieuniknione.

Nie chcąc rozdrapywać starych ran, postanawia odrzucić dziedzictwo swej rodziny, firmę i wszystkie jej inwestycje, i skupić się jedynie na swej misji. W historii biorą udział znani nam, ale dopiero rozpoczynający swoją działalność, przestępcy, tacy jak Riddler, Pingwin i Red Hood. Swoje miejsce w opowieści znalazł nawet James Gordon, pracujący na stanowisku porucznika. Nie jest jednak sojusznikiem Batmana od samego początku. Wręcz przeciwnie. Uważa bowiem, że choć pobudki mściciela są słuszne, jego czyny wykraczają poza literę prawa. Muszą więc zostać ukrócone. Opowieść jest o tyle ciekawa, że dla fana świata DC, który zna postaci i ich historię, taka opowieść ukazująca nieco inne spojrzenie na początki Batmana jest prawdziwą gratką. Mimo odmiennej sytuacji miasta każdy fan poczuje się w tej opowieści swojsko ze względu na to, z jaką uwagą Snyder podszedł do rozpisania postaci. Pieczołowicie przeniósł ich charaktery z innych komiksów i zinterpretował na własny sposób, pozostając wciąż "lore-friendly".


Kreska, tak jak każdy komiks z tej serii (poza tomem trzecim), jest niezmienna. Uważam to mimo wszystko za drobny minus, ale rozumiem, że postanowiono utrzymać taką samą stylistykę do całej serii. Jest to zrozumiałe, z pewnością estetyczne jako całość, ale jako osobne komiksy kreska ta robi się dla mnie odrobinę nudna. Po czwartym już tomie spodziewałem się nieco więcej inwencji, eksperymentowania z kolorami czy stylem rysownictwa jako takim, ale niestety rozczarowałem się. Jest to jednak minus dość osobisty, który wynika z czytania wszystkich tych komiksów pod rząd. Gdybym miał jednak ocenić kreskę jako taką, to powiedziałbym, że trzyma naprawdę przyzwoity poziom i, choć nie jest już dla mnie zaskoczeniem, nadal przyciąga wzrok i wzbudza zainteresowanie. Powodem tego jest paleta barw zastosowana do "ożywienia" świata nam przedstawionego. W stosunku do mrocznej i ponurej kolorystyki Śmierci rodziny, Rok zerowy jest utrzymany w żywej i dynamicznej kolorystyce, która skupia na sobie wzrok. Dużo tu żółci, pomarańczy i czerwieni.  Kolory są intensywne i "soczyste".

Gdybym miał doszukiwać się tutaj głębszego sensu, to świat jest przedstawiony jako nieco żywszy, gdyż i Bruce Wayne jako człowiek nadal nie jest skażony znojem walki z przestępczością. Znojem straty i zerowego zysku z tego, co robi. Bruce jest nadal zwykłym człowiekiem, który stara się zrobić coś dobrego. Nie czuje na swoich barkach takiego bagażu, jaki poczuje za kilka lat. Dlatego też widzi świat intensywnie. Tak jak każdy młody człowiek sądzący, że ma życie w garści. Taki jest zresztą klimat komiksu. Dynamiczny. Bezprecedensowy. Świeży. Świeży i młody. Widzimy Nietoperza jako młodego człowieka, niedoświadczonego i dużo słabszego od znanego nam już Batmana. Człowieka, który ma w sobie wiele werwy, zaangażowania i pewności siebie wynikającej z młodości jako takiej. Popełnia błędy, owszem. Ale tylko po to, by zaraz się czegoś z nich nauczyć. Dostaje wycisk – tak, ale tylko po to, by wstać, otrzepać ubrania i ruszyć do dalszej walki.

Młody człowiek czytający komiks może naprawdę dobrze wczuć się w psychikę Wayne'a, gdyż zachowuje się on jak typowy młody dorosły, który stara się robić wszystko sam i wszystko jak najlepiej. Nie obdarto go jednak z typowych dla niego przemyśleń, które zsyłają na komiks nutę zadumy, znanej z DC, czy też odpowiedzialności i troski o ludzi Gotham. Klimat budują kolory. Kolory i świetnie napisane postacie, które są młodsze i mniej doświadczone, co świetnie widać, ale nadal są sobą. To nadal nasze stare dobre Gotham City.


Komiks Batman: Rok zerowy – tajemnicze miasto to komiks dostarczający naprawdę wiele rozrywki. Nie jest przełomowy ani też wybitny na tle innych komiksów z tej serii, ale jest świeży i utrzymano w nim naprawdę dobre tempo. Nie męczy, nie nudzi, nie rozciąga wątków na siłę, tylko ma plan na siebie i przez całość dąży, by ten plan zrealizować. Uważam, że robi to naprawdę porządnie i, choć nie sądzę, bym wielokrotnie do niego wracał, jestem pewien, że jeszcze kilka razy przewertuję tę historię w celu podziwiania paneli czy też zobaczenia swoich ulubionych super- i antybohaterów od nieco innej strony, niż dotychczas.

Każda dobra bajka lub opowieść musi mieć morał, prawda? Przytoczę więc taki, który nasunął mi się po przeczytaniu komiksu. Gdy ludzie potrzebują pomocy, nie będą pytać się, kto im jej udziela. Nie będą pytać się o intencje czy cokolwiek innego. Będą wdzięczni. Nie będą dociekliwi. Dlatego właśnie Batman pozostaje anonimowy dla mieszkańców Gotham. Bo oni potrzebują jego pomocy. Nie chcą wiedzieć, kim jest pod maską. Chcą jedynie wiedzieć, że jest ktoś, komu zależy na ich dobru. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz