środa, 7 grudnia 2016

Gdzie się kończy i zaczyna Człowiek?

źr.
Żyje sobie Człowiek spokojnie w swojej teraźniejszości, pewien otaczających go ludzi, pewien swoich uczuć, przyszłości, pewien wartości drugiego człowieka, jego intencji, siły, charakteru... Żyje tak sobie Człowiek i uśmiecha się każdego dnia, każdego dnia wstaje prawą nogą i cieszy się na kolejny dzień, który zbliża do czegoś. Czegokolwiek. Żyje tak sobie Człowiek połączony uczuciem z innym człowiekiem, który wydawał się... Człowiekiem przez duże C być również. Aż tu nagle życie wszystko weryfikuje, człowiek okazuje się nie być Człowiekiem, jego charakter okazuje się zupełnie inny, cała jego osoba staje na nogi, bo do tej pory kiwała się na głowie. I przychodzi w życiu Człowieka dzień na zadanie pytania "z kim ja byłem związany tyle lat?". I odpowiedzi nie przychodzą tydzień za tygodniem, weekend za weekendem, zamiast żyć tu i teraz, żyje przeszłością. Analizuje różne sytuacje, zachowania, gesty, słowa... I dochodzi do wniosku, że czarno na białym dostawał ostrzeżenia od losu już dłuższy czas. I czuje się Człowiek idiotą, bo nie widział tych znaków, ignorował te słowa, ignorował każdy moment, każdą okazję do ocalenia C. Aż w końcu wychodzi Człowiek ze swej skorupy choć na chwilę, na moment wpuszcza trochę światła i przekonuje się, że otaczają go tylko ludzie. Żadnego Człowieka...



Niech ktoś mi powie
gdzie się kończy
i gdzie zaczyna człowiek?


Zadałam już raz takie pytanie i spodziewałam się w sumie odpowiedzi, którą dostałam:

Nawet patrząc na ten obrazek praktycznie, nie mogę się zgodzić. Jest zupełnie na odwrót. To głowa jest początkiem. Głowę chronimy zawsze w przypadku poczucia zagrożenia, pierwszy kontakt z człowiekiem to spojrzenie na jego twarz, nawet rodzi się człowiek "od głowy". Tu się wszystko zaczyna: każda myśl, ruch, słowo, potrzeba... Bez nóg natomiast można przecież żyć. 

Ale człowiek nie jest tylko ciałem, i w tym tkwi problem. Każdy człowiek szuka Człowieka, nikt nie chce być ani sam, ani samotny. Jak mówi dr Guy Winch w książce Emocjonalne SOS. Jak uleczyć negatywne emocje, nie liczba bliskich, przyjaciół i znajomych decyduje o tym, czy człowiek jest samotny, a pewnego rodzaju "jakość" relacji. Każdy potrzebuje czegoś innego, każdy inaczej to pojęcie rozumie. Człowiek ma wsparcie, Człowiek ma do kogo się odezwać, z kim wyjść, pobawić się, porozmyślać... Ale nie ma Człowieka, dla którego poleciałby w kosmos po worek gwiazd i księżycowy pył, bo ten po latach okazał się tylko... c. I tak to wygląda, że w kółko zaczyna wątpić w Człowieka, w koło widzi tylko ludzi, na których się otwiera wciąż i wciąż, ale nie ma ochoty porzucać skorupy, nikomu na jej porzuceniu nie zależy. 

Tak więc gdzie zaczyna się Człowiek? To jest chyba najtrudniejsze pytanie, jakie zadałam w ciągu ostatnich kilku... miesięcy? Myślę, myślę, myślę i nadal nic nie wymyśliłam. Możliwe, że zaczyna się od myśli na temat swoich potrzeb, nie tylko tych podstawowych – fizjologicznych, ale też duchowych (przyjmijmy, że nie tylko osoby wierzące mają potrzeby duchowe) i emocjonalnych. Człowiek zaczyna się, gdy jest potrzebny, gdy czuje sens myślenia o wstawaniu tą prawą nogą i kierowania swoimi poczynaniami tak, by doznać szczęścia. Tutaj pojawia się kolejna składowa, Człowiek już się zaczął, ale pragnie szczęścia i w sumie ze szczęścia się składa. Problemem jest, że szczęście szczęściu nie równe i to, co sprawia je innej osobie, temu właśnie Człowiekowi nie wystarczy. Bo Człowiek ma dziwną manierę "dawania siebie" i nie chce dawać siebie sobie, bo to bez sensu (chociaż są tacy, którzy widzą w tym sens i spełniają się poprzez uszczęśliwianie samego siebie), a innym ludziom. Innemu Człowiekowi. I doszłam do wniosku, że już się pogubiłam, bo wychodzi na to, że do bycia Człowiekiem jest potrzebne szczęście, więc czy bez tego jest się niekompletnym?

Trochę bardziej pewna jestem odpowiedzi na pytanie gdzie się kończy Człowiek? Człowiek kończy się, gdy odchodzi. Zaś ten, który zostaje, musi walczyć o bycie Człowiekiem, zmagać się z myślami, chaosem, bałaganem, nieporządkiem, błotem... Znów idę w kierunku myśli. Człowiek kończy się na myśli. Gdy już ma poczucie beznadziei, poczucie braku jakiegokolwiek sensu, jakiejkolwiek przyszłości, gdy już pyta w głowie "daleko jeszcze?". Może sądzę więc, że człowiek zaczyna i kończy się na myśli. Brawo, co za odpowiedź... Ale oczywiście mnie nie satysfakcjonuje w ogóle, bo nadal nie wiem, co jest między myślą i myślą, i co pomiędzy czyni człowieka Człowiekiem.

Skorupa kusi, ale uwiera. Człowiek rozgląda się w koło. Widzi wszystkich, którzy są, a dostrzega tych, których nie ma. Wciąż idzie przed siebie, jak dziecko we mgle szuka tego, czego nie ma. Czego mu brakuje. Szuka, ale nie wie, czy chce to znaleźć, bo człowiek lubi odchodzić, gdy staje się Człowiekiem. I tak idzie w tej skorupie, wątpiąc w jego istnienie, nie wie już sam, kim i czym jest. Wie jednak, że musi zacząć się od nowa. Stawia przed sobą pytanie "co zrobić ze swoim życiem?" i szuka odpowiedzi, bo musi zacząć od nowa i uwolnić się z tej skorupy. Podobne to trochę do okręgu. Człowiek w kółko zaczyna się i kończy, zaczyna się na myśli, kończy na myśli. Wciąż jednak pozostaje pytanie: co musi być pomiędzy?

1 komentarz:

  1. Zaintrygowałaś mnie ;) Chyba sama się nad tym pozastanawiam ;)
    http://justboooks.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń